Z ostatniej chwili

Tu piszę na bieżąco jeśli dzieje się coś ciekawego. Taka moja prywatna wersja Twitter'a. :-)

89 postów polubień

Portfel IKZE — raport za lipiec 2021

Sezon ogórkowy w pełni, ale nie zdejmuje to ze mnie obowiązku zaraportowania wyników konta IKZE.

Oto najważniejsze punkty:

  • Stopa zwrotu od lutego wynosi 20.26%
  • Od maja wartość portfela spadła z rekordowych 44 294,63 PLN do 41 963,47 PLN
  • WIG w badanym okresie (luty 2021) wzrósł o 17.24%

Skład portfela na koniec sesji w piątek 16 lipca wygląda jak poniżej.

Dla porządku pokazuję też skład transzy „lipcowej” – te papiery będą w portfelu przez 3 kolejne miesiące.

Uwaga: Wielton pozostaje w portfelu z transzy „majowej”, więc ceny zakupu są z maja.

To jeszcze kilka zdań komentarza.

Od maja, przez dwa miesiące, wartość portfela spadła, pomimo, że szeroki indeks urósł. W portfelu może być maksymalnie 15 spółek, choć w praktyce zwykle będzie to mniej, ponieważ mamy 3 transze składające się z 5 spółek, które mogą się powtarzać w kilku transzach. Obecnie na przykład jest w portfelu 11 spółek. Czyli to mocno skoncentrowany portfel, którym może (i będzie) mocno bujać.

Pojawia się często pytanie: czy warto inwestować aktywnie? Osobiście uważam, że większość faktycznie powinna robić to pasywnie, choć po skrupulatnym doborze poziomu ryzyka (zmienności) w portfelu.

Nie jestem jednak dogmatykiem, który kategorycznie odrzuca inwestowanie aktywne. Tak naprawdę granica pomiędzy tymi formami inwestowania nie zawsze jest oczywista. Inwestowanie pasywne też jest po części aktywne, bo indeksy zmieniają swoje składy wg. określonych (bardziej lub mniej) reguł, a cała jego konstrukcja to też szereg założeń. De facto mamy portfel, który ciągle zmienia swój skład i wagi.

Przyszłość może przynieść zaskoczenie zarazem dla inwestorów pasywnych jak i aktywnych, bo wszyscy bazują na historii (choć nie każdy lubi o tym mówić). 🙂

Jeśli idzie o ten konkretny portfel IKZE i strategię, to na większe podsumowanie przyjdzie jeszcze czas. Nie jestem fanem momentum na spółkach indywidulanie dobieranych do portfela, ponieważ to komplikuje wszystko i generuje koszty. Natomiast IKZE jest dobrym miejscem na takie ćwiczenia, bo nie mamy obciążeń podatkowych każdego roku. Poza tym mamy to co lubię: weryfikowalną, skwantyfikowaną strategię.

Na większym koncie, IKE, planuję uruchomić strategię momentum opartą na indeksach. Mam też jeszcze na podorędziu 2 inne konta (IKE i IKZE) w rodzinie, które są obecnie 100% pasywne i takie prawdopodobnie pozostaną. Też więcej o tym napiszę pewnie w przyszłości. Fajne byłoby ich porównanie po 10-20 latach – takie porównanie aktywne vs. pasywne w praktyce.

Na koniec link do artykułu opisującego założenia portfela IKZE.

Czy inwestować od razu cały kapitał? – czyli DCA w praktyce

Często pojawia się pytanie: zainwestować cały kapitał, czy może rozłożyć kupowanie w czasie? Za tym pytaniem często pada jeszcze argument: jest drogo na rynku akcji. Może by tak w ogóle poczekać aż będzie korekta: jak zrobi się taniej, to kupimy pod korek. Proste. 😊

Dla jasności: mówimy tu o długoterminowym PASYWNYM portfelu (opartym o ETFy, fundusze indeksowe), w którym z definicji nie robimy zakładów z rynkiem. A przynajmniej nie powinniśmy – w przeciwnym razie oszukujemy samych siebie i nasz pasywny portfel jest tylko z nazwy.

Jeśli potrafilibyśmy skutecznie odgadnąć, kiedy rynek będzie spadał, to po co w ogóle nam portfel pasywny? – lepiej wyjdziemy na aktywnym inwestowaniu. Kupując na korektach, sprzedając na… balonach. Brzmi atrakcyjnie. Bardzo łatwo, zwłaszcza początkującym, uwierzyć w coś takiego.

W tym materiale pokazuję co mówią dane. Oczywiście prawdziwi twardziele niczym Chuck Norris nie zważają na historię, bo to jak spoglądanie we wsteczne lusterko. Niemniej jednak pozostałym śmiertelnikom bez dostępu do danych z przyszłości nie pozostaje wiele do wyboru.

Zapraszam! 🙂

Portfel IKZE — raport za czerwiec 2021

Szybki update z pola walki. Słabszy miesiąc na minusie -3.5% względem poprzedniego odczytu w maju. WIG urósł w tym czasie, choć póki co strategia od początku generuje zysk 22.3%, versus 14.8% dla WIG.

Przy okazji 2 słowa komentarza. Każda próba aktywnego zarządzania portfelem powoduje, że ten portfel będzie wyglądał „inaczej”, niekoniecznie lepiej. Nic dziwnego – w tym konkretnym przypadku w portfelu jest obecnie 10 spółek, a WIG ma ich ponad 350. To też zarazem może generować dyskomfort i chęć zmiany podejścia, zwłaszcza jeśli taki stan rzeczy utrzymuje się nawet kilka lat (vide Warren Buffett od roku 2009 do dziś względem indeksu S&P 500). Dlatego decydując się na daną strategię musimy mieć świadomość na co się piszemy.

Dla porządku — skład transzy na ten miesiąc.

I jeszcze zrzut ekranu z rachunku.

Raz w roku wrzucę też wyciąg z wszystkich zleceń.

Do następnego rebalancingu! 🙂

Czy prosty model może lepiej dobierać spółki do portfela od człowieka?

Dwa dni temu na konferencji WallStreet mówiłem o tym, dlaczego prognozowanie rynków przez ludzi jest mega trudne i jak temu zaradzić. Miałem od początku świadomość, że to temat z serii wkładania kija w mrowisko. Większość chętniej posłucha o tym jakie spółki kupować do portfela w najbliższym roku, a nie to, że prognozowanie to ciężkie zajęcie. 🙂

Dziś jeszcze jeden przykład. Joel Greenblatt to znany profesor i inwestor propagujący inwestowanie w wartość, współzałożyciel znanego w USA klubu inwestorów w wartość Value Investors Club. Stosuje on w swojej firmie autorski algorytm (opisany w książce „The Little Book that Beats the Market”), który buduje ranking spółek według kryteriów wartości (szukając „tanich” spółek) i jakości. Firma zarządza kontami klientów (tzw. konta SMA), dając im wybór:

  1. Klient podąża za wytycznymi algorytmu w 100%
  2. Klient wskazuje, które spółki z proponowanych przez algorytm mają znaleźć się w portfelu

Greenblatt zebrał dane za okres 2 lat (2009-2011) z wynikami swoich klientów, chcąc sprawdzić czy dodanie do tego co mówi algorytm doświadczenia i intuicji klientów pomaga. Oto wyniki:

  • Konta bazujące tylko na algorytmie uzyskały stopę zwrotu 84.1% (S&P 500 w tym okresie 62.7%)
  • Konta w których klienci wybierali według własnego uznania spółki proponowane przez algorytm uzyskały stopę zwrotu 59.4%gorzej niż prosty indeks S&P 500

Więcej o eksperymencie można przeczytać tutaj.

Miłej niedzieli! 🙂

Inwestuj tylko pasywnie!

Sporo się mówi o tym jak podejść do inwestowania. Obserwować można skrajne oceny: od hiper ultra krótkiego tradingu, po inwestowanie zupełnie pasywne w którym kupujemy cały rynek do portfela bez próby jego pokonania.

O ile nikomu nie polecam krótkoterminowego tradingu jako formy inwestowania (bo to codzienne rzemiosło, nie inwestowanie), tak nie widzę powodu by być totalnym dogmatykiem stojącym na stanowisku, że inwestując aktywnie na pewno stracimy.

Przede wszystkim większość osób tracących przy próbie aktywnego zarządzania portfelem traci z prostego powodu: nie są do tego w żaden sposób przygotowani. Nie mają żadnego zweryfikowanego planu działania. W takim przypadku oczywiście poza chwilowym szczęściem nie ma co liczyć na sukces.

Są jednak strategie, które pobijają rynek – generują wyższe stopy zwrotu niż szeroki rynek, przy mniejszym ryzyku. Dogmatycy się obruszą, ale to są fakty (i o dziwo nawet twórcy hipotezy rynku efektywnego tego nie negują).

Dla jasności – jak wskazują badania nawet inwestorzy pasywni przegrywają z rynkiem. Z dokładnie tych samych powodów co aktywni inwestorzy – brak realnego planu działania i pominięcie aspektów psychologicznych. Choć uważam, że inwestowanie pasywne jest świetnym rozwiązaniem prawdopodobnie dla większości, to jednak powiedzenie sobie, że kupimy globalny koszyk akcji, bez zrozumienia co i dlaczego robimy najpewniej skończy się źle. Dlatego chociażby warto być studentem historii rynków by w bardziej świadomy sposób projektować swój portfel.

Taki cel przyświecał mi tworząc projekt System Trader.

Historia Magistra Vitae Est. 🙂

Quant na krypto?

Choć sam nie jestem na rynku crypto, to i tam widzę ogromne zalety podejścia quant do inwestowania. Nie trzeba główkować czy to koniec BTC, czy to górka, czy dołek albo co powiedział jakiś guru. Ludzie na tym rynku mają te same emocje co na każdym innym – nic nowego. Momentum działa tam tak samo dobrze.

Poniżej prosta strategia GEM żywcem przeszczepiona z oryginału dla rynku akcji i obligacji. Właściwie jedyna zmiana to wyrzucenie ETF na indeks MSCI ACWI ex US i wstawienie tam BTC.

Raz w miesiącu zaglądamy na rachunek i sprawdzamy co miało wyższą stopę zwrotu (w ostatnich 3-12 miesięcy): BTC, czy SPY. Jeśli stopa zwrotu jest powyżej stopy wolnej od ryzyka w portfelu mamy mieć to aktywo. Jak wszystko spada (akcje amerykańskie i BTC), to w portfelu lądują obligacje (tu BND).

