Pobierz skondensowaną porcję wartościowej wiedzy o inwestowaniu!🙂

Po ponad dwóch latach pracy nad oprogramowaniem dla inwestorów przeszedł czas na jego przedsprzedaż. W tym odcinku opowiem o tym procesie: od momentu startu projektu, aż do chwili pierwszej sprzedaży. Podzielę się swoimi doświadczeniami, wnioskami, popełnionymi błędami, przemyśleniami i planami na przyszłość.

Wbrew temu co się powszechnie mówi, nawet najlepszy produkt sam się nie sprzeda. Stworzenie i promowanie mojego produktu wymagało umiejętności na wielu płaszczyznach: inwestowania, IT oraz marketingu. Zwłaszcza ten ostatni aspekt był i jest nadal dla mnie ogromnym wyzwaniem. Otwierając blog i podcast systemtrader.pl od początku przyświecało mi to, aby dostarczać realną, praktyczną wartość dla odbiorcy. Oferując swój pierwszy produkt w postaci oprogramowania nie jest inaczej. Czuję natomiast jeszcze większą odpowiedzialność za to co robię, bo najwyższym dowodem uznania dla mojej pracy jest moment, gdy ktoś jest gotowy za nią mi zapłacić.

W tym odcinku

  • Zarabiać na biznesie czy inwestowaniu?
  • Co to jest oprogramowanie „System Trader”
  • Nakłady pracy na rozwój oprogramowania
  • Jak wyglądała oferta produktu w przedsprzedaży?
  • Przebieg przedsprzedaży krok po kroku
  • Wyniki przedsprzedaży
  • Podziękowania dla osób wspierających mój projekt 🙂
  • Podsumowania i wnioski z przedsprzedaży
  • Jakie błędy popełniłem w przedsprzedaży?
  • Z jakich narzędzie korzystałem w przedsprzedaży?
  • Plany na przyszłość

Osoby i strony wspomniane w odcinku

Konferencje

Konferencja BOILING FROGS. 20 marca będę tam prelegentem. 🙂 Tematyka skierowana jest głównie do ludzi z branży IT, ale wiem, że wiele osób konsumujących moje treści jest z nią związana. Pierwsze dwie osoby, które napiszą do mnie na jacek (at) systemtrader.pl wyrażając chęć uczestnictwa w konferencji, otrzymają darmowe „wejściówki”. NAGRODA JUŻ ROZDANA. 🙂 Nagroda pocieszenia to 20% rabat na tej stronie. UWAGA: link będzie działać tylko do przyszłego piątku do końca dnia (19 luty 2021).


Konferencja BTFD.TV (Buy The Financial Dip). 6 marca będę prelegentem konferencji w stylu cyberpunkowym. 🙂 Paradoksalnie będę mówił nie o „dip”, czyli kupowaniu „dołków”, a momentum. 🙂

Pobierz aplikację System Trader

WIĘCEJ O OPROGRAMOWANIU…

  • Projektuj portfel w oparciu o wbudowane strategie
  • Konfiguruj strategię według własnych preferencji
  • Testuj portfel na wbudowanych danych historycznych
  • Pobierz bieżące dane rynkowe z darmowych źródeł
  • Inwestuj według planu, nie emocji
Pobierz
 

TRANSKRYPT PODCASTU

czyli wersja do czytania

Wstęp

Witam was w 60. odcinku mojego podcastu „System Trader”. Dziś porozmawiamy sobie o przedsprzedaży mojego pierwszego produktu: oprogramowania System Trader. Natomiast zanim przejdziemy do meritum tego odcinka, taka krótka uwaga: zachęcam żebyście wytrwali ze mną mimo wszystko do końca, ponieważ przygotowałem dla was pewną niespodziankę, właściwie prezent. Szybko nadmienię, że w marcu będę prelegentem na dwóch konferencjach. Jedna z nich to konferencja bynajmniej nie finansowa, a z branży IT, czyli o tym, kim tak naprawdę z zawodu jestem, czyli programistą. Konferencja nazywa się Boiling Frogs. Zachęcam, żeby zostać ze mną do końca tego odcinka, bo będzie tam kilka interesujących szczegółów, jak również kilka innych ogłoszeń parafialnych.

Chciałem jeszcze powiedzieć o jednej rzeczy. 18 stycznia były trzecie urodziny mojego bloga. Byłem jednak tak megapochłonięty pracą, że umknęło to mojej uwadze. No cóż, mam nadzieję, że to jest dopiero początek naszej przygody, więc będzie jeszcze niejedna okazja, aby poświętować urodziny.

Przechodzimy więc do meritum tego odcinka.

Biznes, czy inwestowanie?

Mój podcast i mój blog niezmiennie mają ten sam profil, czyli one i ja głównie poświęcają czas rynkom finansowym i inwestowaniu. Natomiast dzisiejszy odcinek jest nieco o biznesie i tak naprawdę ktoś może zadać sobie pytanie, czy coś się tutaj nie zmienia? Bo powinienem mówić o tym, jak zarabiać na inwestowaniu, a nie jak zarabiać na biznesie.

Wbrew pozorom te dwie rzeczy całkiem dobrze się przenikają i tutaj gwoli jasności kilka zdań ode mnie. Otóż dlaczego mówię o zarabianiu na sprzedaży oprogramowania, a nie właśnie o tym jak zarabiam na inwestowaniu? Generalnie, co do zasady, inwestujemy nadwyżki, a nie szukamy drogi na skróty, chcąc osiągać jakieś nadzwyczajne stopy zwrotu na niewielkim kapitale w szybkim czasie. To nie jest tak, że mamy np. mało kapitału, zbyt mało kapitału, być może mamy jakieś problemy finansowe i chcemy nagle jakimś skrótem, magicznym zaklęciem spowodować, że będziemy mieć tych pieniędzy więcej i dlatego interesujemy się inwestowaniem i rynkami finansowymi. Jestem absolutnie przeciwnikiem takich rozwiązań, więc inwestujemy nadwyżki finansowe po to, aby móc je zagonić do bardziej wytężonej pracy.

