Z ostatniej chwili

Tu piszę na bieżąco jeśli dzieje się coś ciekawego. Taka moja prywatna wersja Twitter'a. :-)

70 postów polubień

System Trader, czyli kto?

Ostatnio spotkałem się z opinią osoby, która początkowo zignorowała mojego bloga ze względu na jego nazwę. System, do tego trader – nie kojarzyło się to tej osobie dobrze. 🙂 Uważam, że warto to sobie wyjaśnić, bo wbrew pozorom za nazwą mojego bloga „System Trader” skrywa się bardzo konkretne przesłanie dla każdej osoby, która chce z powodzeniem inwestować na rynku.

Zacznijmy od słowa „trader”. Większość woli być inwestorami, bo brzmi to bardziej dumnie, poważnie. Trader, to osoba kojarząca się z uprawianiem spekulacji, hazardu – generalnie w negatywnym świetle. Odpuszczę sobie dalsze analizy językowe – dla mnie istotne jest, aby realizując transakcję kupna, czy sprzedaży na rynku, podyktowane było to rzetelnie opracowaną uprzednio strategią. Jakkolwiek byśmy tu nie czarowali słowami na koniec dnia chodzi o to, by w ten czy inny sposób zarabiać pieniądze na rynku – użyte określenia są dla mnie drugorzędne.

„System” – to słowo jest bardzo kluczowe. Bardzo często widzę jak źle jest ono rozumiane w użytym przeze mnie kontekście. Tymczasem oznacza ono, że decyzje podejmowane są na bazie jednoznacznego procesu decyzyjnego (systemowo, z angielskiego – systematic). Po co? – by zminimalizować negatywny wpływ naszych emocji na podejmowane decyzje. Tu wcale nie musi chodzić o komputer, który w automatyczny sposób realizuje za nas strategię, bo ta może być tak banalna, że każdy policzy ją nawet w głowie. Tu wcale nie chodzi też o magiczną formułkę, która ma uczynić z nas milionerów. Tu chodzi o powtarzalność: te same dane – te same decyzje.

Kolejnym bardzo częstym nieporozumieniem jest mówienie, że rynki są tak skomplikowane, że ktoś nie wierzy, aby można je było zredukować do zbioru kilku prostych reguł. A nawet gdyby się to udało, to pewnie szybko przestałoby to działać. Często jest to prawdą – zwłaszcza w przypadku strategii krótkoterminowych, gdzie walkę o wyszukiwanie nieefektywności rynku prowadzą algorytmy realizowane przez komputery. Istnieją jednak strategie, które można w prosty sposób zapisać algorytmem jak na przykład inwestowanie w wartość czy momentum, które działają od wieków, a jednak są nadal powtarzalne. Podstawowym powodem tego stanu rzeczy jest ogromny ból jaki inwestor musi znieść, by podążać z dyscypliną za taką strategią o czym więcej pisałem w tym wpisie. Innym, jeszcze prostszym przykładem są pasywne strategie (i nie chcę rozpocząć tu kolejnej wojny co jest pasywne, a co nie).

A jeśli ktoś chce jeszcze bardziej obszerny wpis, dlaczego system ma wielki sens w inwestowaniu, polecam artykuł Wes’a Gray, z którym niedawno przeprowadziłem obszerny wywiad – opublikuję go już niebawem.

Stay tuned! 🙂

Dlaczego inwestowanie aktywne jest ciężkie?

Dla jasności – pisząc o aktywnym inwestowaniu mam na myśli przede wszystkim długoterminowe strategie bazujące na dobrze rozpoznanych anomaliach, jak inwestowanie w wartość czy momentum.

No więc dlaczego takie inwestowanie jest ciężkie? Krótka odpowiedź: bo nawet przez wiele lat nasza strategia może przegrywać z szerokim rynkiem. Wyglądanie inaczej, gorzej niż większość rynku jest bolesna (vide krytyka pod adresem Warrena Buffetta) i wielu porzuca takie strategie. Co kilka lat „uśmiercane” są anomalie/strategie rynkowe, by nagle wyrastały one ponownie na gwiazdy inwestycyjne.

Obecnie na językach jest inwestowanie w wartość z powodu jego słabego okresu od lat. Łatwo wskazać – przecież wystarczyło kupić ETF na S&P 500, który wygrał z inwestowaniem w wartość od 2007 roku. Wielu krytykujących prawdopodobnie nie zdaje sobie jednak sprawy, że efektywność takich anomalii ma tendencje powrotu do średniej. Tak było przez wieki i nic nie wskazuje, by miało się to nagle zmienić w 2020 roku.

Paradoks tej sytuacji polega na tym, że te anomalie pojawiają się raz za razem, ponieważ inwestowanie w oparciu o nie jest momentami wręcz bardzo niekomfortowe, a z drugiej strony są one mocno związane z istotą funkcjonowania rynku jako takiego (giełdy zawsze będą starać się wyceniać aktywa i zawsze będą temu towarzyszyć fluktuacje cen). To nie jest tak, że nagle „komputery” wykorzystają te rynkowe nieefektywności, ponieważ za nimi stoją ludzie, a ci są bardzo krótkowzroczni. Jakie z tego płyną wnioski dla inwestora aktywnego?

  1. Musi być gotowy na ból. „No pain, no gain” – to nie jest pusty frazes. Oto jak anomalia inwestowania w wartość (value) i momentum wyglądały na tle indeksu S&P 500 w ujęciu 5-letnich stóp zwrotu. Szczególnie polecam tym, co bezrefleksyjnie śmieją się z tego jak Buffett zapomniał inwestować.
  2. Musi przyjąć długi horyzont inwestycyjny i trzymać się obranego kursu. Nie jest to łatwe, gdy mówią „value nie działa”, „momentum już nie ma sensu”, polityka zerowych stóp procentowych, COVID-19. Ale na „pocieszenie” – historia zna gorsze sytuacje, a rynki i tak zrobiły na końcu swoje ku zaskoczeniu wielu.

To tylko przymiarka do mojego nowego odcinka podcastu, który niebawem opublikuję. Mój gość, Wes Gray, robił doktorat pod okiem twórcy hipotezy rynku efektywnego, noblisty, profesora Eugene Fama i miał okazję poznać te zagadnienia u źródła. Sam też specjalizuje się w inwestowaniu w wartość i momentum, dostarczając takie ETF na rynek amerykański.

Stay tuned! 🙂

Nowa wersja ST + baza ETF już niebawem! — relacja z placu boju

Krótka relacja z placu boju w ramach pracy nad wersją beta numer 3 oprogramowania System Trader. Dzieje się!!! 🙂

Mam nadzieję, że za 4 do 6 tygodni będę mógł udostępnić Wam nową wersję ST. A tam obok multistrategii (czyli łączenia kilku portfeli/strategii w jeden), możliwości regularnych wpłat i wypłat do/z konta, będzie rozbudowana baza ETF UCITS (europejskich), a w niedalekiej przyszłości również ETF amerykańskich. Z poziomu ST będzie można odszukać w bazie dowolny ETF notowany na europejskich giełdach, z pełnym opisem po polsku i rozpisanymi najważniejszymi parametrami (np. waluta, giełda, rozmiar, polityka dywidendowa, informacje podatkowe, etc.).

I tu narodził się pomysł, aby tę bazę ETF docelowo udostępnić w jeszcze bardziej rozszerzonej formie w ramach portalu na stronie internetowej. Tak – planuję utworzyć przeglądarkę ETF jakiej jeszcze nie ma, a do tego w języku polskim (+ w języku angielskim)! Będzie również możliwość filtrowania według dostępności u brokerów w Polsce (na początek). No i wisienka na torcie: dzięki oprogramowaniu ST będę w stanie dostarczać regularnie katalog z propozycjami gotowych do wykorzystania portfeli opartych na tych ETF, z testami za 50-100 lat! Przedsmak tego dałem choćby w tym artykule. Oczywiście, jeśli ktoś chce sam będzie mógł zaprojektować swój portfel w ST. 🙂

Pytania, propozycje mile widziane. To ma być coś dla Was, więc chcę uwzględniać Wasze oczekiwania. Z góry bardzo dziękuję! 🙂

Stay tuned! 🙂

Strategia momentum dla rynku akcji – prezentacja

W ramach wirtualnej konferencji „ABC Inwestowania” przygotowałem materiał o strategii dla rynku akcji, która jest na pokładzie #ST. Zapraszam. 🙂

PS. Niektóre opcje w ustawieniach strategii, które są tam prezentowane będą dostępne dopiero w kolejnej wersji #ST (koniec października).

Czy rynek można pobić?

W latach 60. XX wieku spopularyzowana została hipoteza rynku efektywnego, która w dużym skrócie mówi o tym, że ceny na rynku natychmiastowo odzwierciedlają wszystkie informacje jakie do niego docierają. Z tego powodu, według tej teorii, nie ma możliwości pobijania rynku, bo ten zawsze odzwierciedla tak zwany konsensus rynkowy, który wyrażony jest bieżącą ceną na rynku.