Piękne jest to, że ta bardzo prosta strategia działa bez względu na ustawienie parametrów (choć nieco lepiej dla momentum liczonego z okresu 3 miesięcy, co nie powinno dziwić przy zmienności BTC).

Te same dane, te same decyzje.

Czy to maszynka do robienia pieniędzy? No cóż – zmienność BTC jest tak ogromna, że tego zniwelować zupełnie nie sposób. Obsunięcia są ogromne i większość będzie miała mega wielki problem z dyscypliną.

Ale też każdy wyznawca podejścia HODL na tym rynku musiał przejść przez obsunięcia przekraczające 90%. Do tego z nadzieją, że będzie odbicie. W przypadku strategii GEM, jeśli BTC kiedyś nie odbije się po spadku, to nie problem – my będziemy poza tym rynkiem.

Testy zrobione w moim autorskim oprogramowaniu #ST.

Stay tuned! 😀

 

Portfel IKZE — raport za maj 2021

Połowa maja za nami, zatem czas na roszady w moim portfeliku IKZE. Dziś krócej niż zwykle, choć pewnie raz na kilka miesięcy napiszę coś więcej.

W tym miesiąca rebalancingowi poddałem pierwszą transzę portfela, która do niego trafiła w lutym. Oto spółki, które będą w portfelu przez najbliższe trzy miesiące.

Spółki wchodzące w skład „majowej” transzy.

Tradycyjnie – nie mam żadnego urzekającego story, dlaczego TE SPÓŁKI. Po prostu – one mają pozytywne momentum – to dla mnie znaczy więcej niż wypociny analityków o tym co im się wydaje. Cena to najlepszy wskaźnik – cała reszta to tylko jej pochodne.

A tak wygląda cały portfel (z pozostałymi dwiema transzami). Niestety w piątek, gdy robiłem rebalancing, omyłkowo sprzedałem całą pozycję spółki Mercator oraz OAT, które wpadły do portfela w ramach I i II transzy (miałem sprzedać tylko część z I transzy). Błąd naprawiałem tylko dla OAT, a Mercator po prostu już nie wrócił. Dlaczego? Bo udział spółki jest niewielki, a nie chcę przepłacać na prowizjach.

Skład portfela IKZE na dzień 14/05/2021.

Więcej o wykorzystywanej strategii można przeczytać w tym artykule. Znajduje się tam również pełna historia portfela.

No i formalność na koniec: od początku inwestycji (12 lutego 2021) portfel urósł o 26.94%, podczas gdy szeroki indeks WIG o 8.14%.

Nie zachęcam nikogo do kopiowania tego co robię. Celowo też nie ułatwiam tego zadania.

Stay tuned!

ETF-y „smart-beta” – czy to ma sens?

Podczas mojego wystąpienia w ten czwartek na konferencji online „Jak inwestować na giełdzie” (do czwartku darmowa rejestracja!), poruszę temat tak zwanych ETF „smart-beta”.

Nie będzie to bardzo dokładna analiza „faktorów”, a raczej próba spoglądnięcia na zagadnienie z lotu ptaka, by zrozumieć co to w ogóle jest. To bardzo ważne, bo wiele mamy przekłamań na linii.

I tak na przykład postaram się wyjaśnić, czy kupując ETF „smart-beta” nadal możemy mówić o pasywnym portfelu? Otóż historia zatacza koło: na początku każdy inwestował aktywnie, aż pojawiły się pierwsze fundusze indeksowe w połowie lat 70. ubiegłego wieku w USA. Pojawiły się nie bez powodu – aktywne formy zarządzania portfelem bardzo zawodziły oczekiwania inwestorów.

Niespełna 20 lat później świat ujrzał pierwszego ETF-a i to była kluczowa faza „pasywnej rewolucji” stawiająca kropkę nad „i” (choć nad Wisłą przyszło nam czekać jeszcze niemal 3 dekady na pojawienie się pierwszego funduszu ETF).

Sęk w tym, że na fali popularności funduszy ETF pojawiły się odmiany nazwane przez marketingowców mianem „smart-beta”. Szczerze mówiąc ta nazwa zawsze mnie śmieszyła, bo rynek to rynek (beta). Nie ma „smart-rynku”, nie ma „dumb-rynku”. Jeśli kupujemy rynek (np. indeks S&P 500), to kupujemy betę. Jeśli staramy się rynek pobijać (np. indeks S&P 500), to szukamy alfy.

Tymczasem sprzedawcy wymyślili, że ponieważ fundusze aktywnie zarządzane zawiodły na całej linii, to teraz zrobią aktywne fundusze w opakowaniu ETF — wykorzystując do tego ich rosnącą popularność.

Część Czytelników może się oburzyć: ale to nie tak! „Faktory” to udokumentowane źródła zysków (value, momentum, quality, etc.), po które teraz sięgnąć może przeciętny Kowalski. To ukoronowanie dokonań naukowców, którzy w końcu po dekadach umieli wyjaśnić skąd pochodziła przewaga Warrena Buffetta i innych. Po części to racja, ale nachalny marketing powoduje, że wielu inwestorów czuje się zagubiona i ulega pokusie kupna czegoś, czego nie rozumie. Chcą zbudować portfel pasywny, tymczasem do portfela kupują ETF „smart-beta” nie mając świadomości, że de facto mają aktywnie zarządzany fundusz (nawet jeśli jest on oparty na ścisłych regułach).

To jednak zaledwie czubek góry lodowej.

Serdecznie raz jeszcze zapraszam na konferencję w czwartek! 🙂

Inwestowanie w ETF-y dla początkujących

Zapraszam do dwugodzinnego materiału dla początkujących o inwestowaniu w ETF-y. Moim gościem jest Artur Wiśniewski – czołowy propagator wiedzy w tym zakresie nad Wisłą. 🙂

Artur posiada licencję maklera, a na co dzień prowadzi blog stockbroker.pl oraz grupę Pasywna Rewolucja, poświęconą inwestowaniu pasywnemu.

Oto co znajdziesz w materiale:

📌 Akcje i obligacje bezpośrednio czy ETF – w co lepiej inwestować?
📌 ETF-y czy fundusze inwestycyjne – w które lepiej inwestować?
📌 ETF-y czy fundusze indeksowe – które narzędzie inwestowania pasywnego jest lepsze?
📌 Dywidenda, replikacja, hedging – które rodzaje ETF warto preferować?
📌 Czy z ETF-ów można zbudować cały portfel inwestycyjny? Jakie klasy aktywów warto mieć w portfelu – czy ETF jest w każdym przypadku najlepszym narzędziem?
📌 Ile ETF-ów warto mieć w portfelu?
📌 Ile kosztuje inwestowanie w ETF?
📌 Na jakich rynkach warto kupować ETF-y?
📌 Jak inwestować w ETF-y w ramach IKE/IKZE?

Zapraszam również w imieniu Artura na konferencję online „Jak inwestować na giełdzie?”, która odbędzie się 13 maja 2021. Rejestracja do 13 maja jest ZA DARMO. 🙂

Rebalancing, czyli jak zarządzać pasywnym portfelem?

Najkrócej rzecz ujmując, rebalancing w pasywnym w portfelu ma za zadanie kontrolować jego poziom ryzyka. W efekcie wynik z inwestycji jest bardziej przewidywalny, a wartość kapitału w czasie mniej zmienna. Jak zatem go robić? Zapraszam do mini wykładu jaki miałem okazję zaprezentować u Artura Wiśniewskiego z bloga stockbroker.pl.

P.S. Zapraszam w imieniu Artura na konferencję online „Jak inwestować na giełdzie„, która odbędzie się 13 maja (warto się pośpieszyć, bo póki co wstęp wolny). 😎

Polska najtańszym rynkiem akcji świata?

Lubię sobie zerknąć raz na kwartał na raport Meba Fabera (gość 49 odcinka mojego podcastu) podsumowujący wycenę rynków akcji na świecie. Zwłaszcza, że od lat w ścisłej czołówce znajduję się tam Polska. W rankingu Meb stosuje wypadkową z kilku wskaźników co jest pomocne w przypadku małych krajów jak Grecja czy Egipt, gdzie w zależności od wskaźnika można otrzymać skrajnie różne odczyty. Dla porządku stosowane w rankingu wskaźniki to:

  • CAPE (Cyclical Adjusted Price Earnings)
  • CAPB (Cyclical Adjusted Price to Book Value)
  • CAPD (Cyclical Adjusted Price to Dividend)
  • CAPCF (Cyclical Adjusted Price to Cashflow)

Przykładowo wskaźnik CAPE (nazywany też Campbell-Shiller PE(10) lub Shiller-10) to wyniki podzielenia indeksu cenowego (czyli po prostu ceny) przez średni zysk spółek wchodzących w skład tego indeksu z ostatnich 10 lat skorygowany o inflację. Dzięki temu zredukowana jest wrażliwość wskaźnika ceny do zysku na cykliczne zmiany zysków.

No to bum!💥 – Polska mistrzem świata! USA bez zaskoczeń również, czyli w czołówce najdroższych rynków akcji na świecie. Co to oznacza dla polskich akcji? Nie wiem, mam nadzieję tylko, że to nie jest pułapka, tak zwane „value trap”. Mówiąc inaczej, że jest dobry powód, dla którego polski rynek akcji nie cieszy się braniem pośród inwestorów na świecie. Pomijając maleńki rynek czeski, nasuwa się pytanie – czy przypadkiem jest fakt, że tę ścisłą czołówkę najtańszych rynków świata stanowią od lat kraje takie jak Rosja czy Turcja.

Dokładnie 7 lat temu CAPE dla Polski wynosił 12.53, a najtańszej wówczas Grecji 4.54. Stany Zjednoczone już wówczas były w czołówce najdroższych rynków świata z odczytem na poziomie 25.44. Dla przypomnienia według wielu CAPE powyżej 20 to bańka spekulacyjna – można było zatem stracić z radaru największą hossę ostatnich dekad. Przy okazji – dlatego lubię momentum – tam ostatecznym wskaźnikiem jest cena, czyli najczystszy wskaźnik ever. 🙂

Inne polecane materiały:

Ile spółek kupić do portfela oraz w jakich wagach?