Żeby móc żyć z inwestowania na rynkach finansowych trzeba mieć spory kapitał. Historycznie, jak wiecie, rynki akcji na świecie przez około 100 ostatnich lat zarabiały 5 proc. powyżej inflacji. Jeżeli powiemy sobie, że chcemy zarabiać znacznie więcej, to znaczy, że musimy ten rynek pobić, a to udaje się naprawdę niewielu w długim czasie. Dlatego też warto mieć realne założenia. W moim przypadku, żebym mógł żyć tylko i wyłącznie z inwestowania własnego kapitału, musiałbym mieć tego kapitału ponad 5 mln zł, a właściwie nawet bezpieczniej bym się czuł, gdybym go miał gdzieś w okolicach 10 mln zł. Tylko po to, żeby móc zachować podobną stopę dochodów z inwestowania do tych dochodów, które mam obecnie z mojej pracy zarobkowej.

Jak to policzyłem: rocznie zarabiam około pół miliona złotych jako programista, czyli przy pomyślnych wiatrach, zarabiając nawet 10 proc. rocznie, ale nie wliczając już w to inflacji, to właściwie dopiero mając te 5 milionów mógłbym mieć mniej więcej porównywalną stopę dochodów co z mojej pracy zarobkowej. To jest i tak bardzo duże uproszczenie, ponieważ na rynku nie zarabiamy liniowo, nie zarabiamy tak, że każdego roku jak od linijki będziemy mieć właśnie 10 proc. Może być taki rok, że zarobimy 20 proc., a może być też taki rok, a i nawet kilka lat, gdzie będziemy tracić pieniądze. Mówiąc krótko ta zmienność może być bardzo duża na rynku kapitałowym, dlatego też, żeby mieć pewien komfort psychiczny, to żeby móc żyć tylko i wyłącznie z inwestowania, to pewnie wolałbym mieć w portfelu gdzieś 10 mln zł kapitału.

Nawet wówczas, gdybym go miał zaoszczędzonego na tym poziomie i mógłbym żyć tylko i wyłącznie z inwestowania, to inwestowanie wcale nie musi zajmować 40 godzin w tygodniu. Ono może zajmować nawet mniej niż 40 godzin w roku i ja osobiście jestem nawet orędownikiem takiego podejścia, gdzie poświęcamy tym rynkom jak najmniej uwagi, jak najmniej czasu.

Inwestowanie wcale nie musi zajmować 40 godzin w tygodniu. Ono może zajmować nawet mniej niż 40 godzin w roku

Dlatego też dla mnie wolność finansowa nie oznacza bynajmniej, że nic nie robię. Owszem, chcę mieć więcej czasu na to, żeby podróżować, czytać dla przyjemności, ale chcę też i będę chciał nadal „challengować”, czyli realizować jakieś nowe projekty, wchodzić w jakieś nieznane mi obszary. Po to, żeby odkrywać niejako siebie na nowo – i to nie tylko i wyłącznie dla pieniędzy.

Kończąc już mój wywód na temat biznesu i inwestowania, to uważam, że jak już prowadzimy firmę, tak jak ja prowadzę firmę, a właściwie dwie, przynajmniej od tej formalnej strony, to firma ma za zadanie zarabiać pieniądze, ma być zyskowną firmą. Bo zwyczajnie nie widzę problemu, żeby brać pieniądze za dobrze wykonaną pracę, za dobrze wykonaną usługę. Wierzę też głęboko w to, że każdy biznes można prowadzić przyzwoicie, z zachowaniem norm etycznych, zwłaszcza jak robimy to w branży finansowej.

Z kolei jeśli chodzi o inwestowanie, to proszę się tutaj nie bać, absolutnie nie zmieniam profilu mojego podcastu i o inwestowaniu będzie jeszcze bardzo dużo. Chciałem jeszcze w tym momencie przypomnieć, że ruszam z cyklem „Publicznego portfela IKZE”, gdzie będę pokazywał, jak inwestuję swoje pieniądze w ramach konta emerytalnego, wykorzystując jedną ze strategii dla rynku akcji. W tym przypadku będę to robił na akcjach polskich, na Giełdzie Papierów Wartościowych. Na stronie do tego odcinka, czyli systemtrader.pl/060 będą wszelkie szczegóły, jeżeli ktoś jest zainteresowany.

Co to jest oprogramowanie System Trader?

Pomówmy sobie o tej przedsprzedaży. Dla tych osób, które być może dopiero zaczynają swoją przygodę z moim blogiem i moim podcastem, to tak dla wyjaśnienia, co w ogóle sprzedawałem. Otóż sprzedawałem oprogramowanie System Trader. Jest to oprogramowanie, które ma na pokładzie kilkadziesiąt gotowców inwestycyjnych w formie portfeli pasywnych, jak i kilku, a właściwie dwóch strategii aktywnych. To oprogramowanie umożliwia testowanie sięgające nawet 120 lat wstecz i daje możliwość stworzenia własnych strategii pasywnych. Można budować według własnych preferencji swoje portfele pasywne, które na przykład później będziemy realizować w oparciu o fundusze ETF lub też możemy konfigurować do własnych potrzeb, do własnego rynku aktywne strategie czy to dla rynku ETF-ów, czy dla rynku spółek dobieranych indywidualnie do portfela.

Oprogramowanie umożliwia też pobieranie aktualnych danych rynkowych, czyli to nie jest tylko tak, że mamy 100, 120 lat danych historycznych, ale możemy też nasz portfel prowadzić na bieżąco, pobierając aktualne dane rynkowe. Generalnie przyświeca mi taka idea, żeby móc inwestować według planu, a nie emocji. Napisałem nawet taki artykuł, który również podlinkuję na stronie do tego odcinka.

Temu oprogramowaniu przyświeca podejście do inwestowania oparte na metodach skwantyfikowanych, czyli jest to takie podejście „quant”. Decyzje inwestycyjne, które są oparte na twardych liczbach, na twardych danych, a nie na domysłach.