Uważam, że to właśnie tu jest największy problem z prawdziwością tej hipotezy. To, że obieg informacji jest bardzo szybki nie sposób kwestionować, ale to jeszcze według mnie nie oznacza, że wypracowany konsensus rynkowy nie jest w błędzie. Gdyby rynek nigdy się nie mylił nie mielibyśmy gwałtownych ruchów cen. Więcej – rynek zwykle się myli starając się wycenić aktywa i regularnie zdarza mu się mocno zagalopować – tak w górę podczas hossy, jak i w dół podczas bessy.

Nie oznacza to, że łatwo z tego skorzystać i regularnie pobijać rynek. Aby to zrobić musimy umieć przyjąć inny pogląd niż konsensus, a do tego mylić się od niego mniej. Sprawy nie ułatwia fakt, że wszyscy jako ludzie podlegamy podobnym emocjom i wszyscy działamy na podobnych danych. Z tego powodu o ile nie uważam, że hipoteza jest prawdziwa, bardzo ją szanuję, bo arogancja na rynku źle się kończy.

Konsekwencją tej hipotezy było powstanie funduszy indeksowych, protoplastów dzisiejszych ETF, które zamiast dobierać perełki do portfela inwestują w cały rynek (np. indeks rynku akcji S&P 500). Z hipotezy płynie jasny komunikat – inwestowanie zgodnie z rynkowym konsensusem gwarantuje nam przeciętny wynik, zatem nie powinno się za to pobierać znaczących opłat za zarządzanie kapitałem. Biorąc pod uwagę, że pobijanie rynku jest rzeczą trudną, inwestorzy zwykle lepiej wyjdą na budowie dobrze zdywersyfikowanego portfela pasywnego.

Umiarkowana dawka sceptycyzmu wobec nawet najbardziej utytułowanych profesorów jest jednak według mnie wskazana. Zwłaszcza, gdy mam w ręku silne argumenty poparte danymi. Cliff Asness jest dziś znany w branży jako założyciel AQR Management Capital, dzięki któremu stał się miliarderem. Profesor Eugene Fama, noblista, twórca i popularyzator wspomnianej hipotezy rynku efektywnego był jego opiekunem podczas pisania pracy doktorskiej. Asness z oporami podszedł do niego pokazując mu wyniki wskazujące na występowanie anomalii momentum, która w skrócie polega na tym, że ceny mają większą tendencję do kontynuowania ruchu z ostatnich 3-18 miesięcy, niż zawracania w drugą stronę. Coś, co przeczy teorii o efektywnym rynku. Fama jednak odpowiedział: publikuj to, tak mówią dane. Przyznał później wielokrotnie, że stworzona przez niego hipoteza rynku efektywnego jest tylko modelem przybliżającym realny świat – ale żaden model nie jest w 100% idealny.

To, dlaczego ta anomalia występuje, to temat na inną historię. Warto jednak pamiętać, że pobijanie rynku wiąże się z tym, że będziemy często wyglądać inaczej niż rynek. Taka jest cena niezgadzania się z konsensusem rynkowym. Co więcej – nawet zakładając, że inwestor posługuje się strategią, która wygrywa z rynkiem, przez lata może… przegrywać z rynkiem. To jest mega maraton. I to kolejny powód, dla którego jest to tak trudne zadanie.

Na koniec przykład momentum w praktyce, bazujący na opisywanej przeze mnie strategii GEM. Gdybyśmy się zagłębili w szczegóły to zrozumiemy, dlaczego podążanie za nią jest trudne – amator może mieć w danym roku lepsze wyniki od nas tylko dlatego, że ma akurat szczęście. Łatwo później napisać: a przecież wystarczyło kupić ETF na S&P 500 i nie kombinować. 🙂

 

PS. Zachęcam do samodzielnych eksperymentów z rynkiem korzystając z mojego oprogramowania #ST.

Proste rozwiązania są piękne

Proste rzeczy są piękne, również w świecie inwestowania. Dziś praktyczny przykład z życia wzięty – banalny wręcz portfel inwestycyjny Harry Browne, który spopularyzował tę konstrukcję portfela, oparty w tym przypadku o amerykańskie ETF (podobne odpowiedniki można znaleźć w europejskich ETF UCITS, ale nie korzystam z nich tu ze względu na ich krótką historię). Każdy, przy minimalnym wysiłku i wiedzy (choć docenienie prostych rozwiązań wymaga pewnego wysiłku intelektualnego) może taki portfel prowadzić samodzielnie.

Portfel składa się z czterech funduszy ETF:

  • 25% złoto (ETF o symbolu GLD)
  • 25% bony skarbowe USA (ETF o symbolu BIL)
  • 25% akcje S&P 500 (ETF o symbolu SPY)
  • 25% obligacje skarbowe USA o okresie zapadalności co najmniej 20 lat (ETF o symbolu TLT)

Ze względu na ograniczenia historycznych danych z notowaniami ETF, symulację zaczynamy od maja 2007. Zakładamy, że mamy startowy kapitał 100 000 USD, kupujemy 4 powyższe ETF w wagach 25%, płacąc prowizje według taryfikatora Interactive Brokers u którego posiadam konto. Nawiasem pisząc – jest mega tanio – jednostka ETF kosztuje tam 0.005 USD, a całe zlecenie nie może kosztować mniej niż 1 USD. Przykładowo ETF SPY kosztuje obecnie około 330 USD za jednostkę. Kupując tego ETF za kwotę 25 000 USD wychodzi nam 75 jednostek, czyli 37 centów za zlecenie, ale ze względu na minimalny koszt prowizja zaokrąglona jest do 1 USD. Oczywiście w Europie zwykle prowizje są wyższe, ale ten portfel jest baaaaardzo leniwy – więc specjalnie nas to „nie rusza”.

Otóż rebalansowanie portfela, czyli przywracanie jego pierwotnych wag, przeprowadzamy tylko wtedy, gdy którykolwiek element portfela spadnie/wzrośnie o co najmniej 30% (czyli +/- 7.5 punktu procentowego). Warunek taki sprawdzamy na koniec każdego miesiąca i w badanym okresie był spełniony tylko 5 razy: w roku 2008 (dwukrotnie), w roku 2010, w roku 2013 i w roku 2018. Mówiąc krótko: przez 13 lat tylko 5 razy musieliśmy składać zlecenia w ramach rebalansowania. Prowadzenie takiej inwestycji w takim układzie to dosłownie 5 minut w miesiącu, by sprawdzić czy w ogóle jest cokolwiek do roboty. Przy tym zero zgadywania przyszłości – w pełni mechaniczna strategia.

To teraz wyniki za okres czerwiec 2007 – wrzesień 2020:

  • średnia roczna stopa zwrotu (CAGR) 7.5%, po korekcie o inflację 5.6%
  • maksymalne obsunięcie kapitału to -14.4%
  • koszt prowizji maklerskich: 26.67 USD
  • zyskowne miesiące: 102
  • stratne miesiące: 58

Dla kontrastu, w tym samym czasie S&P 500 (tu w formie ETF SPY na ten indeks) ma CAGR 8.6%, ale maksymalny spadek to aż -55.2%, a zmienność portfela mierzona rocznym standardowym odchyleniem niemal trzykrotnie wyższa od portfela Harry Browne. A to właśnie zmienność boli inwestorów najbardziej – zatem warto ją redukować, aby łatwiej się inwestowało.

Oczywiście historia od roku 2007 jest krótka. To szybko rzućmy okiem, gdyby ktoś inwestował w taki portfel przez ostatnie 50 lat: średnia roczna stopa zwrotu (CAGR) 9.1%, po korekcie o inflację 5.0%.

Czy można coś poprawić w tym portfelu? Czy warto? Cóż, jesteśmy w okresie, w którym stopy procentowe szorują po dnie. Więc z jednej strony obligacje płacą niewiele, a gdy stopy zaczną kiedyś iść w górę, będzie to zaniżało ich wycenę. Więcej pisałem o tym tu, więc żeby się nie powtarzać: można rozważyć zastąpienie części obligacyjnej obligacjami inflacyjnymi (w USA określane jako TIPS, czyli Treasury Inflation-Protected Securities). Inna zmiana, którą warto przemyśleć, to zastąpienie indeksu akcji S&P 500 indeksem z ekspozycją na globalny rynek akcji.

Dobra wiadomość jest taka, że wszystko to możesz sam zrobić korzystając z mojego oprogramowania System Trader (#ST). Co najmniej do końca tego roku jest ono zupełnie za darmo.

🙂

Nowa wersja #ST w przygotowaniu…

Kilka wieści z frontu pracy nad nową wersją #ST. 😊
  • Strategia EM, którą szeroko opisywałem tu https://systemtrader.pl/em, ma teraz możliwość bardziej elastycznego ustawiania poziomu ryzyka w portfelu, tak by każdy mógł sobie ustawić to według własnych preferencji.