Jak na quanta przystało sprawdziłem to na przykładzie strategii AEM w której skład portfela był aktualizowany raz w miesiącu. Co do zasady: im więcej spółek w portfelu tym jego zmienność jest mniejsza — każdy to czuje nawet bez sprawdzania intuicyjnie. Ale też im więcej spółek w portfelu tym bardziej zaczyna on przypominać rynek, z którego je wybieramy. Zobaczmy jak to wygląda w rzeczywistości.

Kolejna sprawa to wagi w jakich chcemy mieć spółki w portfelu. Najprostsze rozwiązanie to kupić wszystkie spółki w równych wagach. Inne podejście to zastosowanie parytetu ryzyka. Jeśli niestraszne Ci pojęcia typu standardowe odchylenie czy średnia winsorowska to w tym artykule opisałem działanie tego mechanizmu dokładniej. W skrócie idea polega na tym, że alokujemy nie tyle spółki w portfelu co ryzyko – chcemy aby było ono rozłożone w portfelu równo. Oznacza to, że spółka bardzo zmienna będzie mieć procentowo mniejszy udział w portfelu od spółki, której notowania są mało zmienne.

Przykład bez parytetu ryzyka widać poniżej — każda spółka ma taki sam udział w portfelu (tu 20%):

Jeśli zastosujemy w takim samym portfelu parytet ryzyka, wagi mogą wyglądać tak (w przypadku tak małych portfeli wagi mogą się znacząco różnić — wraz ze wzrostem spółek w portfelu różnice te maleją):

Poniżej zebrałem wyniki dla strategii AEM bazującej na momentum, która każdego miesiąca dobierała do portfela spółki z indeksu S&P 500 (dane Norgate uwzględniające zmiany składu indeksu w czasie). Wolna gotówka (jeśli brakowało spółek spełniających kryterium momentum) alokowana była do obligacji VBMFX replikujących indeks The Bloomberg Barclays US Aggregate Bond Index. Testy przeprowadzone w moim oprogramowaniu System Trader.

Wnioski? Bez zaskoczeń:

  • im mniej spółek w portfelu tym mamy większą szansę na wyższą stopę zwrotu — niestety kosztem większej zmienności
  • parytet ryzyka redukuje zmienność i maksymalne obsunięcia kapitału kosztem stopy zwrotu
  • jeśli masz lepiej zdywersyfikowany portfel (20 i więcej spółek) możesz zrezygnować z parytetu ryzyka na rzecz prostoty
  • im więcej spółek w portfelu tym bardziej będzie on przypominał indeks z którego są one selekcjonowane

A już w ten piątek w oparciu o tę strategię kupuję pierwszą transzę spółek z GPW w ramach mojego konta IKZE. 🙂 Stay tuned! 🙂

Dlaczego „przeciętna” strategia może być naszym najlepszym przyjacielem?

Od zawsze byłem pod wrażeniem Cliffa Asnessa, twórcy firmy AQR, dzięki której stał się miliarderem. Przemawiają za jego rozumieniem rynków fakty, nie domysły. Tym razem sprowokował mnie jednym z wywiadów udzielonym dla społeczności Bogleheads do wielu przemyśleń (swoją drogą – Jack Bogle bardzo sobie cenił Asnessa). Dziś o jednym z nich na szybko, ale temat będę rozwijał, bo wiele tu nieporozumień na linii. 😊

Ludzie od zawsze szukają cudownych metod inwestowania na rynkach kapitałowych. Najlepiej by było szybko, łatwo i przyjemnie – wkładamy pieniądze i każdego dnia mamy zysk. Zero zmienności, zero nerwówki, a my moczymy w tym czasie nogi na Seszelach popijając sobie Martini.

Oczywiście truizmem jest powiedzenie: to niemożliwe, strategia przestałaby działać! Ale wejdźmy w temat nieco głębiej. Co musi się stać, by strategia przestała działać?  Musi zostać spełniony jeden z poniższych warunków (za Cliff Asness):

  • za strategią będzie podążał ogromny kapitał
  • nikt nie będzie zainteresowany podążaniem za strategią

Aby strategia mogła działać rynek musi być gdzieś pomiędzy tymi dwoma warunkami: są uczestnicy rynku, którzy podążają za obraną strategią (wykorzystując np. błędy behawioralne popełniane przez innych), są też tacy którzy te błędy ciągle popełniają. Jak nikt nie będzie umiał wykorzystać anomalii (wszyscy popełniają błedy, ale nikt nie czyni z nich użytku), strategia nie działa, albo inaczej — jest porzucona.

Dobrym przykładem jest tu anomalia momentum, która mówi, że jeśli rynek w ostatnich kilku miesiącach generuje dodatnią stopę zwrotu, jest większe prawdopodobieństwo, że ta sytuacja utrzyma się w przyszłości, niż to, że rynek zawróci. To, dlaczego tak się dzieje, to temat na osobną dyskusję – faktem jest, że ta anomalia się powtarza i nie zanosi się na to, by miało to ulec zmianie. Dlaczego?

Ponieważ ta anomalia nawet latami może zawodzić, generując wyniki poniżej tego co oferuje rynek. Mówiąc krótko – przez lata strategia oparta na momentum może wypadać gorzej niż prosty indeks akcji (taka sytuacja obecnie od lat ma miejsce w przypadku inwestowania w wartość). To samo w sobie jest już powodem, dla którego wielu inwestorów się zniechęca i porzuca strategię (udzielając po drodze „cennych” lekcji Buffettowi).

Często pada argument – ale są instytucje, komputery, świat się zmienił – to może wyssać wszystko z takiej anomalii. Według mnie to naiwne stawianie sprawy w przypadku anomalii, których źródłem są błędy behawioralne: za instytucjami i komputerami stoją żywi ludzie. Jeśli przez lata będą generować wyniki poniżej tego co oferuje rynek lub konkurencja, realizuje się inne ryzyko – ryzyko kariery. Anomalie rynkowe są popularne, gdy mają akurat dobrą passę. Następnie gdy ta się kończy są porzucane przez część inwestorów, którzy szukają „nowych” i „lepszych” pomysłów inwestycyjnych. I tak koło się zamyka – zaś śmietankę spijają wytrwali i zdyscyplinowani.

Podsumowując: trudne psychologicznie, nieintuicyjne, niekomfortowe dla nas strategie mają największą szansę na przetrwanie. Błędy behawioralne będą powtarzane (co jest niezbędne by anomalia istniała), ale nie ma „zagrożenia”, że wszyscy się na taką strategię „rzucą”. Nie ma sensu więc zabijać się o maksymalizację np. Sharpe ratio.

Oczywiście są i dogmatycy, którzy powiedzą: rynku nie da się pobić, po co to w ogóle robić? Jasne, nie trzeba tego robić by na rynku zarabiać. Ale nie oznacza to, że tego robić nie można, bo jesteśmy skazani na porażkę. Nie jest to łatwe, to prawda, ale w tym cały paradoks – dlatego właśnie dane pokazują, że takie rzeczy działają. A w portfelu można mieć część pasywną i aktywną, która jest opcją na dodatkową premię za ryzyko rynkowe.

To tylko zagajenie tematu. A z Panem Cliffem jeszcze tu podysktujemy, bo ma wiele do powiedzenia. Niech i do Polski trochę wpadnie światłości w branży. 🙂

Stay tuned! 🙂

PS. Przypominam o przedsprzedaży mojego oprogramowania #ST, w którym możesz szybko i łatwo sprawdzić wiele różnych strategii inwestycyjnych.

Modelowy portfel #8: Rob Arnott

Rob Arnott to kolejna znana postać z branży inwestycyjnej, założyciel i szef Research Affiliates – firmy, która zarządza ponad 100 miliardami USD.

Arnott dużo swojej pracy badawczej poświęcił alternatywnym sposobom konstrukcji indeksów. Większość powszechnie stosowanych indeksów jest oparta na kapitalizacji spółek – im spółka jest wyżej wyceniana przez rynek, tym większy ma udział w indeksie.

Prezentowany tu portfel stosuje jednak klasyczne indeksy. Historycznie zachowywał się znakomicie, mając niewielkie obsunięcie. Ale pamiętać należy, że część tego wyniku pochodzi z obligacji, które w minionych 4 dekadach miały sprzyjające środowisko spadających stóp procentowych.

Skład:

  • akcje z indeksu S&P 500 (10%)
  • akcje z indeksu MSCI EAFE, czyli rozwinięte państwa z Europy, Dalekiego Wschodu i Australia (10%)
  • obligacje korporacyjne (20%)
  • obligacje 30-letnie USA (10%)
  • obligacje 10-letnie rządowe z całego świata bez USA (20%)
  • obligacje chroniące przed inflacją TIPS (10%)
  • indeks towarowy S&P Goldman Sachs Commodity Index (10%)
  • nieruchomości (10%)

Zapraszam do samodzielnych eksperymentów w aplikacji #ST. 🙂

Modelowy portfel #7: David Swensen

David Swensen to znakomicie znany w branży zarządzający funduszem Uniwersytetu Yale (The Yale Endowment). Jest wielkim zwolennikiem dywersyfikacji, określając ją „darmowym obiadem” w świecie inwestycji:

Dla dowolnego poziomu zysku, jeśli dołożysz dywersyfikację, możesz go wygenerować przy mniejszym ryzyku. Z kolei dla dowolnego poziomu ryzyka, jeśli dołożysz dywersyfikację, możesz wygenerować wyższą stopę zwrotu. Jest to więc darmowy obiad. Dywersyfikacja pozytywnie wpływa na Twój portfel.

 

Skład:

  • akcje z indeksu S&P 500 (20%)
  • akcje z indeksu MSCI EAFE, czyli rozwinięte państwa z Europy, Dalekiego Wschodu i Australia (20%)
  • akcje z indeksu MSCI EEM, czyli państwa rozwijające się (10%)
  • obligacje 30-letnie USA (15%)
  • obligacje chroniące przed inflacją TIPS (15%)
  • nieruchomości (20%)

Wersja portfela w niniejszym materiale pochodzi z opisu książki „Global Asset AllocationMeba Fabera.

Wyniki za ostatnie lata (symulacja z oprogramowania #ST):

Celem zmapowania ETF amerykańskich / wbudowanych danych w #ST na ETF europejskie polecam sprawdzić niniejszy link.

Ile obligacji w portfelu?

Przy budowie portfela inwestycyjnego pojawia się często pytanie – ile powinno być w nich obligacji. Krótka odpowiedź – tyle ile uważasz za słuszne.