Prace nad oprogramowaniem rozpoczęły się w roku 2018, a konkretnie gdzieś na jesieni. Takim triggerem, do tego żeby w ogóle zacząć to robić, a wówczas jeszcze nie wiedziałem, że będę to robił w formie produktu oferowanego komercyjnie, był wywiad z jednym z moich gości, Tomem Basso. To jest słynny inwestor, trader amerykański, który jest też m.in. bohaterem książki Jacka Schweigera Czarodzieje rynku. On, opowiadający o inwestowaniu według filozofii podążania za trendem, był takim przyczynkiem do tego, żeby też nieco zmienić swoje podejście inwestycyjne, które wówczas było takie wybitnie krótkoterminowe. Zacząłem wtedy poszukiwać jakiegoś pomysłu, żeby nieco wydłużyć horyzont inwestycji, które realizowałem, żeby nieco odetchnąć od tego rynku, żeby być mniej zaangażowanym w ten rynek. I tak właśnie powstał ten projekt, zupełnie nie było tam jeszcze zamiarów komercjalizacji tego, jako coś co chciałbym oferować komukolwiek.

W marcu 2020 zapowiedziałem pierwszy raz, tak oficjalnie, premierę bety, która pojawiła się w maju 2020 roku, czyli niespełna rok temu. I tak to szybko poleciało, że 14 grudnia 2020 roku zorganizowałem swoją pierwszą przedsprzedaż. To była przedsprzedaż, ponieważ oprogramowanie do teraz jest w wersji beta, ale na koniec marca 2021 roku planuję już wydać pierwszą oficjalną wersję i wtedy zorganizować kolejne okienko sprzedażowe.

Jak widać po tytule tego odcinka podcastu, przedsprzedaż okazała się sukcesem – w tym znaczeniu, że znaleźli się chętni, aby zapłacić za mój produkt, który jeszcze nie jest de facto finalnym produktem. Mimo tego znalazło się sporo osób, które zaufały i zdecydowały się mi zapłacić.

Szczęście i przypadek? A może ciężka praca?

Chciałbym wnieść w tym momencie uwagę do tytułu tego odcinka, że te „200 tysięcy w jeden miesiąc” brzmi tak clickbaitowo. Ja tego nie ukrywam, bo to jest clickbaitowe, natomiast to nie jest tak, że ten wynik jest jakimś przypadkiem. Oczywiście wiele szczęścia po drodze należy mieć, żeby zrealizować wiele rzeczy w życiu i tego też nie chcę tutaj ukrywać, choć szczęściu, które nam sprzyja, trzeba na każdym kroku pomagać. Jak to się mówi, szczęście sprzyja lepszym. Natomiast ja mam na myśli takie kwestie jak to, że jestem zdrowy, to że los tak pokierował moim życiem, że poszedłem w stronę IT, co z kolei spowodowało, że mogłem pracować i nadal pracuję w miejscach, które pozwalają mieć całkiem sensowne zarobki i tworzy to wiele możliwości, również biznesowych, na przyszłość.

Czy też przez szczęście rozumiem to, że kiedyś zupełnie przypadkowy lunch zjadłem z kolegą, który akurat wybierał się do Brukseli i w ten sposób zainspirował mnie, żeby spróbować kontraktu w Brukseli. I tak wyjechałem na pierwszy próbny roczny kontrakt w 2012 roku. Zrobił się rok 2020, a ja nadal nagrywam te słowa z Brukseli.

Tak że to szczęście na pewno jest nam na każdym etapie w życiu potrzebne, ale tak naprawdę za wynikiem tej przedsprzedaży kryje się masa pracy i chcę o tym powiedzieć wprost, żeby nie tworzyć w kimś nierealnych oczekiwań. Otóż wynik tej przedsprzedaży to jest tak naprawdę wynik wielu wyrzeczeń, nerwów, skrajnych emocji. Gdyby nie pasja do rynków i zacięcie do tego, czego się podjąłem, żeby zrealizować, gdyby nie wytrwałość i upartość w dążeniu do celu, to porzuciłbym ten projekt, prawdopodobnie już wielokrotnie i bardzo szybko, dawno temu w przeszłości.

Trzeba jeszcze zaznaczyć, że często poza czysto biznesowymi wyzwaniami są też wyzwania natury ludzkiej. Otóż wychodząc do ludzi i w przestrzeń publiczną, publikując tam swoje materiały, musimy liczyć się z tym, że z drugiej strony są różne osoby. W zdecydowanej większości są to bardzo pozytywne osoby, które bardzo pozytywnie odpowiadają, jeżeli odpowiadają, na to, co robię.

To, że ktoś czegoś nie lubi, co ja dostarczam, to jest jak gdyby zrozumiałe. Natomiast zdarzają się „czarne owce”, osoby, które dają nam znać o tym w taki sposób, który właściwie już jest hejtem. To nie jest nawet jakaś konstruktywna krytyka, tylko to jest na takiej zasadzie, żeby nam dopiec. Dążę do tego, że w całej drodze do powiedzmy „sukcesu” biznesowego czy blogowego, czy podcastowego, trzeba sobie też wyrabiać taką twardą skórę. Ona jest musem, aby móc pracować w przyszłości i nie dawać się jakoś wybić z rytmu pracy przez to, że od czasu do czasu ktoś nam przyśle niemiłą wiadomość. A swoją drogą, to pozdrawiam wszystkich hejterów, chociaż myślę, że mam ich bardzo, bardzo niewielu. 🙂

Bardzo łatwo widać sukcesy, bo one są – powiedzmy – bardzo mocno nośne, natomiast zdecydowanie trudniej nam dostrzegać drogę do dochodzenia do sukcesów. A ta droga jest zdecydowanie mniej atrakcyjna niż to, co oczywiście widzimy już jako zwieńczenie tego wysiłku. Np. do dziś pamiętam, jak wystartowałem ze swoim blogiem i podcastem w 2018 roku. Po kilku miesiącach miałem taką myśl: „Cholera, no to teraz wziąłem sobie na kark jakiś dodatkowy zbiór zadań, dodatkową robotę, bo przecież ktoś teraz czeka na kolejną porcję moich materiałów. No i właściwie to teraz, no cóż, klamka zapadła. Muszę już dotrzymać tego, co poniekąd gdzieś tam obiecałem, co zadeklarowałem.”

Zdecydowanie trudniej nam dostrzegać drogę do dochodzenia do sukcesów. A ta droga jest zdecydowanie mniej atrakcyjna niż to, co oczywiście widzimy już jako zwieńczenie tego wysiłku

Pewnie łatwiej jest z produktem typu szkolenie, które można zrealizować w przeciągu kilku miesięcy. Gorzej, jeżeli to jest mimo wszystko skomplikowany produkt, jakim jest oprogramowanie. Przy takim produkcie jest jeszcze trudniej, ponieważ to nie jest już tylko poświęcanie swojego czasu, natomiast jest to też często poświęcanie pieniędzy. Nie dość, że tego czasu poświęcamy mnóstwo – w moim przypadku już można by policzyć w tysiącach, to są to też konkretne nakłady finansowe.