    Wynik dla spółek WIG20 + mWIG40 + sWIG80

Każdego miesiąca robiony jest ranking „najlepszych” spółek, w ten sposób, że te o największym wskaźniku momentum (pędu, impetu), są na jego szczycie (opisane dokładnie w artykule). Na taki ranking możemy nałożyć dowolny z dwóch dostępnych filtrów (w różnych konfiguracjach):

    • minimalne wymagane momentum (im wyższa wartość tego parametru, impet spółki musi być większy – spółka „ładniej” rośnie)
    • minimalna wymagana zmienność odwrócona (im wyższa wartość tego parametru, zmienność spółki jest niższa – no bo to zmienność odwrócona 😊); na ekranie ten filtr nie jest przetłumaczony jeszcze na język polski – to moja wersja robocza

Gdy żaden filtr nie jest ustawiony, wówczas w portfelu zawsze mamy 100% spółek ze szczytu rankingu opartego na momentum – to najbardziej agresywna forma, bo nawet w szczycie bessy jesteśmy zapakowani w akcje „pod korek”. Dla mnie to przegięcie. 😊 Na zrzucie ekranu wynik działania w praktyce dla spółek WIG20+mWIG40+sWIG80. Dla kamikaze. 😊

 

  • Dodana jest opcja „Kosztów za zarządzanie”. Czyli jeśli mamy dane historyczne sprzed ery ETF, to możemy nałożyć sobie roczną opłatę – mamy wtedy CAGR skorygowany o opłatę. Albo jak chcemy po prostu zobaczyć wpływ opłat rocznych jakiegoś funduszu na wyniki portfela – teraz możemy obnażyć taką prawdę i pokazać to TFI. 😉Najlepiej, gdy właśnie próbuje ktoś wcisnąć cudowny produkt inwestycyjny o „skromnej” opłacie 2.5% rocznie.
  • Na tapecie jest teraz realizowana możliwość regularnych wpłat i wypłat gotówki do/z konta.
  • W planie – multistrategia, czyli możliwość budowy portfela opartego o kilka różnych strategii równocześnie.
  • Jeszcze w dalszym planie – dodanie 1-2 nowych strategii.
Planowana data premiery #ST beta numer 3 to koniec października. Ale daje sobie margines przesunięcia tego terminu o 2-3 tygodnie…

Miłej niedzieli! 😊

PS. Bieżąca („stara”) wersja #ST jest do pobrania tu: https://systemtrader.pl/ST

Analiza wsteczna zawsze skuteczna

Można spotkać takie stwierdzenie wypowiadane w prześmiewczym tonie, mające uzmysłowić, że analizowanie historycznych danych rynkowych jest pozbawione sensu. Zawsze można bowiem analizę przeprowadzić tak, by dała pozytywny (w przeszłości) rezultat.

Sporo w tym prawdy. Nie bez powodu mówi się też, że torturując dane wystarczająco długo, wyznają nam co tylko zechcemy. Zwłaszcza dziś w dobie dużych mocy obliczeniowych dość łatwo opracować „metodę”, która historycznie idealnie prognozowała rynki. Absurdalnym przykładem było opracowanie badaczy, którzy ruchy indeksu S&P 500 powiązali z danymi produkcji masła w Bangladeszu i produkcji sera w USA. Do poziomu karykatury sprowadzono też analizę techniczną, gdzie wykresy „z analizami” wyglądają jak dzieła Picassa. To nie znaczy jednak, że każda analiza musi być tak absurdalna.

Odrzucanie jakiejkolwiek formy analizy jest pozbawione sensu – czy mamy inwestować na oślep, bez żadnej strategii, bez żadnego procesu decyzyjnego? Jeśli nie, to na podstawie czego mamy taką strategię opracować? – dysponujemy tylko wiedzą o przeszłości, jesteśmy na nią skazani. A może mamy zupełnie przestać inwestować, bo nic nie działa, a inflacja ma zjadać nasz kapitał?

Nawet pasywne podejście do inwestowania, w którym nie staramy się pobijać rynku, zakłada (a jakże – na podstawie danych historycznych), że rynek akcji w długim okresie zarabia więcej niż gotówka. I po cichu liczymy, niczym w słowach Marka Twain’a, że historia może nie powtarza się, ale przynajmniej się rymuje.

Analiza fundamentalna? – tam też szacujemy wartość spółki bazując na danych historycznych. I na tych samych danych różni analitycy dochodzą do różnych wniosków. Czy to znaczy, że nie ma sensu wyceniać spółek?

Po latach na rynku dochodzę do wniosku, że nie warto dążyć do perfekcji, bo to utopia. Analiza nie ma być szklaną kulą, tylko stanowić proces decyzyjny, akceptując jego ułomności. W moim przypadku idealnie, gdy na podstawie tych samych danych, mogę podejmować te same decyzje – wtedy można zredukować to do prostej, jednoznacznej reguły. Jeśli jednak kochasz analizę fundamentalną – świetnie, rób to, jeśli Ci się to sprawdza. Lubisz inwestować pasywnie – rób to, pewnie zaoszczędzisz ogrom czasu, a po latach zarobisz więcej niż większość Twoich znajomych starających się przechytrzyć rynek. W każdym przypadku jednak potrzebujemy rzetelnego planu działania na rynku i dyscypliny w podążaniu za nim.

Warren Buffett przegrywa z indeksem S&P 500 od roku 2008. Najlepszy inwestor świata. Ale jego wielkość polega na tym, że nadal robi swoje pomimo ciągłych drwin „mądrzejszych” komentatorów – doskonale zdaje sobie sprawę, że żadna strategia nie działa tak samo dobrze cały czas. Inwestorzy pasywni mają świetną dekadę za sobą – wielu aktywnych inwestorów wygląda przy nich niczym idioci. Kwestia czasu, gdy i tu nadejdzie moment próby wiary i wygrają ci, co wykażą się odpowiednią dyscypliną w podążaniu za obranym kursem, bez względu na to jaka filozofia inwestycyjna im przyświeca.

Inwestowanie jest proste, ale nie jest łatwe. Ale bez strategii poruszania się po rynku inwestowanie to jak chodzenie nad przepaścią z nadzieją, że nie spadniemy.

Polityka monetarna 3.0, czyli co włożyć do portfela w miejsce obligacji skarbowych?

Poleciłem ostatnio znakomity artykuł firmy Bridgewater zatytułowany „Grappling with the New Reality of Zero Bond Yields Virtually Everywhere” (Zmaganie się z nową rzeczywistością zerowych rentowności niemal wszędzie). Do tematu jeszcze planuję wrócić, natomiast z punktu widzenia inwestycyjnego warto przytoczyć najbardziej kluczową konkluzję jaka stoi za artykułem: czasy obligacji o stałym kuponie (niekorygowanym o inflację) skończyły się, przynajmniej na bliżej nieokreśloną przyszłość. Teraz inwestorzy powinni do portfeli w ich miejsce wkładać obligacje inflacyjne i złoto.

Dlaczego o tym piszę? Otóż obligacje skarbowe traktowane są jako synonim bezpieczeństwa w portfelach inwestycyjnych. Więcej o tym pisałem i mówiłem tu. O ile nominalnie nie stracimy tak zainwestowanego kapitału (czytaj – nierealny jest scenariusz, w którym USA nie spłaca swoich obligacji), tak po uwzględnieniu inflacji realna wartość kapitału jest zagrożona. To jak z lokatami w banku obecnie – nominalnie nie stracimy naszych pieniędzy, ale wysokość odsetek jest poniżej inflacji, zmniejszając wartość lokowanego kapitału. Nie dzieje się to jednak na tyle szybko, by inwestorzy dostrzegali zagrożenie natychmiast.

Opisywałem już portfel „All Seasons” zaproponowany przez Raya Dalio, nomen omen założyciela firmy inwestycyjnej Bridgwater, do której artykułu tu się odwołuję. Ostatnie 4 dekady były znakomite dla takiej inwestycji. Problem w tym, że mamy tam 55% obligacji skarbowych, których rentowności szorują obecnie po dnie. Jak w praktyce może wyglądać przyszłość takiego portfela? Zrobiłem symulację za lata 1973-1981, czyli w okresie dużej presji inflacyjnej, za którą nie nadążały obligacje.

Zobaczmy – średniorocznie portfel zarabiał 6.5%, ale po uwzględnieniu inflacji tracił -2.5%. Stosując poradę z artykułu Bridgewater (a którą już sami stosują we własnych funduszach), w miejsce 40% obligacji 30-letnich wstawiłem obligacje inflacyjne (TIPS), a w miejsce 15% obligacji 10-letnich złoto (które łącznie ma teraz w portfelu 22.5% udział).

Jak widać nominalnie średni zysk roczny to 12.3%, a po korekcie o inflację 2.8%. Nie jest to coś co może imponuje, ale przede wszystkim udało obronić się wartość kapitału i jeszcze coś zarobiliśmy.

Również w długim okresie taka modyfikacja portfela działa – za lata 1973-2019 portfel średniorocznie zarabiał 8.9%, po korekcie o inflację daje to 4.8%.

Zachęcam do własnych eksperymentów korzystając z mojej aplikacji #ST. Tam znajdziesz m.in. oryginalny portfel Raya Dalio.