A teraz dłuższa odpowiedź. Inwestowanie to nie tylko matematyka, ale przede wszystkim psychologia – wygrywa ten, kto z dyscypliną wytrwa przy obranych założeniach nawet w sytuacji ogromnej presji rynkowej. Z tej perspektywy obligacje postrzegać należy jako walutę, którą płacimy za poziom komfortu w portfelu, pozwalając nam zrealizować obraną strategię.

Lepiej więc wyjdzie inwestor z portfelem 60/40 (60% akcji, 40% obligacji), który przetrwa wzburzone fale na rynku, od inwestora 90/10, który nie wytrzyma stresu w chwili załamania rynku akcji, wyprzedając je w panice. Pomimo, że w teorii wygrać powinien portfel z przewagą akcji, które historycznie zarabiały najwięcej.

Nie sugerujmy się też stopą zwrotu obligacji za ostatnie 30-40 lat, licząc, że będzie podobnie, bo to była wręcz anomalia. Inwestycja w takie papiery dała stopę zwrotu porównywalną do rynku akcji przy o wiele mniejszej zmienności. Ale taka sytuacja prędko już nie wróci, bo to był okres spadających stóp procentowych które dotarły na dno. Teraz musimy godzić się na niewielkie kupony odsetkowe, a dodatkowo przy wzroście stóp procentowych w przyszłości sytuacja będzie ciążyć wycenie obligacji. Obligacje mogą nie ochronić wręcz wartości kapitału.

Zachęcam do samodzielnych eksperymentów ze swoim „portfelem marzeń” wykorzystując do tego moje oprogramowanie System Trader.

Stay the course! 🙂

Jeden ETF w portfelu, czy może dwa? :-)

Na dobry początek tygodnia krótkie ćwiczenie praktyczne. 🙂

Załóżmy, że budujemy portfel, w którym chcemy mieć ekspozycję na globalny rynek akcji. Dla przypomnienia rynek akcji na świecie, pod względem kapitalizacji to obecnie ok. 90% kraje rozwinięte, oraz 10% to kraje wschodzące (w czasie ten proporcje ulegają zmianom).

Czemu o tym wspominam? Otóż w takich proporcjach zbudowane są też indeksy globalne, które są replikowane przez fundusze ETF.

Czy lepiej zatem kupić jeden ETF na globalny rynek akcji, czy też podzielić to np. na dwa ETF: rynek akcji krajów rozwiniętych i rynek krajów wschodzących? Zróbmy prosty test:

  1. Sprawdźmy jakie wyniki generuje globalny indeks akcji (tu MSCI ACWI). MSCI ACWI =~ MSCI World (90%) + MSCI EM (10%).
  2. Sprawdźmy jakie wyniki generuje portfel, w którym mamy 10% akcji z krajów wschodzących (tu MSCI Emerging Markets) oraz 90% z krajów rozwiniętych (tu MSCI World). Do tego załóżmy, że rebalancing jest robiony wówczas, gdy wagi w portfelu odchylą się o co najmniej 20% (sprawdzane raz w miesiącu, w rzeczywistości rebalancing przeprowadzany jest co kilka lat).

Oto co mówią dane (symulacja przeprowadzona w moim oprogramowaniu ST):

Wyniki pokazują tu wyższość portfela zbudowanego z dwóch indeksów (2 ETF) i to wyraźną. Portfel złożony z indeksu MSCI World + MSCI EM daje przewagę nad indeksem MSCI ACWI. Czy to magia? Nie, to wynik rebalancingu, który w przypadku portfeli akcyjnych pomaga i potwierdzają to dane nie tylko w tym przypadku.

Przewaga portfela złożonego z dwóch indeksów jest jeszcze bardziej widoczna, gdy udział w portfelu rynków wschodzących będzie większy.

Oczywiście ktoś powie – ale to przeszłość, to nic nie znaczy, etc. Osobiście widzę to tak: jeśli ktoś ma wystarczającą dyscyplinę, by realizować portfel z jednym funduszem ETF – super. Jeśli ktoś jednak ma ochotę na nieco głębsze wejście w temat, a co może być pomocne w wypracowaniu dyscypliny – też super. Mamy szansę na dodatkową premię. Poza tym nie każdemu może odpowiadać podział globalnego rynku akcji według kapitalizacji: owszem, kraje wschodzące to zaledwie 10% światowego tortu, ale już pod względem PKB to ponad 30%. Możemy te proporcje dopasować do własnych preferencji.

Miłego tygodnia! 🙂

Nic nowego i nic za darmo :-)

Jeśli miałbym odpowiedzieć, co jest największym utrapieniem inwestorów, to moja lista wyglądałaby tak pewnie:

  • Brak strategii – bez większego komentarza. Gwarancja porażki – to tylko kwestia czasu.
  • Nadmierna pewność siebie – czasami to dlatego nie mamy właśnie strategii, a czasami wydaje się nam, że jesteśmy lepszą wersją samych siebie.
  • Krótkowzroczność – bardzo przeżywamy to co się dzieje tu i teraz, tracąc z oczu długoterminowy cel. Komentujemy usilnie to co się dzieje dziś, choć to zwykle nic nieznaczący szum, ale co gorsza – staramy się na podstawie tego podejmować decyzje inwestycyjne. Wynik? – po COVID-19, jak to wspomniał kiedyś Cliff Asness, powstaje wiele „poprawek” do strategii inwestycyjnych, które już następnym razem „uodpornią” (w mniemaniu osób ich towrzących) nasze portfele na takie turbulencje.

Paradoksalnie to z tych powodów jest możliwość opracowania działających strategii. 🙂

I na koniec jedna stara prawda: inwestowanie jest proste, ale nie jest łatwe. Gdyby było łatwe, każdy by to robił. Nie bez przyczyny rynek akcji płaci premię za ryzyko. Gdybyśmy to ryzyko wyeliminowali, wraz z nią zniknęłaby premia. Tu darmowych obiadów nie ma.

System Trader, czyli kto?

Ostatnio spotkałem się z opinią osoby, która początkowo zignorowała mojego bloga ze względu na jego nazwę. System, do tego trader – nie kojarzyło się to tej osobie dobrze. 🙂 Uważam, że warto to sobie wyjaśnić, bo wbrew pozorom za nazwą mojego bloga „System Trader” skrywa się bardzo konkretne przesłanie dla każdej osoby, która chce z powodzeniem inwestować na rynku.

Zacznijmy od słowa „trader”. Większość woli być inwestorami, bo brzmi to bardziej dumnie, poważnie. Trader, to osoba kojarząca się z uprawianiem spekulacji, hazardu – generalnie w negatywnym świetle. Odpuszczę sobie dalsze analizy językowe – dla mnie istotne jest, aby realizując transakcję kupna, czy sprzedaży na rynku, podyktowane było to rzetelnie opracowaną uprzednio strategią. Jakkolwiek byśmy tu nie czarowali słowami na koniec dnia chodzi o to, by w ten czy inny sposób zarabiać pieniądze na rynku – użyte określenia są dla mnie drugorzędne.

„System” – to słowo jest bardzo kluczowe. Bardzo często widzę jak źle jest ono rozumiane w użytym przeze mnie kontekście. Tymczasem oznacza ono, że decyzje podejmowane są na bazie jednoznacznego procesu decyzyjnego (systemowo, z angielskiego – systematic). Po co? – by zminimalizować negatywny wpływ naszych emocji na podejmowane decyzje. Tu wcale nie musi chodzić o komputer, który w automatyczny sposób realizuje za nas strategię, bo ta może być tak banalna, że każdy policzy ją nawet w głowie. Tu wcale nie chodzi też o magiczną formułkę, która ma uczynić z nas milionerów. Tu chodzi o powtarzalność: te same dane – te same decyzje.

Kolejnym bardzo częstym nieporozumieniem jest mówienie, że rynki są tak skomplikowane, że ktoś nie wierzy, aby można je było zredukować do zbioru kilku prostych reguł. A nawet gdyby się to udało, to pewnie szybko przestałoby to działać. Często jest to prawdą – zwłaszcza w przypadku strategii krótkoterminowych, gdzie walkę o wyszukiwanie nieefektywności rynku prowadzą algorytmy realizowane przez komputery. Istnieją jednak strategie, które można w prosty sposób zapisać algorytmem jak na przykład inwestowanie w wartość czy momentum, które działają od wieków, a jednak są nadal powtarzalne. Podstawowym powodem tego stanu rzeczy jest ogromny ból jaki inwestor musi znieść, by podążać z dyscypliną za taką strategią o czym więcej pisałem w tym wpisie. Innym, jeszcze prostszym przykładem są pasywne strategie (i nie chcę rozpocząć tu kolejnej wojny co jest pasywne, a co nie).

A jeśli ktoś chce jeszcze bardziej obszerny wpis, dlaczego system ma wielki sens w inwestowaniu, polecam artykuł Wes’a Gray, z którym niedawno przeprowadziłem obszerny wywiad – opublikuję go już niebawem.

Stay tuned! 🙂

Dlaczego inwestowanie aktywne jest ciężkie?

Dla jasności – pisząc o aktywnym inwestowaniu mam na myśli przede wszystkim długoterminowe strategie bazujące na dobrze rozpoznanych anomaliach, jak inwestowanie w wartość czy momentum.

No więc dlaczego takie inwestowanie jest ciężkie? Krótka odpowiedź: bo nawet przez wiele lat nasza strategia może przegrywać z szerokim rynkiem. Wyglądanie inaczej, gorzej niż większość rynku jest bolesna (vide krytyka pod adresem Warrena Buffetta) i wielu porzuca takie strategie. Co kilka lat „uśmiercane” są anomalie/strategie rynkowe, by nagle wyrastały one ponownie na gwiazdy inwestycyjne.

Obecnie na językach jest inwestowanie w wartość z powodu jego słabego okresu od lat. Łatwo wskazać – przecież wystarczyło kupić ETF na S&P 500, który wygrał z inwestowaniem w wartość od 2007 roku. Wielu krytykujących prawdopodobnie nie zdaje sobie jednak sprawy, że efektywność takich anomalii ma tendencje powrotu do średniej. Tak było przez wieki i nic nie wskazuje, by miało się to nagle zmienić w 2020 roku.