To nie jest tak, że byłem w stanie zrealizować wszystko samodzielnie i w tym momencie właściwie już robię coraz mniej w tym projekcie, od strony takiej czysto technicznej, bo po prostu zwyczajnie zabrakłoby mi czasu. Dodatkowo, jeżeli chodzi o nakłady finansowe, to bodajże od kwietnia zeszłego roku ograniczyłem też swoją pracę zarobkową. Zarobkowo pracuję w tym momencie średnio cztery dni w tygodniu, żeby mieć właśnie więcej czasu na realizację swojego projektu. Gdyby to przeliczyć na konkretne pieniądze… ja nawet tego nie staram się robić, ponieważ to by nie działało na mnie jakoś bardzo motywująco.

Nie będę w tym odcinku robił rozpiski, jakie koszty poniosłem po drodze. Kiedyś, przy okazji innego odcinka robiłem taką. Powiem tylko tyle, że pierwsza przedsprzedaż była dla mnie o tyle zbawienna, że pierwszy wynik sprzedażowy spowodował, że wyszedłem, powiedzmy, gdzieś na zero, tak? Czyli jeżeli będę w stanie sprzedać oprogramowanie w kolejnych okienkach sprzedażowych, to wreszcie będę mógł „odcinać te kupony”.

Mówię o tym wszystkim dlatego, że to nie jest tak, że nagle jakimś przypadkiem zarobiłem w miesiąc 200 tysięcy złotych, bo akurat trafiłem los na loterii. Tak to nie było. Za tym wszystkim kryje się bardzo, bardzo dużo pracy.

Jak wyglądała oferta?

Jak mówimy o przedsprzedaży i już wiecie, co sprzedawałem, co sprzedaję, to przedstawię kilka szczegółów tej oferty, jaka była w przedsprzedaży, bez wchodzenia w bardzo głębokie detale. Otóż po pierwsze swoje oprogramowanie sprzedaję w modelu subskrypcyjnym. Pojawiało się tu często pytanie: „Dlaczego?” Po pierwsze dzięki temu, że oprogramowanie jest w modelu subskrypcyjnym, próg wejścia dla klienta jest niższy, mniejszy. Tak mogę zaoferować produkt w niższej cenie. Oczywiście on jest na ograniczony czas i jeżeli ktoś będzie chciał dłużej korzystać z tego produktu, to będzie musiał znów zapłacić za kolejny okres korzystania z tego oprogramowania, Niemniej jednak jest to bardziej przystępne, żeby wydać – załóżmy na to – dolne kilkaset złotych niż od razu kilka tysięcy.

Poza tym oprogramowanie z natury bazuje na danych rynkowych i ma w sobie wbudowane dane historyczne. Część z nich jest kupowana przeze mnie w ramach licencji, które muszę opłacać i nie mogę ich komuś w nieskończoność oferować. Gdybym w pewnym momencie zaprzestał kupowania tych danych, to nie mógłbym ich nikomu oferować. A jeżeli dałbym komuś oprogramowanie na czas nieograniczony, to mógłbym mieć w tym momencie problemy.

Gdy mówimy o danych, to jest tu jeszcze jeden aspekt -oprogramowanie zawiera w sobie zarówno te historyczne, jak i bieżące. Owszem, są dostępne darmowe czy quasi-darmowe źródła, nieoficjalne, które jutro mogą nie działać, jak np. www.yahoo.com czy https://stooq.pl. Planuję i są prowadzone w tym kierunku prace, aby dostarczyć do aplikacji rzetelne źródło danych, opłacone przeze mnie. Po to, aby tworzony w oprogramowaniu portfel móc prowadzić na bieżąco. Siłą rzeczy ciężko jest sprzedać oprogramowanie, w którym będę mógł oferować takie dane w nieskończoność, dlatego model subskrypcyjny ma uzasadnienie w tym kontekście.

Ostatni aspekt przemawiający za modelem subskrypcyjnym jest taki, że oprogramowanie bardzo mocno się w tym momencie rozwija. Czysto biznesowo łatwiej jest mi zachęcić potencjalnego klienta do tego, aby zechciał przedłużyć subskrypcję, gdy widzi kolejne wersje oprogramowania oferujące coraz więcej, ma coraz większą wartość. Być może znajduje się tam coś, co zachęca tego klienta, aby być moim klientem jeszcze dłużej. Mam nadzieję, że właśnie tak się będzie działo.

Oferta była prosta, bo na jedno oprogramowanie System Trader, w dwóch różnych wariantach długości subskrypcji. Można było kupić je na jeden rok w cenie 365 złotych brutto albo na dwa lata, w przedsprzedaży za 595 złotych. Ponieważ nie sprzedawałem tego jako firma z Polski, to działające w Polsce firmy/osoby, będące czynnymi płatnikami podatku VAT, mogły je nabyć w cenie netto. Wystarczyło przy zamówieniu podać swój numer NIP VAT i wtedy tak zwane obciążenie zwrotne powodowało, że oprogramowanie można było kupić w cenie netto.

To, dlaczego sprzedaję oprogramowanie jako firma zagraniczna, jest tematem na osobną dyskusję i oddzielny odcinek, podobnie jak organizowanie kwestii podatkowych przy działaniu w skali międzynarodowej. Nie czuję się fachowcem w tej dziedzinie, dlatego pomyślałem o zaproszeniu eksperta od podatków międzynarodowych, od zakładania i prowadzenia firm w innych krajach z poszanowaniem prawa. To są bardzo skomplikowane kwestie i nie chcę sam zbyt dużo mówić na ten temat, gdyż nie czuję się kompetentny. Tym bardziej, że nie mieszkam teraz w Polsce, a wiem, że w zależności od kraju występują pewne różnice. Np. to, co mogę robić jako rezydent Belgii nie znaczy, że mógłbym tak samo postępować jako polski rezydent podatkowy. Dlatego nie chciałbym wprowadzić kogokolwiek na jakąś minę podatkową. Oczywiście, pojawiało się kilka pytań dotyczących prowadzenia biznesu przez zagraniczną spółkę. Jeżeli ten temat będzie się nadal cieszył popularnością, to postaram się zaprosić jakiegoś eksperta, aby móc z nim o tym porozmawiać.