Więcej niebawem. Stay tuned! 🙂

Opowiedniki ETF dla historycznych danych #ST

W #ST portfele można testować korzystając z wbudowanych danych historycznych sięgających czasami nawet ponad 100 lat wstecz. To bardzo wartościowe, ponieważ mamy szansę sprawdzić inwestycję w najróżniejszych warunkach. Gdybyśmy bazowali tylko na danych pochodzących z notowań funduszy ETF nasze symulacje sięgałyby nie dalej jak 5-20 lat wstecz, a czasami jeszcze krócej. Co z tego, że indeks S&P 500 sięga do roku 1928, gdy ETF go odwzorowujący notowany w Europie pozwoli nam sprawdzić jego zachowanie za mniej niż 20 lat w najlepszym przypadku?

CO TO JEST #ST? Oprogramowanie, które w prosty sposób pozwoli Ci dobrać strategię inwestycyjną, spełniającą Twoje potrzeby i wymagania. Równie łatwo możesz sprawdzić jak Twój zaprojektowany portfel zachował się w przeszłości, sięgającej czasami nawet ponad 100 lat wstecz. Twarde liczby, fakty i maksymalna prostota. Oporgramowanie możesz pobrać klikając w niniejszy LINK.

Otrzymałem wiele informacji o tym, że budując i testując historycznie portfele pasywne w #ST jest kłopot z dobraniem właściwych ETF. Dlatego stworzyłem coś w formie arkusza Google co ma być takim punktem startowym w zmapowaniu historycznych danych w #ST, a przykładowymi ETF notowanymi na giełdach w Europie.

Oczywiście każdy broker może udostępniać różne ETF. Również inwestor może mieć różne preferencje, na przykład w odniesieniu do indeksu, dostawcy ETF, czy waluty. Dlatego nie jest to absolutnie lista kompletna i nigdy taka nie będzie. Traktuj to raczej jako podpowiedź i wskazówkę, gdzie i jak szukać ETF do swojego portfela, gdy mamy już gotowy plan portfela zrobiony w #ST, a nie poradę inwestycyjną. W arkuszu są odnośniki do portalu justETF.com, gdzie można szukać ETF spełniających nasze oczekiwania.

Arkusz będzie z czasem w miarę moich czasowych możliwości uzupełniany i rozszerzany.

 

Czy dywidendy mają znaczenie?

Czy dywidendy mają znaczenie? Niech przemówi wykres i twarde liczby.

Spółka AT&T, okres 01/1995-07/2020. Po lewej stronie wykres ze wszystkimi korektami (dywidendy, splity), po prawej tylko splity – zatem różnica polega tylko na uwzględnieniu wypłaconych dywidend. Kliknij, aby zobaczyć wykres w pełnym rozmiarze.

UWAGA: Korekta wykresu o wypłacone dywidendy zakłada, że są one reinwestowane przy jej odcięciu, gdy kurs spada o wartość dywidendy, czyli po ostatnim dniu z prawem do dywidendy.

A jak to przenosi się na wyniki?

Średnia roczna stopa zwrotu spółki z tego okresu (CAGR), to 1.54%, ale po uwzględnieniu dywidend rośnie do 6.28%.

Czyli inwestycja 100 000 USD bez uwzględnienia dywidend daje na końcu 147 740 USD, a z dywidendami 475 691 USD – bagatela – 322% różnicy, kto by się tym interesował. 😉

Przy analizowaniu strategii inwestycyjnej należy mieć pewność z jakich danych korzystamy. Na rynku akcji istotne jest też uwzględnienie składu portfela indeksu w czasie, ale o tym przy innej okazji.

Inwestowanie dywidendowe – wywiad z Bartkiem Szymą (część I)

Marzeniem każdego inwestora jest dotarcie do punktu, w którym to nie my pracujemy na pieniądze, ale pieniądze pracują dla nas. My z kolei możemy poświęcić się temu co lubimy robić w życiu najbardziej, nie martwiąc się o to, że kiedykolwiek zabraknie nam środków do życia.

Zapraszam do rozmowy jaką przeprowadziłem z Bartkiem Szymą z bloga USStocks, który od 10 lat specjalizuje się w inwestowaniu dywidendowym.

Poruszone tematy:

  • na czym polega inwestowanie w spółki wypłacające dywidendy
  • dla kogo może być to atrakcyjna forma inwestowania
  • skąd bierze się fenomen popularności tego podejścia do rynku
  • jak zbudować własny portfel dywidendowy

GEM – prosta strategia dla rynku akcji i obligacji

GEM (Global Equities Momentum) jest długoterminową strategią inwestycyjną dla globalnego rynku akcji i obligacji, opartą o tzw. momentum, czyli powszechnie znaną anomalię rynkową. Wykorzystywana jest ona z powodzeniem przez profesjonalnych inwestorów od lat i powszechnie uznawana obecnie przez świat akademicki.

Strategia nie wymaga ciągłego śledzenia rynków finansowych. Ewentualne decyzje o zmianie składu portfela podejmowane są raz w miesiącu i są wynikiem zastosowania kilku prostych i jednoznacznych reguł, nie wymagających żadnego specjalistycznego narzędzia czy umiejętności. Strategia polega na trzymaniu w portfelu akcji amerykańskich lub akcji reszty świata w formie indeksu (wykorzystując do tego na przykład fundusze ETF), gdy rynek ten jest silny, lub obligacji jako bezpieczną przystań dla kapitału w sytuacji, gdy rynek akcji jest słaby. To pozwala bardzo znacząco zredukować ryzyko inwestycyjne w postaci obsunięć kapitału w okresie bessy na rynku akcji.

Ze względu na małą liczbę transakcji (przeciętnie 1.3 w roku za ostatnie 70 lat), strategia bardzo dobrze się skaluje i cechuje się niskimi kosztami transakcyjnymi.

Materiały uzupełniające:

 

(Nie)bezpieczne obligacje skarbowe?

Czy obligacje są bezpieczne? Bezpieczniejsze od akcji?

Niektórzy powiedzą – to zależy jakie obligacje. Korporacyjne obligacje nie mają wiele wspólnego z bezpieczeństwem w wielu przypadkach, bo z drugiej strony stoją firmy, które zwyczajnie mogą nie spłacić swojego zadłużenia. Ze skarbowymi obligacjami, zwłaszcza jeśli po drugiej stronie jest rząd Stanów Zjednoczonych, czy Niemiec, sytuacja wydaje się być znacznie lepsza.

Racja, ale czy to oznacza, że inwestycja w najbezpieczniejsze pod względem kredytowym obligacje na świecie jest pozbawiona ryzyka, że każdy kto ma do niego dużą awersję powinien je przeważać w portfelu?

Żyjemy w erze rekordowo niskich stóp procentowych, które spadają od niemal 40 lat, sprzyjając wycenie obligacji na rynku (więcej piszę o tych mechanizmach przy okazji omawiania ETF obligacji). Niewielu inwestorów indywidualnych zdaje sobie sprawę z tego, że spoglądanie na to jak obligacje skarbowe zarabiały w ostatnich 10, 20, 30, a nawet 40 latach na niewiele się zdaje, jeśli idzie o założenia portfela budowanego dziś.

Zatem jeśli chcemy robić założenia co do przyszłości, warto przestudiować, jak wyglądał rynek obligacji w latach 1940-1981, czyli okresie rosnących stóp procentowych i dużej presji inflacyjnej. Okres, który bliższy jest naszym czasom, pomimo, że w tej chwili inflacja (jeszcze) nie stanowi problemu. A przynajmniej nie róbmy pochopnych założeń w stylu „przeważam w portfelu obligacje skarbowe, bo nie lubię ryzyka”. Jedne z najbezpieczniejszych obligacji na świecie, w latach 1940-1981, traciły ponad 70%, gdy uwzględnimy inflację. To jest więcej niż rynek akcji. Zaskoczony? Zapraszam do materiału.

Ile zarabiały rynki w ostatnich 100 latach?

Jak to mawiał Mark Twain – historia może nie powtarza się, ale za to może się rymować. Nie inaczej jest z rynkami finansowymi – warto wiedzieć, jak zachowywały się poszczególne klasy aktywów w przeszłości. Właściwie można powiedzieć, że to gotowy materiał na budowę własnego portfela pasywnego, opartego np. o fundusze ETF.

W tym filmie pokazuję jak za ostatnie 100 lat zachowywały się różne klasy aktywów, takie jak akcje, złoto, nieruchomości czy towary. Prezentuję też praktyczny przykład zastosowania tej wiedzy na realnym portfelu inwestycyjnym.

Wirtualna asystentka, czyli o wtopie w Indiach

Jesienią 2019 roku pisałem o tym jak na pokład zatrudniłem wirtualną asystentkę, celem delegacji kilku zadań. Dziś małe spóźnione podsumowanie z tej… wtopy. Będzie więc krótko. 😊

Korzystałem z firmy Task Every Day, którzy swoich asystentów mają przede wszystkim w Indiach i na Filipinach. Zapłaciłem łącznie 2000 EUR za 320 godzin w przeciągu 4 miesięcy.