Paradoks tej sytuacji polega na tym, że te anomalie pojawiają się raz za razem, ponieważ inwestowanie w oparciu o nie jest momentami wręcz bardzo niekomfortowe, a z drugiej strony są one mocno związane z istotą funkcjonowania rynku jako takiego (giełdy zawsze będą starać się wyceniać aktywa i zawsze będą temu towarzyszyć fluktuacje cen). To nie jest tak, że nagle „komputery” wykorzystają te rynkowe nieefektywności, ponieważ za nimi stoją ludzie, a ci są bardzo krótkowzroczni. Jakie z tego płyną wnioski dla inwestora aktywnego?

  1. Musi być gotowy na ból. „No pain, no gain” – to nie jest pusty frazes. Oto jak anomalia inwestowania w wartość (value) i momentum wyglądały na tle indeksu S&P 500 w ujęciu 5-letnich stóp zwrotu. Szczególnie polecam tym, co bezrefleksyjnie śmieją się z tego jak Buffett zapomniał inwestować.
  2. Musi przyjąć długi horyzont inwestycyjny i trzymać się obranego kursu. Nie jest to łatwe, gdy mówią „value nie działa”, „momentum już nie ma sensu”, polityka zerowych stóp procentowych, COVID-19. Ale na „pocieszenie” – historia zna gorsze sytuacje, a rynki i tak zrobiły na końcu swoje ku zaskoczeniu wielu.

To tylko przymiarka do mojego nowego odcinka podcastu, który niebawem opublikuję. Mój gość, Wes Gray, robił doktorat pod okiem twórcy hipotezy rynku efektywnego, noblisty, profesora Eugene Fama i miał okazję poznać te zagadnienia u źródła. Sam też specjalizuje się w inwestowaniu w wartość i momentum, dostarczając takie ETF na rynek amerykański.

Stay tuned! 🙂

Nowa wersja ST + baza ETF już niebawem! — relacja z placu boju

Krótka relacja z placu boju w ramach pracy nad wersją beta numer 3 oprogramowania System Trader. Dzieje się!!! 🙂

Mam nadzieję, że za 4 do 6 tygodni będę mógł udostępnić Wam nową wersję ST. A tam obok multistrategii (czyli łączenia kilku portfeli/strategii w jeden), możliwości regularnych wpłat i wypłat do/z konta, będzie rozbudowana baza ETF UCITS (europejskich), a w niedalekiej przyszłości również ETF amerykańskich. Z poziomu ST będzie można odszukać w bazie dowolny ETF notowany na europejskich giełdach, z pełnym opisem po polsku i rozpisanymi najważniejszymi parametrami (np. waluta, giełda, rozmiar, polityka dywidendowa, informacje podatkowe, etc.).

I tu narodził się pomysł, aby tę bazę ETF docelowo udostępnić w jeszcze bardziej rozszerzonej formie w ramach portalu na stronie internetowej. Tak – planuję utworzyć przeglądarkę ETF jakiej jeszcze nie ma, a do tego w języku polskim (+ w języku angielskim)! Będzie również możliwość filtrowania według dostępności u brokerów w Polsce (na początek). No i wisienka na torcie: dzięki oprogramowaniu ST będę w stanie dostarczać regularnie katalog z propozycjami gotowych do wykorzystania portfeli opartych na tych ETF, z testami za 50-100 lat! Przedsmak tego dałem choćby w tym artykule. Oczywiście, jeśli ktoś chce sam będzie mógł zaprojektować swój portfel w ST. 🙂

Pytania, propozycje mile widziane. To ma być coś dla Was, więc chcę uwzględniać Wasze oczekiwania. Z góry bardzo dziękuję! 🙂

Stay tuned! 🙂

Strategia momentum dla rynku akcji – prezentacja

W ramach wirtualnej konferencji „ABC Inwestowania” przygotowałem materiał o strategii dla rynku akcji, która jest na pokładzie #ST. Zapraszam. 🙂

PS. Niektóre opcje w ustawieniach strategii, które są tam prezentowane będą dostępne dopiero w kolejnej wersji #ST (koniec października).

Czy rynek można pobić?

W latach 60. XX wieku spopularyzowana została hipoteza rynku efektywnego, która w dużym skrócie mówi o tym, że ceny na rynku natychmiastowo odzwierciedlają wszystkie informacje jakie do niego docierają. Z tego powodu, według tej teorii, nie ma możliwości pobijania rynku, bo ten zawsze odzwierciedla tak zwany konsensus rynkowy, który wyrażony jest bieżącą ceną na rynku.

Uważam, że to właśnie tu jest największy problem z prawdziwością tej hipotezy. To, że obieg informacji jest bardzo szybki nie sposób kwestionować, ale to jeszcze według mnie nie oznacza, że wypracowany konsensus rynkowy nie jest w błędzie. Gdyby rynek nigdy się nie mylił nie mielibyśmy gwałtownych ruchów cen. Więcej – rynek zwykle się myli starając się wycenić aktywa i regularnie zdarza mu się mocno zagalopować – tak w górę podczas hossy, jak i w dół podczas bessy.

Nie oznacza to, że łatwo z tego skorzystać i regularnie pobijać rynek. Aby to zrobić musimy umieć przyjąć inny pogląd niż konsensus, a do tego mylić się od niego mniej. Sprawy nie ułatwia fakt, że wszyscy jako ludzie podlegamy podobnym emocjom i wszyscy działamy na podobnych danych. Z tego powodu o ile nie uważam, że hipoteza jest prawdziwa, bardzo ją szanuję, bo arogancja na rynku źle się kończy.

Konsekwencją tej hipotezy było powstanie funduszy indeksowych, protoplastów dzisiejszych ETF, które zamiast dobierać perełki do portfela inwestują w cały rynek (np. indeks rynku akcji S&P 500). Z hipotezy płynie jasny komunikat – inwestowanie zgodnie z rynkowym konsensusem gwarantuje nam przeciętny wynik, zatem nie powinno się za to pobierać znaczących opłat za zarządzanie kapitałem. Biorąc pod uwagę, że pobijanie rynku jest rzeczą trudną, inwestorzy zwykle lepiej wyjdą na budowie dobrze zdywersyfikowanego portfela pasywnego.

Umiarkowana dawka sceptycyzmu wobec nawet najbardziej utytułowanych profesorów jest jednak według mnie wskazana. Zwłaszcza, gdy mam w ręku silne argumenty poparte danymi. Cliff Asness jest dziś znany w branży jako założyciel AQR Management Capital, dzięki któremu stał się miliarderem. Profesor Eugene Fama, noblista, twórca i popularyzator wspomnianej hipotezy rynku efektywnego był jego opiekunem podczas pisania pracy doktorskiej. Asness z oporami podszedł do niego pokazując mu wyniki wskazujące na występowanie anomalii momentum, która w skrócie polega na tym, że ceny mają większą tendencję do kontynuowania ruchu z ostatnich 3-18 miesięcy, niż zawracania w drugą stronę. Coś, co przeczy teorii o efektywnym rynku. Fama jednak odpowiedział: publikuj to, tak mówią dane. Przyznał później wielokrotnie, że stworzona przez niego hipoteza rynku efektywnego jest tylko modelem przybliżającym realny świat – ale żaden model nie jest w 100% idealny.

To, dlaczego ta anomalia występuje, to temat na inną historię. Warto jednak pamiętać, że pobijanie rynku wiąże się z tym, że będziemy często wyglądać inaczej niż rynek. Taka jest cena niezgadzania się z konsensusem rynkowym. Co więcej – nawet zakładając, że inwestor posługuje się strategią, która wygrywa z rynkiem, przez lata może… przegrywać z rynkiem. To jest mega maraton. I to kolejny powód, dla którego jest to tak trudne zadanie.

Na koniec przykład momentum w praktyce, bazujący na opisywanej przeze mnie strategii GEM. Gdybyśmy się zagłębili w szczegóły to zrozumiemy, dlaczego podążanie za nią jest trudne – amator może mieć w danym roku lepsze wyniki od nas tylko dlatego, że ma akurat szczęście. Łatwo później napisać: a przecież wystarczyło kupić ETF na S&P 500 i nie kombinować. 🙂

 

PS. Zachęcam do samodzielnych eksperymentów z rynkiem korzystając z mojego oprogramowania #ST.

Proste rozwiązania są piękne

Proste rzeczy są piękne, również w świecie inwestowania. Dziś praktyczny przykład z życia wzięty – banalny wręcz portfel inwestycyjny Harry Browne, który spopularyzował tę konstrukcję portfela, oparty w tym przypadku o amerykańskie ETF (podobne odpowiedniki można znaleźć w europejskich ETF UCITS, ale nie korzystam z nich tu ze względu na ich krótką historię). Każdy, przy minimalnym wysiłku i wiedzy (choć docenienie prostych rozwiązań wymaga pewnego wysiłku intelektualnego) może taki portfel prowadzić samodzielnie.

Portfel składa się z czterech funduszy ETF:

  • 25% złoto (ETF o symbolu GLD)
  • 25% bony skarbowe USA (ETF o symbolu BIL)
  • 25% akcje S&P 500 (ETF o symbolu SPY)
  • 25% obligacje skarbowe USA o okresie zapadalności co najmniej 20 lat (ETF o symbolu TLT)

Ze względu na ograniczenia historycznych danych z notowaniami ETF, symulację zaczynamy od maja 2007. Zakładamy, że mamy startowy kapitał 100 000 USD, kupujemy 4 powyższe ETF w wagach 25%, płacąc prowizje według taryfikatora Interactive Brokers u którego posiadam konto. Nawiasem pisząc – jest mega tanio – jednostka ETF kosztuje tam 0.005 USD, a całe zlecenie nie może kosztować mniej niż 1 USD. Przykładowo ETF SPY kosztuje obecnie około 330 USD za jednostkę. Kupując tego ETF za kwotę 25 000 USD wychodzi nam 75 jednostek, czyli 37 centów za zlecenie, ale ze względu na minimalny koszt prowizja zaokrąglona jest do 1 USD. Oczywiście w Europie zwykle prowizje są wyższe, ale ten portfel jest baaaaardzo leniwy – więc specjalnie nas to „nie rusza”.