Przedsprzedaż krok po kroku

Wiemy już, że przeprowadziłem przedsprzedaż i że zakończyła się ona sukcesem, bo znaleźli się klienci. Teraz opowiem, jak wyglądała, niemal dzień po dniu. Przedsprzedaż uruchomiłem 14 grudnia 2020 roku. Pierwszy dzień przyniósł, zaledwie albo aż, 6 sprzedanych licencji. Abyście mieli jasność, nie miałem żadnych oczekiwań co do tego, jak ta przedsprzedaż może się zakończyć. Powiedziałem sobie w duchu, że chciałbym osiągnąć wynik na poziomie około 100 tysięcy złotych brutto.

Ciężko było ocenić, czy te 6 licencji na początek to było dużo czy mało, bo wciąż miałem przed sobą praktycznie miesiąc sprzedaży. Nie była ona jednak równa. Bywały dni, w których osiągałem przychód na poziomie 3-4 tysięcy złotych, ale również takie, dokładnie 4, podczas których nie sprzedałem ani jednej licencji. To były ciężkie chwile, podczas których nachodziły mnie myśli, że może coś nie tak zrobiłem, że oferta nie jest atrakcyjna. Może jest atrakcyjna tylko dla mnie, a ludzie nie podzielają takiej opinii?

Pozwolę sobie na małą dygresję – na początku przedsprzedaży, chyba w grudniu 2020 roku, otrzymałem takie pytanie od jednego z klientów: czy pojawiający się na fakturze numer określa liczbę licencji, które już sprzedałem? Otóż był to numer faktury, generowany automatycznie i wyrażony w tysiącach, a w przypadku tego klienta wynosił on powyżej 7 tysięcy. Uśmiechnąłem się w duchu i pomyślałem: „Wow, to byłoby coś niesamowitego i zapewne byłby to wynik blogera sprzedającego oprogramowanie w skali światowej wręcz unikatowy”. Tak naprawdę w tamtym momencie miałem sprzedanych około 100 licencji, raczej mniej niż sto. Tak że rozdźwięk między tym, co było niby widać, a tym, co się rzeczywiście działo, był spory, delikatnie mówiąc.

Od 14 grudnia 2020 roku do 9 stycznia bieżącego roku miałem totalną huśtawkę nastrojów, dosłownie rollercoaster, od wiary w siebie w totalną niewiarę w siebie. Raz się czułem megagenialnie, widziałem, że wszystko idzie w dobrą stronę, sprzedaż wzrasta, osiągnę sukces, a drugim razem myślałem, że to zupełny niewypał. Wiedziałem, że będę chciał o tym poinformować, nawet gdyby się nie udało, chcąc być do końca transparentnym i w pełni wiarygodnym. Nawet gdyby aplikację kupiło kilka – kilkanaście osób, to bym o tym powiedział.

Bardzo dobrze pamiętam 9 stycznia. To była sobota wieczór, kiedy napisałem mejla do mojego serdecznego kolegi Michała Szafrańskiego w temacie przedsprzedaży, że idzie ona tak sobie. Byłem wtedy w dosyć słabej dyspozycji psychicznej i totalnym dołku sprzedażowym. Jak na giełdzie, kiedy nadchodzi bessa i totalna niewiara w to, że rynek może się kiedykolwiek odbić, kiedy nikt nie chce już niczego kupować, wszyscy się poddają. Jednak to właśnie jest ten moment, kiedy jak najbardziej trzeba inwestować. Podobnie wygląda to na gruncie biznesowym, sprzedażowym, jak zauważyłem.

Michał bardzo konstruktywnie mnie wsparł. Następnego dnia wszystko zmieniło się o 180 stopni, zaczęło nabierać barw. Tego dnia całkowity wynik sprzedaży wynosił około 60 tysięcy złotych. Pomyślałem, że skoro już jest 9 stycznia, to do dwunastego prawdopodobnie nie uda mi się dobić do tych planowanych 100 tysięcy złotych. Z drugiej strony mam pierwszych klientów, których należy cenić i być im wdzięcznym za obdarzenie zaufaniem. Czułem jednak pewien niedosyt.

Tego dnia sprzedaż wynosiła około 2 tysięcy złotych. Zakładałem, że jak dorzucę do tego jeszcze 10, góra 20 tysięcy i dobiję łącznie do 80, to będzie maksymalny poziom, jaki osiągnę (przedsprzedaż miała się zakończyć we wtorek). Tymczasem następnego dnia, w niedzielę 10 stycznia, ruszyło i sprzedałem licencje warte 12 tysięcy złotych. Kolejnego dnia sprzedaż przyspieszyła jeszcze bardziej, bo przychód wyniósł około 26 tysięcy złotych. Czułem, że coś się może święcić, bo na koniec poniedziałku 11 stycznia brakowało mi około tysiąca złotych do osiągnięcia pułapu 100 tysięcy. Wtedy już wiedziałem, że na dzień przed zakończeniem przedsprzedaży jest to praktycznie formalność.

To, co wydarzyło się 12 stycznia, było totalnym szaleństwem zakupowym. Gdyby ktoś mnie zapytał w poniedziałek, a zwłaszcza w sobotę, jak zakończy się przedsprzedaż, to bym zupełnie w taki obrót spraw nie uwierzył. Tylko tego dnia, do godziny 19:30, czyli na pół godziny przed uruchomieniem ostatniego live’a sprzedażowego, jakiego sobie zaplanowałem, wartość sprzedanych licencji wyniosła ponad 45 tysięcy złotych, a łączny wynik około 145 tysięcy.

To było coś, co całkowicie mnie satysfakcjonowało. Dla jasności, nie same pieniądze były najważniejsze, tylko bardziej kwestie ambicjonalne. Po prostu zależało mi na tym, żeby pokazać, że potrafię również coś sprzedać. Pokazać nie tyle komuś, co samemu sobie, że nie jestem ostatnią fajtłapą.