Pierwsze zadanie dla asystentki z Indii to była transkrypcja kilku moich podcastów nagranych w języku angielskim. Niestety okazało się, że to co otrzymałem, było bardzo słabej jakości – nie dało się tego zrozumieć. Pomimo, że każdego dnia mogłem sprawdzać postępy pracy, nie mogłem wyegzekwować poprawy jakości – prace kręciły się w miejscu.

Asystentka zdawała się znać język angielski jeszcze gorzej ode mnie. W końcu po miesiącu otrzymałem asystenta – tym razem z Filipin. Było lepiej, ale wciąż daleko od ideału. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że próby mojej interwencji były po prostu zbywane. Pisanie nawet do managera asystentów nie odnosiło skutków. I to pomimo, że od samego początku jednoznacznie określiłem swoje wymagania względem prac jakie chcę zrealizować.

Finał jest taki, że po wydaniu 2000 EUR zostałem z kilkoma spisanymi podcastami, do których teraz nie mam ani serca, ani czasu wracać, by z tego cokolwiek wykrzesać.

Acha, zdecydowanie lepiej poszło asystentce zaplanowanie mi weekendu w Luksemburgu. Ale marne to pocieszenie.

Może jestem wyjątkiem (wątpię), ale osobiście już tam na pewno nie wrócę.

Taki kosztowny eksperyment.

Miłego weekendu! 😊

Portfel modelowy #6: Global Market Portfolio (GMP)

Portfel starający się odwzorować globalną kapitalizację różnych klas aktywów. Inspirowany m.in. na artykule „The Global Multi-Asset Market Portfolio, 1959–2012” (R. Doeswijk, T. Lam, L. Swinkels) oraz raporcie Credit Suisse „Global Wealth Databook 2014„.

O samej potrzebnie globalnej dywersyfikacji mówiłem w jednym z odcinków podcastu.

Poniżej skład będący przybliżeniem takiej koncepcji według interpretacji Meba Fabera (gościa 49 odcinka podcastu):

  • akcje z indeksu S&P 500 (20%)
  • akcje z indeksu MSCI EAFE, czyli rozwinięte państwa z Europy, Dalekiego Wschodu i Australia (15%)
  • akcje z indeksu MSCI EEM, czyli państwa rozwijające się (5%)
  • obligacje korporacyjne (22%)
  • obligacje 30-letnie USA (15%)
  • obligacje 10-letnie rządowe z całego świata bez USA (16%)
  • obligacje chroniące przed inflacją TIPS (2%)
  • nieruchomości (5%)

Średnioroczna stopa zwrotu tego portfela za lata 1973-2019 to 9.7%, przy maksymalnej stracie -24% (uwzględniając rebalanowanie portfela raz do roku oraz wszelkie opłaty transakcyjne).

Portfel można w prosty sposób przetestować samodzielnie korzystając z oprogramowania System Trader.

Portfel modelowy #5: 60/40 w wersji polskiej

Przedstawiałem już u siebie kilka tak zwanych modelowych portfeli inwestycyjnych, ale wszystkie były z ekspozycją na rynki zagraniczne. Ponieważ pojawiła się prośba o pokazanie jak to wyglądać może dla aktywów z Polski, dziś przedstawiam prezentowany już portfel 60/40, tyle że z akcjami i obligacjami z Polski.

Portfel jest bardzo prosty – zawiera 60% akcji oraz 40% obligacji. Część akcyjna podzielona została równo na akcje z indeksu WIG20 (20 największych spółek z GPW) i indeksu mWIG40 (40 spółek średniej wielkości z GPW), natomiast obligacje odwzorowane są przez indeks TBSP (ang. Treasury BondSpot Poland Index).

O ile część akcyjną łatwo w praktyce kupić poprzez fundusze ETF, o tyle nie ma póki co takiego ETF na polskie obligacje skarbowe. Natomiast w ramach konta maklerskiego bez problemu można kupić indywidualne obligacje skarbowe, co pozwoli dość dobrze przybliżyć indeks TBSP.

Ponieważ jest to portfel w 100% z ekspozycją na rynek w Polsce, warto pamiętać, że nie jest wskazane, aby cały kapitał był ograniczony do jednego kraju. Proszę zatem traktować ten portfel tylko jako przykład i inspirację.

Średnia roczna stopa zwrotu od roku 2010 do dziś wynosi zaledwie niespełna 5%, przy maksymalnej stracie -23%. Ale to i tak wynik lepszy mniej więcej dwukrotnie od tego co osiągnął w tym czasie szeroki rynek w ramach indeksu WIG. Poza tym portfel jest niemal bezobsługowy – wystarczy mu poświęcić dosłownie kilka minut raz do roku.

Ciemne strony edukacji finansowej

Dziś krótka notka w odpowiedzi do zarzutu, jaki spotkałem w Internecie, że jestem „kiepskim naciągaczem” (chociaż póki co nie sprzedałem jeszcze niczego). Nie chodzi o użalanie się – każdy ma prawo do własnych poglądów, a ja wychodząc do ludzi publicznie muszę uzbroić się w grubą skórę. Choć szkoda, że robi to ktoś bez otwartej przyłbicy, chowając się za anonimowym nickiem. Potraktowałem ten incydent jako impuls to napisania mojej opinii w tym temacie, zwłaszcza, że chodzi za mną on już bardzo długo.

Przyznam, że zanim otwarłem bloga i podcast poświęcony inwestowaniu, bałem się takich właśnie oskarżeń. Myślałem – lepiej zająć się tym co robię na co dzień, czyli IT, bo to neutralna branża. Tam nikt mi nie zarzuci, że uczę programowania, zamiast sprzedawania własnego oprogramowania (co miałoby dowodzić, że potrafię to robić). Każdy też podskórnie wie, że kupno materiału szkoleniowego za 2000 PLN nie uczyni nikogo programistą w tydzień, dając gwarancję zarobienia pieniędzy.

Tymczasem w finansach nagminnie wyłączamy racjonalne myślenie, będąc pożywką dla masy szarlatanów. Dochodzimy do absurdów, gdzie propagowanie amatorskiej spekulacji jest OK, wręcz wzbudza uznanie (15% w rok jest dla metroseksualnych chłopców jak mi powiedziano :-)), ale tworzenie merytorycznych materiałów bywa źle postrzegane – powinno wszak wszystko być za darmo, bo jak ktoś umie inwestować to nie będzie oczekiwał zapłaty za poświęcony czas. Podążając tym tropem materiały szkoleniowe w IT też powinny być za darmo – przecież jak ktoś jest świetnym inżynierem oprogramowania, to nie powinien zarabiać na edukacji a na programowaniu.

Nigdy nie stawiam się w pozycji eksperta – dlatego staram się zapraszać osoby, które mają do powiedzenia więcej ode mnie. Uważam, że można uczciwie, bez chodzenia na skróty, z podniesioną głową uczyć również w tak wrażliwym obszarze jak finanse i inwestowanie. Weryfikujmy, kwestionujmy, w swoim własnym interesie, ale też nie dajmy się wpędzić w ślepą uliczkę, że nie można z zachowaniem etyki uczyć innych, a przy tym oczekiwać zapłaty za wykonaną pracę.

🙂

Portfel modelowy #4: Warren Buffett

Dziś przedstawiam kolejny portfel stały – tym razem propozycję samego Warrena Buffetta, którą poleca wdrożyć w życie dla kapitału żony po jego odejściu. O ile sam portfel jest tak prosty, że można by go opisać w jednym zdaniu, o tyle warto powiedzieć nieco więcej, gdyż Wyrocznia z Omaha udziela nam w nim swojej lekcji inwestycyjnej przy okazji listu do akcjonariuszy Berkshire Hathaway napisanym w roku 2013.

Warren pisze w nim, że ma dobrą wiadomość dla amatorów inwestowania – nie potrzeba umiejętności inwestycyjnych, by robić to skutecznie. Wystarczy posiadać dobrze zdywersyfikowany portfel akcji amerykańskich, które historycznie radziły sobie znakomicie, a według inwestora podobnie będzie w przyszłości. Pisze on, że nie warto wybierać indywidualnych spółek do portfela, bo w długim okresie jest bardzo trudno pobić w ten sposób rynek, czego dowodem są choćby profesjonalni zarządzający w funduszach, którzy regularnie dowożą wyniki poniżej rynku.

Buffett przestrzega też przed emocjonalnymi zachowaniami na rynku, zwłaszcza w sytuacji, gdy inwestor kupuje akcje na szczycie euforii, która szybko kończy się rozczarowaniem podczas spadków. Przywołuje słowa Bartona Biggsa, znanego zarządzającego, który wsławił się między innymi tymi słowami: rynek byka jest niczym seks – najlepiej smakuje tuż przed samym końcem.