Otóż rebalansowanie portfela, czyli przywracanie jego pierwotnych wag, przeprowadzamy tylko wtedy, gdy którykolwiek element portfela spadnie/wzrośnie o co najmniej 30% (czyli +/- 7.5 punktu procentowego). Warunek taki sprawdzamy na koniec każdego miesiąca i w badanym okresie był spełniony tylko 5 razy: w roku 2008 (dwukrotnie), w roku 2010, w roku 2013 i w roku 2018. Mówiąc krótko: przez 13 lat tylko 5 razy musieliśmy składać zlecenia w ramach rebalansowania. Prowadzenie takiej inwestycji w takim układzie to dosłownie 5 minut w miesiącu, by sprawdzić czy w ogóle jest cokolwiek do roboty. Przy tym zero zgadywania przyszłości – w pełni mechaniczna strategia.

To teraz wyniki za okres czerwiec 2007 – wrzesień 2020:

  • średnia roczna stopa zwrotu (CAGR) 7.5%, po korekcie o inflację 5.6%
  • maksymalne obsunięcie kapitału to -14.4%
  • koszt prowizji maklerskich: 26.67 USD
  • zyskowne miesiące: 102
  • stratne miesiące: 58

Dla kontrastu, w tym samym czasie S&P 500 (tu w formie ETF SPY na ten indeks) ma CAGR 8.6%, ale maksymalny spadek to aż -55.2%, a zmienność portfela mierzona rocznym standardowym odchyleniem niemal trzykrotnie wyższa od portfela Harry Browne. A to właśnie zmienność boli inwestorów najbardziej – zatem warto ją redukować, aby łatwiej się inwestowało.

Oczywiście historia od roku 2007 jest krótka. To szybko rzućmy okiem, gdyby ktoś inwestował w taki portfel przez ostatnie 50 lat: średnia roczna stopa zwrotu (CAGR) 9.1%, po korekcie o inflację 5.0%.

Czy można coś poprawić w tym portfelu? Czy warto? Cóż, jesteśmy w okresie, w którym stopy procentowe szorują po dnie. Więc z jednej strony obligacje płacą niewiele, a gdy stopy zaczną kiedyś iść w górę, będzie to zaniżało ich wycenę. Więcej pisałem o tym tu, więc żeby się nie powtarzać: można rozważyć zastąpienie części obligacyjnej obligacjami inflacyjnymi (w USA określane jako TIPS, czyli Treasury Inflation-Protected Securities). Inna zmiana, którą warto przemyśleć, to zastąpienie indeksu akcji S&P 500 indeksem z ekspozycją na globalny rynek akcji.

Dobra wiadomość jest taka, że wszystko to możesz sam zrobić korzystając z mojego oprogramowania System Trader (#ST). Co najmniej do końca tego roku jest ono zupełnie za darmo.

🙂

Nowa wersja #ST w przygotowaniu…

Kilka wieści z frontu pracy nad nową wersją #ST. 😊
  • Strategia EM, którą szeroko opisywałem tu https://systemtrader.pl/em, ma teraz możliwość bardziej elastycznego ustawiania poziomu ryzyka w portfelu, tak by każdy mógł sobie ustawić to według własnych preferencji.

    Wynik dla spółek WIG20 + mWIG40 + sWIG80

Każdego miesiąca robiony jest ranking „najlepszych” spółek, w ten sposób, że te o największym wskaźniku momentum (pędu, impetu), są na jego szczycie (opisane dokładnie w artykule). Na taki ranking możemy nałożyć dowolny z dwóch dostępnych filtrów (w różnych konfiguracjach):

    • minimalne wymagane momentum (im wyższa wartość tego parametru, impet spółki musi być większy – spółka „ładniej” rośnie)
    • minimalna wymagana zmienność odwrócona (im wyższa wartość tego parametru, zmienność spółki jest niższa – no bo to zmienność odwrócona 😊); na ekranie ten filtr nie jest przetłumaczony jeszcze na język polski – to moja wersja robocza

Gdy żaden filtr nie jest ustawiony, wówczas w portfelu zawsze mamy 100% spółek ze szczytu rankingu opartego na momentum – to najbardziej agresywna forma, bo nawet w szczycie bessy jesteśmy zapakowani w akcje „pod korek”. Dla mnie to przegięcie. 😊 Na zrzucie ekranu wynik działania w praktyce dla spółek WIG20+mWIG40+sWIG80. Dla kamikaze. 😊

 

  • Dodana jest opcja „Kosztów za zarządzanie”. Czyli jeśli mamy dane historyczne sprzed ery ETF, to możemy nałożyć sobie roczną opłatę – mamy wtedy CAGR skorygowany o opłatę. Albo jak chcemy po prostu zobaczyć wpływ opłat rocznych jakiegoś funduszu na wyniki portfela – teraz możemy obnażyć taką prawdę i pokazać to TFI. 😉Najlepiej, gdy właśnie próbuje ktoś wcisnąć cudowny produkt inwestycyjny o „skromnej” opłacie 2.5% rocznie.
  • Na tapecie jest teraz realizowana możliwość regularnych wpłat i wypłat gotówki do/z konta.
  • W planie – multistrategia, czyli możliwość budowy portfela opartego o kilka różnych strategii równocześnie.
  • Jeszcze w dalszym planie – dodanie 1-2 nowych strategii.
Planowana data premiery #ST beta numer 3 to koniec października. Ale daje sobie margines przesunięcia tego terminu o 2-3 tygodnie…

Miłej niedzieli! 😊

PS. Bieżąca („stara”) wersja #ST jest do pobrania tu: https://systemtrader.pl/ST

Analiza wsteczna zawsze skuteczna

Można spotkać takie stwierdzenie wypowiadane w prześmiewczym tonie, mające uzmysłowić, że analizowanie historycznych danych rynkowych jest pozbawione sensu. Zawsze można bowiem analizę przeprowadzić tak, by dała pozytywny (w przeszłości) rezultat.

Sporo w tym prawdy. Nie bez powodu mówi się też, że torturując dane wystarczająco długo, wyznają nam co tylko zechcemy. Zwłaszcza dziś w dobie dużych mocy obliczeniowych dość łatwo opracować „metodę”, która historycznie idealnie prognozowała rynki. Absurdalnym przykładem było opracowanie badaczy, którzy ruchy indeksu S&P 500 powiązali z danymi produkcji masła w Bangladeszu i produkcji sera w USA. Do poziomu karykatury sprowadzono też analizę techniczną, gdzie wykresy „z analizami” wyglądają jak dzieła Picassa. To nie znaczy jednak, że każda analiza musi być tak absurdalna.

Odrzucanie jakiejkolwiek formy analizy jest pozbawione sensu – czy mamy inwestować na oślep, bez żadnej strategii, bez żadnego procesu decyzyjnego? Jeśli nie, to na podstawie czego mamy taką strategię opracować? – dysponujemy tylko wiedzą o przeszłości, jesteśmy na nią skazani. A może mamy zupełnie przestać inwestować, bo nic nie działa, a inflacja ma zjadać nasz kapitał?

Nawet pasywne podejście do inwestowania, w którym nie staramy się pobijać rynku, zakłada (a jakże – na podstawie danych historycznych), że rynek akcji w długim okresie zarabia więcej niż gotówka. I po cichu liczymy, niczym w słowach Marka Twain’a, że historia może nie powtarza się, ale przynajmniej się rymuje.

Analiza fundamentalna? – tam też szacujemy wartość spółki bazując na danych historycznych. I na tych samych danych różni analitycy dochodzą do różnych wniosków. Czy to znaczy, że nie ma sensu wyceniać spółek?

Po latach na rynku dochodzę do wniosku, że nie warto dążyć do perfekcji, bo to utopia. Analiza nie ma być szklaną kulą, tylko stanowić proces decyzyjny, akceptując jego ułomności. W moim przypadku idealnie, gdy na podstawie tych samych danych, mogę podejmować te same decyzje – wtedy można zredukować to do prostej, jednoznacznej reguły. Jeśli jednak kochasz analizę fundamentalną – świetnie, rób to, jeśli Ci się to sprawdza. Lubisz inwestować pasywnie – rób to, pewnie zaoszczędzisz ogrom czasu, a po latach zarobisz więcej niż większość Twoich znajomych starających się przechytrzyć rynek. W każdym przypadku jednak potrzebujemy rzetelnego planu działania na rynku i dyscypliny w podążaniu za nim.

Warren Buffett przegrywa z indeksem S&P 500 od roku 2008. Najlepszy inwestor świata. Ale jego wielkość polega na tym, że nadal robi swoje pomimo ciągłych drwin „mądrzejszych” komentatorów – doskonale zdaje sobie sprawę, że żadna strategia nie działa tak samo dobrze cały czas. Inwestorzy pasywni mają świetną dekadę za sobą – wielu aktywnych inwestorów wygląda przy nich niczym idioci. Kwestia czasu, gdy i tu nadejdzie moment próby wiary i wygrają ci, co wykażą się odpowiednią dyscypliną w podążaniu za obranym kursem, bez względu na to jaka filozofia inwestycyjna im przyświeca.

Inwestowanie jest proste, ale nie jest łatwe. Ale bez strategii poruszania się po rynku inwestowanie to jak chodzenie nad przepaścią z nadzieją, że nie spadniemy.

Polityka monetarna 3.0, czyli co włożyć do portfela w miejsce obligacji skarbowych?

Poleciłem ostatnio znakomity artykuł firmy Bridgewater zatytułowany „Grappling with the New Reality of Zero Bond Yields Virtually Everywhere” (Zmaganie się z nową rzeczywistością zerowych rentowności niemal wszędzie). Do tematu jeszcze planuję wrócić, natomiast z punktu widzenia inwestycyjnego warto przytoczyć najbardziej kluczową konkluzję jaka stoi za artykułem: czasy obligacji o stałym kuponie (niekorygowanym o inflację) skończyły się, przynajmniej na bliżej nieokreśloną przyszłość. Teraz inwestorzy powinni do portfeli w ich miejsce wkładać obligacje inflacyjne i złoto.

Dlaczego o tym piszę? Otóż obligacje skarbowe traktowane są jako synonim bezpieczeństwa w portfelach inwestycyjnych. Więcej o tym pisałem i mówiłem tu. O ile nominalnie nie stracimy tak zainwestowanego kapitału (czytaj – nierealny jest scenariusz, w którym USA nie spłaca swoich obligacji), tak po uwzględnieniu inflacji realna wartość kapitału jest zagrożona. To jak z lokatami w banku obecnie – nominalnie nie stracimy naszych pieniędzy, ale wysokość odsetek jest poniżej inflacji, zmniejszając wartość lokowanego kapitału. Nie dzieje się to jednak na tyle szybko, by inwestorzy dostrzegali zagrożenie natychmiast.