Zależało mi na tym, żeby pokazać, że potrafię również coś sprzedać. Pokazać nie tyle komuś, co samemu sobie, że nie jestem ostatnią fajtłapą

Kiedy o godzinie 22. prezentowałem publicznie na live’ie wyniki przedsprzedaży, okazało się, że przekroczyłem kwotę 200 tysięcy złotych. Tak naprawdę jeszcze o godz. 22.00 kwota była nieco poniżej 200 tys. złotych, ponieważ koło 15 transakcji spłynęło z kilkuminutowym opóźnieniem. Kilka rzeczy wyjaśniałem w drodze reklamacji, bo nie wszystko przeszło. Finalnie sprzedałem 452 licencje za kwotę 201.649,22 złotych. Czyli właściwie w ostatnim dniu przedsprzedaży sprzedałem oprogramowanie za kwotę 102 tysięcy złotych, a w ciągu zaledwie 2,5 godziny pomiędzy 19:30 a 22.00 sprzedaż wyniosła 56 tysięcy złotych. To są wartości, które, jak sądzę, robią wrażenie.

Mała uwaga co do podawanych wartości kwotowych, czy to są wyniki netto czy brutto. W moim przypadku nie jest to takie proste. Wartość netto sprzedanego oprogramowania System Trader z roczną subskrypcją wyniosła 69.149 złotych, a z dwuletnią 104.971 złotych. Razem wychodzi kwota około 174 tysięcy złotych netto. Podaną wcześniej kwotę 201 tysięcy trudno określić jednoznacznie jako netto lub brutto. Jest ona mieszana, bo tak naprawdę wartość brutto sprzedaży wyniosłaby 214 tysięcy złotych, gdyby każdy kupujący zapłacił podatek VAT. Jednak niektóre osoby, prowadzące swoją działalność w Polsce i będące czynnymi płatnikami podatku VAT, skorzystały z możliwości zakupu oprogramowania bez niego, za kwotę netto. Dlatego na moje konto wpłynęła realnie kwota 201 tysięcy złotych, a zawiera się w niej jeszcze podatek VAT dla urzędu skarbowego. Gdyby jednak do kwoty 174 tys. zł netto doliczyć 23 proc. podatku VAT, to byłoby to mniej więcej 214 tys. zł brutto. Nawet pomimo tego, że sprzedawałem ten produkt jako spółka zagraniczna, to podatek VAT jest do zapłacenia w polskim urzędzie skarbowym. Tak więc kwota netto wyniosła 174 tysiące złotych.

Kończąc temat przedsprzedaży, to gdyby ktoś zapytał, czego sprzedawało się więcej: subskrypcji rocznych czy dwuletnich, to 60 procent przychodu wygenerowała sprzedaż oprogramowania System Trader na 2 lata, a 40 procent na rok. Gdyby to wziąć pod uwagę liczbę licencji, to rozłożyło się to mniej więcej po równo.

Podziękowania

W tym momencie chciałbym podziękować bardzo dużej liczbie osób, które bezinteresownie mi pomagały. To było coś niesamowitego. Przepraszam, że nie jestem w stanie wymienić wszystkich z imienia i nazwiska. To nie jest też tak, że te osoby pomagały mi tylko i wyłącznie w przedsprzedaży. Przez wiele miesięcy pracując nad tym produktem miałem okazję doznać dużej dozy życzliwości i pomocy ze strony wielu różnych osób. Gdybym miał wymienić taką czołówkę, to chciałbym wspomnieć Grzegorza Radziukiewicza – Grzesiek, doceniam twoją serdeczność i pomoc, Artura Wiśniewskiego z bloga https://stockbroker.pl i kolejnego Artura od danych, którego nazwiska nie wymienię, gdyż nie jest osobą publiczną, nie prowadzi swojego bloga, a z którym pracujemy nad dodaniem do oprogramowania System Trader lepszego, bardziej wiarygodnego źródła danych. Chciałem też bardzo podziękować Tomaszowi Jaroszkowi – jak zwykle świetnie się z tobą rozmawiało, jesteś po prostu zawodowym dziennikarzem, u którego zawsze staram się podpatrywać warsztat. Doceniam twoją pomoc. Michał Masłowski ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych – serdecznie dziękuję również za twoją pomoc. Bardzo lubię twój luźny styl bycia i rozmowy, to świetnie się sprawdza.

Chciałem też podziękować wspomnianemu już Michałowi Szafrańskiemu. Powiem wprost – gdyby nie Ty, Michał, to ta sprzedaż z pewnością by się nie udała, bo zepsułbym ją na samym początku. Nawet gdyby cokolwiek się sprzedało, to na pewno nie w takiej skali. Wszystko dlatego, że chciałem zrobić przedsprzedaż na krótki okres, uruchamiając ją 14 grudnia i kończąc tuż przed Wigilią. Podczas konsultacji z Michałem przyznałem mu rację, że warto wydłużyć okienko sprzedażowe, gdyż w okresie przedświątecznym ludzie nie myślą o zakupie oprogramowania dla inwestorów, a raczej o kupowaniu prezentów. Dziękuję za Twoje wsparcie, Michał, bo tak naprawdę dzięki Tobie uwierzyłem w siebie, choć nadal muszę nad tym pracować. Jestem wdzięczny za pomoc na każdym etapie, przez wiele miesięcy. Pamiętam, jak rozmawialiśmy o moim landing page’u. Myślałem, że zapytam Cię o kilka spraw, potrwa to kilkanaście minut, a spędziliśmy razem 2-3 godziny, podczas których skrupulatnie wchodziłeś we wszystkie jego detale. Bardzo doceniam Twoją pomoc i jestem Ci wdzięczny, za życzliwość, szczerość, ludzką przyzwoitość. Megadzięki.

Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w tym, żeby ten projekt rozwijać i dodawali mi wiary, żeby robić to dalej, że to ma sens, ma to pewną wartość i realnie pomaga ludziom. Bez tych osób po prostu nie dałbym rady. Bardzo, bardzo wam dziękuję.

Przede wszystkim dziękuję każdemu, kto zaufał mi, kupując oprogramowanie. To właśnie Wy jesteście ostatecznym i najwyższym dowodem wiary we mnie. Bardzo to doceniam i będę robił wszystko, aby tego zaufania nie zawieść. Bardzo dziękuję i kłaniam się Wam w pas.