Antidotum na te rozterki według Buffetta jest gromadzenie akcji przez długi okres bez sprzedawania pod presją złych informacji. To co ma gwarantować sukces to dywersyfikacja oraz niskie koszty prowadzenia portfela. Posłużył się tu przykładem „inwestora”, który co rusz kupuje i sprzedaje ziemię rolną z nadzieją na wyższy zysk. Tymczasem rentowność inwestycji z ewentualnych plonów (dywidend) konsumowana jest przez koszty transakcyjne przynosząc efekt odwrotny od zamierzonego.

Skład portfela zaproponowanego przez Buffetta jest bardzo prosty:

  • 90% w ETF na indeks S&P 500
  • 10% w krótkoterminowe obligacje rządu USA

Tu jednak warto zwrócić uwagę, że jest to portfel z którym większości inwestorów będzie bardzo trudno ze spokojem wysiedzieć w sytuacji spadków na rynku akcji. Historycznie w ostatnich 50 latach portfel w najgorszym momencie tracił bowiem -46%. Średnioroczna stopa zwrotu z tego okresu wynosi 10.2%.

Wywiad dla Tomka Grzymskiego

Miałem przyjemność porozmawiać z Tomkiem Grzymskim na Jego kanale YouTube. Dla mnie to nowe doświadczenie, ale myślę, że z punktu widzenia przekazanej wiedzy można wyciągnąć sporo wartości. Zwłaszcza gdy ktoś jest początkujący.

Poruszone tematy:

  • Czy da się żyć z rynków finansowych?
  • Jak niektórzy spekulanci żyją z rynków finansowych? jaki jest ich sekret?
  • Jakie jest moje podejście do analizy technicznej?
  • Na czym polega inwestowanie systemowe ?
  • Jak trzymać się obranej strategii?

Zapraszam serdecznie! 🙂

Portfel modelowy #3: All Seasons (Ray Dalio)

Portfel zaproponowany przez Raya Dalio, założyciela największego funduszu (Bridgwater). Jest szeroko zdywersyfikowany, a potrzebę tego dobrze opisał sam Ray Dalio:

Wiem, że każda klasa aktywów miewa dobre i złe czasy. Wiem również, że każda z tych klas podczas życia inwestora będzie przechodzić przez bardzo zły okres. Tak zawsze bywało w historii.

Zatem nie ma próby przewidywania jak rynek będzie zachowywał się w najbliższym czasie, stawiając na szeroki wachlarz aktywów.

Portfel „All Seasons” implementuje tak zwaną koncepcję parytetu ryzyka. Chodzi o to, że zamiast dzielić portfel równo dla poszczególnych klas aktywów, wagi ustalane są według ryzyka jakie niesie poszczególna klasa aktywa w portfelu.

Dla przykładu portfel 60/40, czyli 60% akcje i 40% obligacje, w praktyce oznacza, że nawet ponad 90% ryzyka pochodzi z akcji. Zatem gdy rynek akcji będzie miał gorszy okres, mocno będzie to rzutowało na jego wyniki.

Angielski zwrot „All Seasons” oznacza portfel na każdą porę, bez względu na nastroje na rynku akcji, inflację czy stopy procentowe. Choć niestety z tymi ostatnimi jest jednak kłopot, ponieważ rosnące stopy procentowe mocno im nie sprzyjają.

Skład portfela:

  • akcje z indeksu S&P 500 (18%)
  • akcje małych spółek amerykańskich (3%)
  • akcje z indeksu MSCI EAFE, czyli rozwinięte państwa z Europy, Dalekiego Wschodu i Australia (6%)
  • akcje z indeksu MSCI EEM, czyli państwa rozwijające się (3%)
  • obligacje 10-letnie USA (15%)
  • obligacje 30-letnie USA (40%)
  • indeks towarowy S&P Goldman Sachs Commodity Index (7.5%)
  • złoto (7.5%)

Wyniki portfela za ostatnie pół wieku (1970-2019):

  • Średnia roczna stopa zwrotu: +9.4%
  • Maksymalna strata: -13%

 

Kierunek? — beta numer 2 :-)

Większość krytycznych błędów w System Trader już poprawiona. Dziękuję za wszelkie uwagi! 🙂

Teraz praca mająca na celu uproszczenie korzystanie z aplikacji, nowe funkcjonalności i nowa strategia. Planowana kolejna wersja beta do testów – koniec czerwca. Stay tuned!

Miłej niedzieli! 🙂

Portfel modelowy #2: Harry Browne

Dziś w cyklu pasywnych portfeli stałych kolejna klasyka z tego gatunku – propozycja Harry’ego Browne.

Dla osób szukających mało absorbujących rozwiązań inwestycyjnych jest to prawdopodobnie interesująca strategia, bowiem przy minimalnie mniejszej rocznej stopie zwrotu od portfela 60/40, +9.03%, maksymalna strata kapitału jest ponad dwukrotnie mniejsza – niespełna -13% (dane za okres 1970-2019).

Prowadzenie takiego portfela można obecnie załatwić w prosty sposób via ETF i poświęcać temu nie więcej niż dosłownie 2-3 minuty w roku, kiedy to sprawdzamy czy nie trzeba wyrównać wag w portfelu, tak by nie odbiegały od oryginału.

Skład:

  • bony skarbowe USA (25%)
  • obligacje 30-letnie USA (25%)
  • akcje z indeksu S&P 500 (25%)
  • złoto (25%)

Jak widać portfel jest bardzo „ostrożnościowy”, ponieważ ekspozycja na rynek akcji to zaledwie 25%, a dodatkowo kolejna ćwiartka to gotówka, tu w postaci bonów skarbowych. Warto dodać, że choć bony skarbowe w USA na przestrzeni ostatnich 120 lat przynosiły śladowe zyski (realnie po inflacji ok. 0.3%), jest to i tak lepsze rozwiązanie niż trzymanie gotówki pod przysłowiowym materacem.

Zmniejszenie ryzyka w portfelu powoduje jednak dyskomfort w sytuacji silnej hossy na rynku – od roku 2010 do maja 2020 portfel przeciętnie zarabiał 6.4%, czyli mniej niż szeroki rynek. Coś za coś.

Portfel można modyfikować na wiele sposobów, ale ja wspomnę o dwóch myślę istotnych propozycjach:

  • akcje amerykański zamienić na eskpozycję globalnego rynku akcji (dzięki temu dostając też ekspozycję na wiele walut, a nie tylko USD)
  • obligacje 30-letnie zamienić na obligacje również z ekspozycją globalną, a do tego o krótszym czasie do wykupu

O ile dywersyfikacja globalna pewnie nie wymaga tłumaczenia, o tyle słówko o obligacjach. Im dłuższy termin do wykupu, tym obligacje są bardziej wrażliwe na zmianę stóp procentowych. Ponieważ jesteśmy na historycznych minimach stóp procentowych, ich ewentualne podnoszenie w przyszłości będzie bardziej szkodzić obligacjom o dłuższym okresie do wykupu. Dlatego warto rozważyć obligacje o krótszym okresie do wykupu. Taki wariant również jest zaprezentowany w filmie.

Zapraszam! 🙂

Portfel modelowy #1: 60/40 — zaczynamy nowy cykl edukacyjny :-)

Pierwszy odcinek z cyklu filmów o tzw. stałych portfelach. Na pierwszy ogień klasyka: 60/40. Zapraszam! 🙂

60/40 to najbardziej powszechnie cytowany modelowy portfel na świecie. Często wykorzystywany jest jako benchmark (porównanie) dla innych strategii. Wbrew pozorom nawet tu jest wiele niuansów o których wielu inwestorów nie zdaje sobie sprawy.

Skład portfela:

  • akcje z indeksu S&P 500 (60%)
  • obligacje 10-letnie USA (40%)

Przy tak prostej konstrukcji, za ostatnie 100 lat pozwalał zarabiać 8-10% rocznie.

W filmie omówione są różne warianty i sposoby testowania.

Stay tuned! 🙂

Proste rozwiązania są piękne :-)

Z mojego doświadczenia obserwuję dwie skrajne postawy, jeśli idzie o dobór strategii inwestycyjnej:

  1. Brak strategii 🙂
  2. Strategia, która jest nadmiernie dopasowana do danych historycznych.

Niestety w obu przypadkach finał jest podobny, czyli zły.

Keep it simple! 🙂 Może nie będzie to wyglądało superatrakcyjnie, ale będzie bliższe rzeczywistości, a nie marzeniom.

20 pobrań ST na godzinę! :-) Dzięki!!!

Serdecznie dziękuję Wszystkim, którzy pobrali aplikację ST (ponad 200 osób w niespełna dobę) oraz za bardzo dużo wiadomości: z uwagami, z gratulacjami, z pytaniami i konkretnymi problemami w aplikacji. Doceniam bardzo Waszą pomoc!

Wszystko to skrupulatnie teraz analizuję, tak by niebawem opublikować kolejną, bardziej stabilną wersję. Niebawem też bogatszą o nową funkcjonalność. Za kilka miesięcy aplikacja będzie z Waszą pomocą wyglądać zupełnie inaczej!

Regularnie będę też starał się tworzyć materiały edukacyjne, tak by łatwiej było poznać tak zagadnienia inwestowania jak i samą aplikację.