Opisywałem już portfel „All Seasons” zaproponowany przez Raya Dalio, nomen omen założyciela firmy inwestycyjnej Bridgwater, do której artykułu tu się odwołuję. Ostatnie 4 dekady były znakomite dla takiej inwestycji. Problem w tym, że mamy tam 55% obligacji skarbowych, których rentowności szorują obecnie po dnie. Jak w praktyce może wyglądać przyszłość takiego portfela? Zrobiłem symulację za lata 1973-1981, czyli w okresie dużej presji inflacyjnej, za którą nie nadążały obligacje.

Zobaczmy – średniorocznie portfel zarabiał 6.5%, ale po uwzględnieniu inflacji tracił -2.5%. Stosując poradę z artykułu Bridgewater (a którą już sami stosują we własnych funduszach), w miejsce 40% obligacji 30-letnich wstawiłem obligacje inflacyjne (TIPS), a w miejsce 15% obligacji 10-letnich złoto (które łącznie ma teraz w portfelu 22.5% udział).

Jak widać nominalnie średni zysk roczny to 12.3%, a po korekcie o inflację 2.8%. Nie jest to coś co może imponuje, ale przede wszystkim udało obronić się wartość kapitału i jeszcze coś zarobiliśmy.

Również w długim okresie taka modyfikacja portfela działa – za lata 1973-2019 portfel średniorocznie zarabiał 8.9%, po korekcie o inflację daje to 4.8%.

Zachęcam do własnych eksperymentów korzystając z mojej aplikacji #ST. Tam znajdziesz m.in. oryginalny portfel Raya Dalio.

Więcej niebawem. Stay tuned! 🙂

Opowiedniki ETF dla historycznych danych #ST

W #ST portfele można testować korzystając z wbudowanych danych historycznych sięgających czasami nawet ponad 100 lat wstecz. To bardzo wartościowe, ponieważ mamy szansę sprawdzić inwestycję w najróżniejszych warunkach. Gdybyśmy bazowali tylko na danych pochodzących z notowań funduszy ETF nasze symulacje sięgałyby nie dalej jak 5-20 lat wstecz, a czasami jeszcze krócej. Co z tego, że indeks S&P 500 sięga do roku 1928, gdy ETF go odwzorowujący notowany w Europie pozwoli nam sprawdzić jego zachowanie za mniej niż 20 lat w najlepszym przypadku?

CO TO JEST #ST? Oprogramowanie, które w prosty sposób pozwoli Ci dobrać strategię inwestycyjną, spełniającą Twoje potrzeby i wymagania. Równie łatwo możesz sprawdzić jak Twój zaprojektowany portfel zachował się w przeszłości, sięgającej czasami nawet ponad 100 lat wstecz. Twarde liczby, fakty i maksymalna prostota. Oporgramowanie możesz pobrać klikając w niniejszy LINK.

Otrzymałem wiele informacji o tym, że budując i testując historycznie portfele pasywne w #ST jest kłopot z dobraniem właściwych ETF. Dlatego stworzyłem coś w formie arkusza Google co ma być takim punktem startowym w zmapowaniu historycznych danych w #ST, a przykładowymi ETF notowanymi na giełdach w Europie.

Oczywiście każdy broker może udostępniać różne ETF. Również inwestor może mieć różne preferencje, na przykład w odniesieniu do indeksu, dostawcy ETF, czy waluty. Dlatego nie jest to absolutnie lista kompletna i nigdy taka nie będzie. Traktuj to raczej jako podpowiedź i wskazówkę, gdzie i jak szukać ETF do swojego portfela, gdy mamy już gotowy plan portfela zrobiony w #ST, a nie poradę inwestycyjną. W arkuszu są odnośniki do portalu justETF.com, gdzie można szukać ETF spełniających nasze oczekiwania.

Arkusz będzie z czasem w miarę moich czasowych możliwości uzupełniany i rozszerzany.

 

Czy dywidendy mają znaczenie?

Czy dywidendy mają znaczenie? Niech przemówi wykres i twarde liczby.

Spółka AT&T, okres 01/1995-07/2020. Po lewej stronie wykres ze wszystkimi korektami (dywidendy, splity), po prawej tylko splity – zatem różnica polega tylko na uwzględnieniu wypłaconych dywidend. Kliknij, aby zobaczyć wykres w pełnym rozmiarze.

UWAGA: Korekta wykresu o wypłacone dywidendy zakłada, że są one reinwestowane przy jej odcięciu, gdy kurs spada o wartość dywidendy, czyli po ostatnim dniu z prawem do dywidendy.

A jak to przenosi się na wyniki?

Średnia roczna stopa zwrotu spółki z tego okresu (CAGR), to 1.54%, ale po uwzględnieniu dywidend rośnie do 6.28%.

Czyli inwestycja 100 000 USD bez uwzględnienia dywidend daje na końcu 147 740 USD, a z dywidendami 475 691 USD – bagatela – 322% różnicy, kto by się tym interesował. 😉

Przy analizowaniu strategii inwestycyjnej należy mieć pewność z jakich danych korzystamy. Na rynku akcji istotne jest też uwzględnienie składu portfela indeksu w czasie, ale o tym przy innej okazji.

Inwestowanie dywidendowe – wywiad z Bartkiem Szymą (część I)

Marzeniem każdego inwestora jest dotarcie do punktu, w którym to nie my pracujemy na pieniądze, ale pieniądze pracują dla nas. My z kolei możemy poświęcić się temu co lubimy robić w życiu najbardziej, nie martwiąc się o to, że kiedykolwiek zabraknie nam środków do życia.

Zapraszam do rozmowy jaką przeprowadziłem z Bartkiem Szymą z bloga USStocks, który od 10 lat specjalizuje się w inwestowaniu dywidendowym.

Poruszone tematy:

  • na czym polega inwestowanie w spółki wypłacające dywidendy
  • dla kogo może być to atrakcyjna forma inwestowania
  • skąd bierze się fenomen popularności tego podejścia do rynku
  • jak zbudować własny portfel dywidendowy

GEM – prosta strategia dla rynku akcji i obligacji

GEM (Global Equities Momentum) jest długoterminową strategią inwestycyjną dla globalnego rynku akcji i obligacji, opartą o tzw. momentum, czyli powszechnie znaną anomalię rynkową. Wykorzystywana jest ona z powodzeniem przez profesjonalnych inwestorów od lat i powszechnie uznawana obecnie przez świat akademicki.

Strategia nie wymaga ciągłego śledzenia rynków finansowych. Ewentualne decyzje o zmianie składu portfela podejmowane są raz w miesiącu i są wynikiem zastosowania kilku prostych i jednoznacznych reguł, nie wymagających żadnego specjalistycznego narzędzia czy umiejętności. Strategia polega na trzymaniu w portfelu akcji amerykańskich lub akcji reszty świata w formie indeksu (wykorzystując do tego na przykład fundusze ETF), gdy rynek ten jest silny, lub obligacji jako bezpieczną przystań dla kapitału w sytuacji, gdy rynek akcji jest słaby. To pozwala bardzo znacząco zredukować ryzyko inwestycyjne w postaci obsunięć kapitału w okresie bessy na rynku akcji.

Ze względu na małą liczbę transakcji (przeciętnie 1.3 w roku za ostatnie 70 lat), strategia bardzo dobrze się skaluje i cechuje się niskimi kosztami transakcyjnymi.

Materiały uzupełniające:

 

(Nie)bezpieczne obligacje skarbowe?

Czy obligacje są bezpieczne? Bezpieczniejsze od akcji?

Niektórzy powiedzą – to zależy jakie obligacje. Korporacyjne obligacje nie mają wiele wspólnego z bezpieczeństwem w wielu przypadkach, bo z drugiej strony stoją firmy, które zwyczajnie mogą nie spłacić swojego zadłużenia. Ze skarbowymi obligacjami, zwłaszcza jeśli po drugiej stronie jest rząd Stanów Zjednoczonych, czy Niemiec, sytuacja wydaje się być znacznie lepsza.

Racja, ale czy to oznacza, że inwestycja w najbezpieczniejsze pod względem kredytowym obligacje na świecie jest pozbawiona ryzyka, że każdy kto ma do niego dużą awersję powinien je przeważać w portfelu?

Żyjemy w erze rekordowo niskich stóp procentowych, które spadają od niemal 40 lat, sprzyjając wycenie obligacji na rynku (więcej piszę o tych mechanizmach przy okazji omawiania ETF obligacji). Niewielu inwestorów indywidualnych zdaje sobie sprawę z tego, że spoglądanie na to jak obligacje skarbowe zarabiały w ostatnich 10, 20, 30, a nawet 40 latach na niewiele się zdaje, jeśli idzie o założenia portfela budowanego dziś.

Zatem jeśli chcemy robić założenia co do przyszłości, warto przestudiować, jak wyglądał rynek obligacji w latach 1940-1981, czyli okresie rosnących stóp procentowych i dużej presji inflacyjnej. Okres, który bliższy jest naszym czasom, pomimo, że w tej chwili inflacja (jeszcze) nie stanowi problemu. A przynajmniej nie róbmy pochopnych założeń w stylu „przeważam w portfelu obligacje skarbowe, bo nie lubię ryzyka”. Jedne z najbezpieczniejszych obligacji na świecie, w latach 1940-1981, traciły ponad 70%, gdy uwzględnimy inflację. To jest więcej niż rynek akcji. Zaskoczony? Zapraszam do materiału.

Ile zarabiały rynki w ostatnich 100 latach?

Jak to mawiał Mark Twain – historia może nie powtarza się, ale za to może się rymować. Nie inaczej jest z rynkami finansowymi – warto wiedzieć, jak zachowywały się poszczególne klasy aktywów w przeszłości. Właściwie można powiedzieć, że to gotowy materiał na budowę własnego portfela pasywnego, opartego np. o fundusze ETF.

W tym filmie pokazuję jak za ostatnie 100 lat zachowywały się różne klasy aktywów, takie jak akcje, złoto, nieruchomości czy towary. Prezentuję też praktyczny przykład zastosowania tej wiedzy na realnym portfelu inwestycyjnym.