Podsumowanie i wnioski z przedsprzedaży

Teraz czas na małe podsumowanie i garść wniosków z pierwszej przedsprzedaży. Powiem także nieco o popełnionych błędach. Pierwsza kwestia: jeżeli chodzi o okienka sprzedażowe, to mają one sens. Zachodzi tutaj efekt tzw. scarcity, czyli niedoboru czegoś. W pewnym momencie, kiedy wiemy, że okienko sprzedażowe będzie zamykane, mamy większą motywację do tego, aby to coś kupić. Nie chodzi o to, by wpływać na kogoś tylko dlatego, że okienko się zamyka. Często jest tak, że czegoś potrzebujemy, ale odkładamy zakup na jakąś nieokreśloną przyszłość. Kiedy otrzymujemy od sprzedawcy mocny feedback, że obecne okienko sprzedażowe zamyka się o godzinie 22., a kolejne będzie w bliżej nieokreślonej przyszłości, ale za to droższe i z mniejszymi bonusami, rodzi się w nas poczucie straty. Tak więc jest to mocny bodziec, aby zdecydować się na zakup. Okienka sprzedażowe mają więc sens.

Kiedy wiemy, że okienko sprzedażowe będzie zamykane, mamy większą motywację do tego, aby to coś kupić

Liczba zwrotów – sprzedałem 452 licencje i póki co, po niespełna miesiącu od zakończenia sprzedaży, mam dwa zwroty i to nie dlatego, że ktoś nie chciał mojej aplikacji, bo mu się nie spodobała. Po prostu kupiły je osoby, które nie wiedziały, że nie będzie ona działała na komputerach z systemem Apple’a lub Linuxa. Przeliczając to na odsetek zwrotów, po miesiącu od sprzedaży wyniósł 0,44 proc. Byłem przygotowany na 5 proc. zwrotów, czyli w tym przypadku około 22 licencji. Oczywiście to się może jeszcze zmienić, chociaż oficjalnie nie dałem gwarancji, że można to oprogramowanie w określonym czasie zwrócić, gdyż przez wiele miesięcy było ono dostępne zupełnie za darmo. Być może wprowadzę taką gwarancję przy kolejnej sprzedaży. Mam nadzieję, że liczba zwrotów nie będzie wysoka, bo teraz pod tym względem jestem wręcz mile zaskoczony.

Często się mówi, że jest coś takiego jak zaufanie ludzi, kiedy robi się coś publicznie, gdy dostarcza się im przez jakiś czas wartość, że te osoby wręcz trzymają za nas kciuki, żeby się nam udało, chcą dla nas jak najlepiej, polecają nasz produkt. Również my jako twórcy mamy wtedy poczucie, że konkurencja nie jest zła, bo nie musimy z nikim walczyć. Po prostu mamy swoją grupę odbiorców i staramy się ją jak najlepiej dopieścić.

Wszystko, o czym mówię, okazało się prawdą. Mówię to dopiero teraz, ale z pełnym przekonaniem, bo przyznam, że wcześniej miałem takie momenty, kiedy nie miałem takiej pewności, nie wierzyłem do końca w ekonomię wdzięczności, jak w książce Gary’ego Vaynerchuka. Potem było wręcz zaskakujące i miłe, kiedy osoby kupowały i mówiły: „Skorzystałem z twojego oprogramowania, zrobiłem, co chciałem zrobić, zaprojektowałem swój portfel życia i teoretycznie już go nie potrzebuję. Ale ponieważ skorzystałem z niego w momencie, kiedy było ono dostępne za darmo, to teraz w dowód wdzięczności kupiłem twój produkt”. Takich osób była cała masa. Myślę, że jest to coś niesamowitego i działającego motywująco na każdego twórcę, a na mnie wręcz megabudująco. Bardzo dziękuję za to, jestem wzruszony, kiedy coś takiego widzę.

Otrzymałem naprawdę ogromny dowód wdzięczności za swoją pracę. Przypadki hejtu, krytykanctwa są czymś bardzo marginalnym, praktycznie nieistniejącym. Oczywiście to jest tak, że na 1000 miłych mejli może się przytrafić jeden, który na jakiś czas wybije nas z równowagi, ale tak to już jest, trzeba sobie wyrabiać grubą skórę. Musimy wiedzieć, co robimy, dlaczego to robimy i mieć świadomość, że w tłumie cudownych osób zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie nam chciał zwyczajnie dokuczyć.

Popełnione błędy

Oczywiście, popełniłem też mnóstwo błędów w przedsprzedaży i na wcześniejszych etapach. Pierwszy, taki podstawowy, na który uwagę zwrócili Artur Wiśniewski i Michał Szafrański, za co chcę im podziękować, polegał na rozpoczęciu sprzedaży przy wciąż dostępnej bez jakichkolwiek ograniczeń, darmowej, pełnej wersji beta oprogramowania. Można powiedzieć, że kanibalizowałem swoją sprzedaż.

Jaką ktoś miał zachętę do tego, żeby kupić oprogramowanie w momencie, kiedy miał je dostępne u mnie na stronie? Jeżeli ktoś go potrzebował tylko do tego, żeby sobie przetestować kilka założeń, bo np. jest inwestorem pasywnym i nie chce wchodzić w głębokie detale, chce wszystko maksymalnie uprościć, nie chce inwestować aktywnie, jakoś dzielić włosa na czworo? Chce tylko zbudować prosty portfel i przetestować swoje założenia, co może zrobić w szybkim czasie, jeżeli się do tego przyłoży – no to on nie musi kupować tego oprogramowania.

I zapewne takie osoby były. Miałem nawet zapytanie od kilku osób, do kiedy to oprogramowanie będzie darmowe, żeby zdążyć przed sprzedażą, przed jakimś wprowadzeniem ograniczeń.

Z pewnością fakt, że oprogramowanie było cały czas dostępne w pełnej wersji, nie pomagał w początkowym etapie sprzedaży. Dopiero po kilkunastu dniach wprowadziłem ograniczenia w darmowej wersji demo. Nie można powiedzieć jednoznacznie, że to się przełożyło na lepszą sprzedaż, ale finalnie miało to wpływ na to, jaki był wynik tej przedsprzedaży, bo teraz każdy, kto pobiera, wie, że to oprogramowanie za darmo jest tylko w wersji demo. Nawet jeżeli ktoś kupił w przedsprzedaży i oprogramowanie nadal ma status beta, to jednak bez ograniczeń, jeżeli ktoś ma już licencję.