Przepraszam też, jeśli nie jestem w stanie od razu odpisać, ponieważ zaczyna to przerastać moje skromne moce przerobowe. Dziękuję za zrozumienie. 🙂

Stay tuned!

Ostatnia prosta, czyli wersja beta oprogramowania już niebawem!

Przyznam, że im bliżej, tym trudniej dowieźć pierwszą wersję zapowiadanego oprogramowania. Po prostu szereg drobnych spraw tworzy razem górę roboty. A to obfuskacja kodu psuje wersję instalacyjną (nie martw się jeśli nie wiesz o co chodzi), a to detale z organizacją cyfrowego podpisu kodu, a to tłumaczenie aplikacji na język polski, a to poprawki znalezionych w ostatniej chwili błędów, itd., itp. Do tego wszystkiego chcę wszystko porządnie opisać w artykule, żeby dać szansę zrozumieć zamysł jaki stoi za oprogramowaniem.

Dla tych co jeszcze nie wiedzą: od końca 2018 roku pracuję nad rozwiązaniem, który ma umożliwić w prosty sposób budowanie i testowanie własnego portfela inwestycyjnego. Jeśli wszystko pójdzie z planem, do dwóch tygodni udostępnię pierwszą wersję do testów.

Stay tuned! 🙂

Strategia momentum dla akcji w ostrej defensywie

Z początkiem maja planuję opublikować wczesną beta wersję oprogramowania do budowania własnych portfeli inwestycyjnych. Jedna ze strategii, która będzie „na pokładzie”, to momentum dla indywidualnych akcji. Wspominałem już kilka razy o niej — wszystko dokładnie będę opisywał w maju. W dużym skrócie: kupujemy to co rośnie, sprzedajemy to co spada. W tej wersji nie otwieramy pozycji krótkich — tylko długie.

I tak, zerknąłem na to jak taka strategia radzi sobie w tym trudnym dla rynku akcji roku (do dnia 1 kwietnia, gdy był przeprowadzony ostatni rebalancing portfela). Sprawdziłem wariant portfela oparty o akcje z indeksu S&P 500 oraz NASDAQ-100 w następującej konfiguracji:

  • portfel poddawany jest rebalancingowi pierwszego dnia miesiąca,
  • portfel może zawierać maksymalnie 25 spółek,
  • wagi przydzielanego kapitału dla każdej spółki w portfelu liczone są w oparciu o risk parity,
  • wyniki uwzględniają reinwestowane dywidendy i koszty transakcyjne (wg. taryfy Interactive Brokers + poślizgi cenowe)

Wyniki strategii za okres 01/01/2020 – 01/04/2020:

  1. Portfel oparty na akcjach S&P 500
    • 4% jest w akcjach (w marcu w akcjach było 54% portfela), reszta w gotówce
    • jedyna spółka jaka pozostała w portfelu (i to po redukcji o ponad połowę) to TIF (don’t ask me why :D)
    • stopa zwrotu w tym roku to -14.85% (benchmark S&P 500 TR -22.92%)
  2. Portfel oparty na akcjach NASDAQ-100
    • 100% jest w gotówce (w marcu w akcjach było jeszcze 40% portfela)
    • stopa zwrotu w tym roku to -7.91% (benchmark NASDAQ-100 -14.05%)

To co osobiście lubię w strategiach ilościowych, to obiektywny proces decyzyjny i oszczędność czasu. Nie ma tu w decyzjach miejsca na teorie spiskowe, emocje, wróżenie, czy rumakowanie — liczą się twarde dane. Nie ma gdybania — rynek zawróci?, a może będzie największy krach giełdowy ever?

Aby taką strategię realizować w praktyce, wystarczy poświęcić kilkanaście minut raz w miesiącu (przy tej konfiguracji) na złożenie zleceń. Co nie znaczy, że inwestowanie jest spacerkiem. Nie jest.

Na koniec obrazek z mojej aplikacji dla kilku ostatnich lat strategii opartej na akcjach NASDAQ-100. Strategia jest zyskowna też dla S&P 500 (od 1957 roku).

Stay tuned! 🙂

Szturm materiałów nadchodzi

Nieco cicho na blogu i w podcaście. Ale to cisza przed burzą. Już niebawem sporo materiałów – na początek w formie podcastów, a za kilka tygodni mega wpis z prezentacją nowego oprogramowania do budowy i testowania własnego portfela. Będzie się działo!

Stay tuned! 🙂

Strategia momentum, a pospolita pogoń za rosnącymi cenami

Od chwili opisania strategii GEM opartej na anomalii momentum, otrzymałem kilka pytań, czym to różni się od zwykłej pogoni za rosnącymi wycenami jakiegoś aktywa. Niektórzy wręcz wprost mówili, że momentum to nic innego jak zachowanie „ulicy”, którą „smart money ubiera w bezwartościowe aktywa”. Twardziele kupują przecież spadające noże –  wbrew „ulicy”. 🙂

Dla mniej obeznanych w temacie dodam pokrótce, że liczne badania wskazują, iż anomalia momentum jest szczególnie mocno widoczna dla okresu 3-12 miesięcy. Jeśli w tym czasie cena poruszała się w danym kierunku, jest spora szansa na kontynuację tego ruchu ceny. Powody takiego stanu rzeczy leżą przede wszystkim w błędach behawioralnych, które niejako są w nas wbudowane, ale to temat na inną okazję.

Czym więc strategia momentum różni się od biegania za tłumem z „ulicy”? Otóż, jak sama nazwa wskazuje, jest zaplanowaną strategią działania – to nie tylko sygnał wejścia w rynek, ale i, a może przede wszystkim, moment wyjścia z tegoż rynku. Inwestorzy ulegający tylko emocjom mani zakupowej, myślą o samym wejściu w rynek – zwykle nie mają jednak planu opuszczenia go.

Finał jest taki, że gdy mają zysk, to naturalna tendencja skłania ich do przedwczesnego opuszczenia rynku w obawie, że zamieni się on w stratę. Gdy zaś szybko wejdą w obszar strat, wtedy teoria perspektywy sprawia, że chętniej hodujemy stratę, w nadziei, że rynek zawróci – ciężko nam idzie przyznawanie się do popełnionych błędów. Krótko mówiąc, inwestor zachowuje się nieracjonalnie, bo na drodze ewolucji nie wypracowaliśmy mechanizmów skutecznego inwestowania.

Tymczasem w strategii momentum cały proces otwierania i zamykania pozycji jest w pełni systematyczny, bezduszny, bez podejmowania decyzji na bazie emocji czy „widzimisię”. Inwestor policzył wcześniej swoją przewagę rynkową i konsekwentnie z niej korzysta. Wreszcie, strategia jest zwykle tylko pewnym wycinkiem portfela, a inwestor wystawia do wyścigu kilka koni, czyli kilka odmiennych strategii.

Inwestowanie powinno być proste (co nie oznacza, że łatwe)

Dla mnie kluczem w sytuacjach napięcia na rynkach jest robienie swojego – podążanie za skrupulatnie obraną strategią. Zwykle kilka prostych reguł postępowania daje lepsze wyniki niż próba dzielenia włosa na czworo. Obawiam się, że proces decyzyjny na bazie analizy np. sytuacji wokół korona wirusa, który rozgrzewa teraz emocje na świecie, nie pomógłby mi w lepszym inwestowaniu. Aż roi się tam od błędów poznawczych.

O Analizie Fundamentalnej raz jeszcze

Analiza Fundamentalna (AF) nie leży w obszarze moich kompetencji. Wątpię, bym na bazie dostępnych publicznie informacji był w stanie dostrzec coś, czego nie udało się odszukać innym uczestnikom rynku. Nie wykluczam, że ktoś może się w tym specjalizować, zwłaszcza analizując mniej popularne spółki, które przykładowo ze względu na niską płynność nie są w orbicie zainteresowań dużych instytucji.

Wychodzę z założenia, że cena jest ostateczną daną, tak zwaną zmienną zależną, będącą wypadkową działań wszystkich uczestników rynku bez względu na stosowane przez nich metody. A zatem sensowne jest reagowanie na same jej zmiany i zrezygnowanie z próby jej prognozowania.

Przykładowo bardzo dobrze udokumentowana anomalia rynkowa, tak zwane momentum, pozwala w dużo prostszy sposób budować przewagę inwestycyjną na rynku, niż analiza fundamentalna. Upraszczając nieco, kupujemy aktywo, które podrożało, ponieważ statystycznie jest większa szansa na dalszy wzrost ceny.

Wydaje mi się, że ludzie wolą szukać na rynku okazji inwestycyjnych, niedowartościowanych według nich aktywów, niż kupować coś, co już podrożało (czyli wykorzystując momentum). Wbrew pozorom nie jest łatwo przełamać się psychologicznie do kupna czegoś, co nie wydaje się być okazją cenową. Dobrym przykładem tu jest oczekiwanie od wielu lat korekty na rynku akcji w USA – niektórzy inwestorzy nie wykorzystali wieloletniej hossy. Jak kiedyś powiedział Peter Lynch: o wiele więcej pieniędzy inwestorzy stracili w oczekiwaniu lub próbie przewidywania korekt na rynkach, niż na samych korektach.