Wirtualna asystentka, czyli o wtopie w Indiach

Jesienią 2019 roku pisałem o tym jak na pokład zatrudniłem wirtualną asystentkę, celem delegacji kilku zadań. Dziś małe spóźnione podsumowanie z tej… wtopy. Będzie więc krótko. 😊

Korzystałem z firmy Task Every Day, którzy swoich asystentów mają przede wszystkim w Indiach i na Filipinach. Zapłaciłem łącznie 2000 EUR za 320 godzin w przeciągu 4 miesięcy.

Pierwsze zadanie dla asystentki z Indii to była transkrypcja kilku moich podcastów nagranych w języku angielskim. Niestety okazało się, że to co otrzymałem, było bardzo słabej jakości – nie dało się tego zrozumieć. Pomimo, że każdego dnia mogłem sprawdzać postępy pracy, nie mogłem wyegzekwować poprawy jakości – prace kręciły się w miejscu.

Asystentka zdawała się znać język angielski jeszcze gorzej ode mnie. W końcu po miesiącu otrzymałem asystenta – tym razem z Filipin. Było lepiej, ale wciąż daleko od ideału. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że próby mojej interwencji były po prostu zbywane. Pisanie nawet do managera asystentów nie odnosiło skutków. I to pomimo, że od samego początku jednoznacznie określiłem swoje wymagania względem prac jakie chcę zrealizować.

Finał jest taki, że po wydaniu 2000 EUR zostałem z kilkoma spisanymi podcastami, do których teraz nie mam ani serca, ani czasu wracać, by z tego cokolwiek wykrzesać.

Acha, zdecydowanie lepiej poszło asystentce zaplanowanie mi weekendu w Luksemburgu. Ale marne to pocieszenie.

Może jestem wyjątkiem (wątpię), ale osobiście już tam na pewno nie wrócę.

Taki kosztowny eksperyment.

Miłego weekendu! 😊

Portfel modelowy #6: Global Market Portfolio (GMP)

Portfel starający się odwzorować globalną kapitalizację różnych klas aktywów. Inspirowany m.in. na artykule „The Global Multi-Asset Market Portfolio, 1959–2012” (R. Doeswijk, T. Lam, L. Swinkels) oraz raporcie Credit Suisse „Global Wealth Databook 2014„.

O samej potrzebnie globalnej dywersyfikacji mówiłem w jednym z odcinków podcastu.

Poniżej skład będący przybliżeniem takiej koncepcji według interpretacji Meba Fabera (gościa 49 odcinka podcastu):

  • akcje z indeksu S&P 500 (20%)
  • akcje z indeksu MSCI EAFE, czyli rozwinięte państwa z Europy, Dalekiego Wschodu i Australia (15%)
  • akcje z indeksu MSCI EEM, czyli państwa rozwijające się (5%)
  • obligacje korporacyjne (22%)
  • obligacje 30-letnie USA (15%)
  • obligacje 10-letnie rządowe z całego świata bez USA (16%)
  • obligacje chroniące przed inflacją TIPS (2%)
  • nieruchomości (5%)

Średnioroczna stopa zwrotu tego portfela za lata 1973-2019 to 9.7%, przy maksymalnej stracie -24% (uwzględniając rebalanowanie portfela raz do roku oraz wszelkie opłaty transakcyjne).

Portfel można w prosty sposób przetestować samodzielnie korzystając z oprogramowania System Trader.

Portfel modelowy #5: 60/40 w wersji polskiej

Przedstawiałem już u siebie kilka tak zwanych modelowych portfeli inwestycyjnych, ale wszystkie były z ekspozycją na rynki zagraniczne. Ponieważ pojawiła się prośba o pokazanie jak to wyglądać może dla aktywów z Polski, dziś przedstawiam prezentowany już portfel 60/40, tyle że z akcjami i obligacjami z Polski.

Portfel jest bardzo prosty – zawiera 60% akcji oraz 40% obligacji. Część akcyjna podzielona została równo na akcje z indeksu WIG20 (20 największych spółek z GPW) i indeksu mWIG40 (40 spółek średniej wielkości z GPW), natomiast obligacje odwzorowane są przez indeks TBSP (ang. Treasury BondSpot Poland Index).

O ile część akcyjną łatwo w praktyce kupić poprzez fundusze ETF, o tyle nie ma póki co takiego ETF na polskie obligacje skarbowe. Natomiast w ramach konta maklerskiego bez problemu można kupić indywidualne obligacje skarbowe, co pozwoli dość dobrze przybliżyć indeks TBSP.

Ponieważ jest to portfel w 100% z ekspozycją na rynek w Polsce, warto pamiętać, że nie jest wskazane, aby cały kapitał był ograniczony do jednego kraju. Proszę zatem traktować ten portfel tylko jako przykład i inspirację.

Średnia roczna stopa zwrotu od roku 2010 do dziś wynosi zaledwie niespełna 5%, przy maksymalnej stracie -23%. Ale to i tak wynik lepszy mniej więcej dwukrotnie od tego co osiągnął w tym czasie szeroki rynek w ramach indeksu WIG. Poza tym portfel jest niemal bezobsługowy – wystarczy mu poświęcić dosłownie kilka minut raz do roku.

Ciemne strony edukacji finansowej

Dziś krótka notka w odpowiedzi do zarzutu, jaki spotkałem w Internecie, że jestem „kiepskim naciągaczem” (chociaż póki co nie sprzedałem jeszcze niczego). Nie chodzi o użalanie się – każdy ma prawo do własnych poglądów, a ja wychodząc do ludzi publicznie muszę uzbroić się w grubą skórę. Choć szkoda, że robi to ktoś bez otwartej przyłbicy, chowając się za anonimowym nickiem. Potraktowałem ten incydent jako impuls to napisania mojej opinii w tym temacie, zwłaszcza, że chodzi za mną on już bardzo długo.

Przyznam, że zanim otwarłem bloga i podcast poświęcony inwestowaniu, bałem się takich właśnie oskarżeń. Myślałem – lepiej zająć się tym co robię na co dzień, czyli IT, bo to neutralna branża. Tam nikt mi nie zarzuci, że uczę programowania, zamiast sprzedawania własnego oprogramowania (co miałoby dowodzić, że potrafię to robić). Każdy też podskórnie wie, że kupno materiału szkoleniowego za 2000 PLN nie uczyni nikogo programistą w tydzień, dając gwarancję zarobienia pieniędzy.

Tymczasem w finansach nagminnie wyłączamy racjonalne myślenie, będąc pożywką dla masy szarlatanów. Dochodzimy do absurdów, gdzie propagowanie amatorskiej spekulacji jest OK, wręcz wzbudza uznanie (15% w rok jest dla metroseksualnych chłopców jak mi powiedziano :-)), ale tworzenie merytorycznych materiałów bywa źle postrzegane – powinno wszak wszystko być za darmo, bo jak ktoś umie inwestować to nie będzie oczekiwał zapłaty za poświęcony czas. Podążając tym tropem materiały szkoleniowe w IT też powinny być za darmo – przecież jak ktoś jest świetnym inżynierem oprogramowania, to nie powinien zarabiać na edukacji a na programowaniu.

Nigdy nie stawiam się w pozycji eksperta – dlatego staram się zapraszać osoby, które mają do powiedzenia więcej ode mnie. Uważam, że można uczciwie, bez chodzenia na skróty, z podniesioną głową uczyć również w tak wrażliwym obszarze jak finanse i inwestowanie. Weryfikujmy, kwestionujmy, w swoim własnym interesie, ale też nie dajmy się wpędzić w ślepą uliczkę, że nie można z zachowaniem etyki uczyć innych, a przy tym oczekiwać zapłaty za wykonaną pracę.

🙂

Portfel modelowy #4: Warren Buffett

Dziś przedstawiam kolejny portfel stały – tym razem propozycję samego Warrena Buffetta, którą poleca wdrożyć w życie dla kapitału żony po jego odejściu. O ile sam portfel jest tak prosty, że można by go opisać w jednym zdaniu, o tyle warto powiedzieć nieco więcej, gdyż Wyrocznia z Omaha udziela nam w nim swojej lekcji inwestycyjnej przy okazji listu do akcjonariuszy Berkshire Hathaway napisanym w roku 2013.

Warren pisze w nim, że ma dobrą wiadomość dla amatorów inwestowania – nie potrzeba umiejętności inwestycyjnych, by robić to skutecznie. Wystarczy posiadać dobrze zdywersyfikowany portfel akcji amerykańskich, które historycznie radziły sobie znakomicie, a według inwestora podobnie będzie w przyszłości. Pisze on, że nie warto wybierać indywidualnych spółek do portfela, bo w długim okresie jest bardzo trudno pobić w ten sposób rynek, czego dowodem są choćby profesjonalni zarządzający w funduszach, którzy regularnie dowożą wyniki poniżej rynku.

Buffett przestrzega też przed emocjonalnymi zachowaniami na rynku, zwłaszcza w sytuacji, gdy inwestor kupuje akcje na szczycie euforii, która szybko kończy się rozczarowaniem podczas spadków. Przywołuje słowa Bartona Biggsa, znanego zarządzającego, który wsławił się między innymi tymi słowami: rynek byka jest niczym seks – najlepiej smakuje tuż przed samym końcem.

Antidotum na te rozterki według Buffetta jest gromadzenie akcji przez długi okres bez sprzedawania pod presją złych informacji. To co ma gwarantować sukces to dywersyfikacja oraz niskie koszty prowadzenia portfela. Posłużył się tu przykładem „inwestora”, który co rusz kupuje i sprzedaje ziemię rolną z nadzieją na wyższy zysk. Tymczasem rentowność inwestycji z ewentualnych plonów (dywidend) konsumowana jest przez koszty transakcyjne przynosząc efekt odwrotny od zamierzonego.

Skład portfela zaproponowanego przez Buffetta jest bardzo prosty:

  • 90% w ETF na indeks S&P 500
  • 10% w krótkoterminowe obligacje rządu USA

Tu jednak warto zwrócić uwagę, że jest to portfel z którym większości inwestorów będzie bardzo trudno ze spokojem wysiedzieć w sytuacji spadków na rynku akcji. Historycznie w ostatnich 50 latach portfel w najgorszym momencie tracił bowiem -46%. Średnioroczna stopa zwrotu z tego okresu wynosi 10.2%.

Opracuj swoją strategię inwestycyjną

#ST to oprogramowanie umożliwiające w prosty sposób dobrać strategię inwestycyjną, spełniającą Twoje potrzeby i wymagania.

×