Poza tym analizę ceny z wykorzystaniem momentum można w prosty sposób zaaplikować dla dowolnej klasy aktywa. Metody AF stosowane do wyceny spółek są bezużyteczne do wyceny np. złota czy obligacji.

Ale nie chodzi o krtykanctwo, czy deprecjonowanie AF – inwestowanie w wartość jest fundamentem istnienia rynku, którego rolą jest wycena aktywów. Z tego punktu widzenia zawsze będzie miejsce dla analizy fundamentalnej. Dziś łatwo mieć ekspozycję na value, chociażby przez specjalizujące się w tym ETFy. Z drugiej strony, wracając do przykładu z ceną i momentum – inwestorzy w wartość uzależnieni są od anomalii momentum, ponieważ żeby mogli zarobić pieniądze, wycena akcji musi urosnąć do oszacowanej przez nich wartości. 🙂

Więcej w odcinku podcastu o AF.

Ile historycznie zarabiały rynki akcji?

W roku 2019 amerykańskie akcje (mierzone indeksem S&P500 wraz z dywidendami) urosły nieco ponad 30%. To działa oczywiście na wyobraźnię, zwłaszcza mniej doświadczonych inwestorów, będąc źródłem do tworzenia nierealnych wizji odnośnie tego ile (i jak łatwo) można zarabiać na rynku akcji w długim terminie. Rzućmy zatem małą garścią statystyk z dłuższego okresu (*).

Amerykański rynek akcji od roku 1900 do 2018 wygenerował roczną stopę zwrotu na poziomie 9.4%, a urealniając wynik o inflację daje nam to 6.4%. Gdyby wrzucić do worka wszystkie rynki świata, akcje po uwzględnieniu inflacji dały zarobić 5% rocznie. W sumie nadal brzmi nieźle dla niektórych, zwłaszcza, jeśli ktoś „inwestuje” na lokatach w banku (gdzie urealniona stopa zwrotu o podatki i inflację jest często ujemna). Tyle, że to nie był spacerek w ciepłe niedzielne popołudnie – w tym czasie rynek potrafił tracić ponad 50% (i to znacznie) swojej wartości.

To z kolei oznacza, że realnie nikt nie wytrzyma takich zjazdów na kapitale, jeśli na szali jest postawiony poważny kapitał. Dlatego też, bez względu na to, czy inwestujemy aktywnie, czy pasywnie (w tym i dywidendowo), konstrukcja portfela powinna dla naszego dobra uwzględniać inne klasy aktywów (np. obligacje). Sprawa kolejna, o ile ktoś nie jest krótkoterminowym spekulantem, zwroty z rynku akcji w krótkim terminie (tu oznacza to nawet lata) mogą się mocno wahać od tej uśrednionej wartości – standardowe odchylenie dla rocznej stopy zwrotu w USA wynosi niemal 20%. I wreszcie na koniec – mówimy tu o przeszłości – nikt nie wie jak będzie w przyszłości. Ale to już temat na inną historię. 🙂

(*) P.S. Polecam raport „Credit Suisse Global Investment Returns Yearbook”, który tradycyjnie już każdego roku jest aktualizowany. Jest to kopalnia wiedzy o historii rynków kapitałowych sięgając do roku 1900.

Ciemne strony ubierania szortów

Widać ocieplenie klimatu przeniosło się już nawet na rynek akcji, bo popularne zrobiło się ostatnio w Polsce ubieranie szortów w środku zimy. OK, ale bez żartów już…

Być może niektórzy sądzą, że otwieranie krótkiej pozycji, to to samo co otwarcie pozycji długiej, tyle, że odwracamy wykres do góry nogami i siup! Każdy, kto budował strategie podążania za trendem wie, że tak to nie działa – są tam one z innych powodów. Wygładzają linię kapitału, ale najczęściej nie pomagają w generowaniu wyższych zysków. A mówimy w przypadku takich strategii o krótkich pozycjach otwieranych na różnych klasach aktywów, zwykle jednak… no właśnie – nie na akcjach.

Dlaczego? Bo akcje z natury mają tendencję do wzrostu. Spadki na tym rynku zaś mają tendencje do bardzo gwałtownych ruchów – nie bez powodu mówi się, że byki wchodzą na górę schodami, a niedźwiedzie skaczą przez okno.

Przetrzymywanie dniami, tygodniami czy wręcz miesiącami w portfelu akcji w okresach bessy, bez względu na to, czy jest to długa czy krótka pozycja, jest ryzykowne. Ich zmienność robi się ogromna i to w obu kierunkach, co często kasuje zyski zanim uciekniemy z rynku. Z tego powodu chociażby strategia oparta na momentum jak GEM nie alokuje kapitału na rynku akcji po krótkiej stronie rynku.

Otwieranie krótkiej pozycji na rynku akcji, który jest w silnym trendzie wzrostowym, a następnie hodowanie na niej straty to z kolei dobry pomysł na strzelanie sobie w kolano w nieco inny sposób. A to dlatego, że na takim rynku mogą rosnąć również spółki określane śmieciami, ze względu na ogromną korelację całego rynku akcji. Dlatego dywersyfikacja na tym rynku daje ograniczone efekty.

Jest też ciekawy paradoks związany z otwieraniem krótkich pozycji. Jeśli otworzymy pozycję długą, a walor rośnie przez dłuższy okres średnio o 1%, to za każdym razem nasz zysk jest większy, bo liczony jest od większego kapitału. W przypadku pozycji krótkiej za każdym razem 1% spadku liczony jest od mniejszego kapitału, bo ten się po prostu kurczy.

Nie zapominajmy też o kosztach związanych z pożyczaniem akcji do krótkiej sprzedaży, które ciążą na finalnym wyniku transakcji.

No i jeszcze jedno: o ile w długiej pozycji strata jest ograniczona na poziomie 0 (poniżej tej wartości cena waloru nie spadnie), to w przypadku krótkiej pozycji nasza strata jest nieograniczona (o ile mamy nieograniczone środki na depozyt).

Podsumowując: krótka strona rynku jest po prostu trudna. Szczególnie na rynku akcji.

Strategia dla rynku akcji, c.d.

Strategia „momentum”, testowana dla akcji z indeksu S&P 500 od 1957 roku – ciąg dalszy. Różnica do poprzednich wyników jest taka, że tym razem portfel maksymalnie zawiera 20 spółek, a nie 25.

Mam też prosty pomysł na poprawę strategii polegający na tym, by w miejscu gotówki, gdy nie jest ona zainwestowana w akcje, wstawić obligacje. Liczę na poprawę wyników w dwójnasób: zmniejszenie obsunięcia kapitału (mniejsze ryzyko) i zwiększenie zyskowności. Tym bardziej, że w sytuacjach kryzysowaych jak w 2008 roku, portfel miesiącami „siedział” w większości na gotówce. Stay tuned! 🙂

PS. Wyniki dla rebalancingu robionego raz na 3 miesiące. Okazuje się, że rebalancingi robione dużo częściej niekoniecznie pomagają. W niedalekiej przyszłości planuję wszystko dokładnie opisać na blogu.

 

Strategia dla rynku akcji

Niestety natłok wielu spraw powoduje, że wolniej publikuję u siebie niż planowałem (chociaż w tygodniu pojawi się mega materiał, zwłaszcza dla początkujących).

W ramach „trailera” zamieszczam wyniki ze strategii za ostatnie 25 lat, chociaż jeszcze w tym kwartale powinienem przedstawić pełny materiał, z testami od 1957 roku (wtedy powstał indeks S&P 500). Tu tylko powiem, że unikając optymalizacji jak ognia, strategia stabilnie działa od 1957 do dziś.

Na szybko, założenia:

  • każdego kwartału ze spółek indeksu S&P 500 robiony jest ranking spółek o największym momentum (opiszę to dokładniej w przyszłości)
  • wybierane jest 25 spółek, których momentum jest najwyższe, przy czym jest założony pewien minimalny próg – może się okazać, że w portfelu jest mniej niż 25 spółek (lub nie ma żadnej); w efekcie portfel nie musi w 100% być zaalokowany w akcje
  • każdego kwartału realizowany jest rebalancing na podstawie rankingu
  • każda spółka może mieć inny udział w portfelu ze względu na ryzyko (risk-parity)
  • dla realności wyników, uwzględniono koszty transakcyjne, a transakcje zawierane są po cenie zamknięcia dnia następnego
  • dane S&P 500 uwzględniają oczywiście zmiany portfela indeksu w czasie jak i wszystkie operacje typu splity czy dywidendy.

Tak, wystarczy raz na trzy miesiące zrobić rewizję portfela i zająć się czymś innym. 😉

Stay tuned!

Zaprojektuj swój portfel inwestycyjny

ST to oprogramowanie, które w prosty sposób pozwoli Ci dobrać strategię inwestycyjną, spełniającą Twoje potrzeby i wymagania.

×
×
×