Swoją drogą licencje zostaną „zresetowane” w marcu, jak wyjdzie pełna wersja. Czyli jak ktoś kupił pełną wersję, to w marcu zresetuje się ten licznik, że do kolejnego marca, a jak ktoś na dwa lata, to jeszcze do kolejnego marca. To, że tam czas upływa od momentu pierwszej aktywacji czy właściwie od momentu kupna pierwszej licencji, to proszę się tym nie martwić. Wszystko zostanie wyprostowane w momencie, kiedy na rynku pojawi się pełna wersja.

Kolejny błąd, jaki popełniłem, to jest problem z fakturowaniem, a konkretnie chodzi tu o dwa problemy. Pierwszy to problem z polską czcionką. Nie pojawiał się u każdego klienta, ale niektórzy mi donosili, że np. w ogóle nie mogli otworzyć pliku .pdf, który się generował, ze względu na wykorzystane tam specyficzne czcionki. Ten problem jest już rozwiązany. Tak naprawdę nie był po mojej stronie, w sensie jako implementacji, rozwiązania, z którego korzystałem. Oczywiście, z punktu widzenia klienta to nie ma znaczenia, ale tego problemu już nie będzie w przyszłości.

Jest też drugi kłopot z fakturowaniem, polegający na tym, że gdy ktoś podaje numer NIP czy VAT, to z bazy Komisji Europejskiej, gdzie jest baza numerów vatowskich, jest pobierana nazwa firmy. O ile ta nazwa firmy pobiera się poprawnie w przypadku firm, spółek z o.o., tak dzieje się to niepoprawnie, jeżeli mamy spółki np. komandytowo-akcyjne bodajże. Źle się też pobiera, jeżeli mamy de facto działalność jednoosobową, bo wtedy nie ma firmy, tylko jest imię i nazwisko. Tak naprawdę nie jest to problem księgowy, bo najważniejszy jest numer NIP. I faktycznie, w bazie VIES tak jest, że jeżeli ktoś prowadzi jednoosobową działalność, to jest tylko imię i nazwisko i nie ma bodajże nazwy firmy w ogóle. Właśnie stamtąd to jest pobierane do faktury. Było kilka – kilkanaście osób, które zwróciły mi na to uwagę i musiałem to ręcznie poprawiać. Tutaj niestety nie mam automatycznego rozwiązania, poza tym, że być może zrobię pole, gdzie każdy będzie mógł sobie dla bezpieczeństwa manualnie wpisać nazwę firmy, żeby później nie było kłopotu, że w VIES ten wpis wygląda inaczej. VIES, czyli właśnie ta baza numerów VAT w UE.

Za mało miałem też sposobów czy też metod płatności w moim sklepie. To było marginalne, większość osób nie narzekała, że jest płatność kartą. Były jednak zapytania, czy można zapłacić przelewem, BLIK-iem – tego też nie miałem. Być może ten problem rozwiążę, dodając do mojej integracji wsparcie z Przelewów24, czyli rozwiązanie płatnicze stricte pod kątem klienta z Polski.

Kolejny błąd, jaki zrobiłem, to błąd z kategorii naprawdę głupich. Siłą rzeczy nie sprzedawałem przez firmę polską, więc później te pieniądze, które do mnie spływały w złotówkach, zamieniałem na euro. W pewnym momencie pomyślałem: „OK, może zamienię je sobie na dolary”, bo dolar stał wtedy dość nisko, atrakcyjnie, więc pomyślałem, że euro mam już całkiem sporo, również na kontach inwestycyjnych, więc może teraz trochę w dolarze. I tak zrobiłem, że kupowałem te dolary na bieżąco, i pomyślałem sobie, że część z tych pieniędzy prześlę sobie w tym dolarze do Interactive Brokers, z usługi, która się nazywa TransferWise. To jest taki neobank czy parabank, niektórzy z was być może wiedzą. I to było konto TransferWise otwarte na moją spółkę.

Głupota, która objawiła się u mnie niestety, polegała na tym, że TransferWise przyszedł do mnie po kilku dniach i powiedział „No sorry, twoje pieniądze się być może zgubiły i być może ich nie odzyskasz” (opisywałem to zresztą na swoim Facebooku, jak też na „Klanie Finansowych Ninja” u Michała Szafrańskiego). Dosłownie tak, nie chcę tu wchodzić szczegóły.

Był happy end, pieniądze się odnalazły i dotarły do Interactive Brokers, natomiast ja się generalnie już pożegnałem z usługami firmy TransferWise. Nie będę już tam nigdy więcej przesyłał pieniędzy ani nie będę nigdy więcej przesyłał pieniędzy przy ich pomocy gdziekolwiek, bo czuję się dość mocno zawiedziony. To, że ja popełniłem głupotę, to jedno, ale to, jak działał ich support, to, że zechcieli się zainteresować problemem dopiero wtedy, kiedy zaczynałem zamykać konto u nich… Dopiero wtedy zaczęli się dopytywać. No, to jest trochę nie w porządku – przyjście do klienta i powiedzenie mu: „Sorry, straciłeś 15 tys. dolarów” – to brzmi trochę słabo.

Z popełnionych błędów czy rzeczy, które muszę poprawić, wymieniłbym jeszcze kwestie prawne, np. muszę poprawić kwestię polityki czy umowy licencyjnej, pewnych notek prawnych, które są u mnie na stronie czy też na stronie sklepowej. Tak, żeby wszystko było tip-top. Muszę wszystko jeszcze raz przenicować, sprawdzić i dopracować.

Myślę, że przede wszystkim uniknąłem jednego z największych błędów, jaki mi groził, że go popełnię – mianowicie krótkiej sprzedaży. Nie popełniłem go dzięki Michałowi Szafrańskiemu. Krótkiej sprzedaży nie w rozumieniu rynków finansowych, tylko krótkiego okienka sprzedażowego. Wydłużyłem sobie to okienko, rozciągnąłem aż na kolejny rok, czyli od 14 grudnia do 12 stycznia. Oryginalnie planowałem od 14 do 23 grudnia, ale wtedy by nie było happy endu, gdybym tak zrobił, a na pewno mój nastrój przy dzisiejszym nagraniu w odniesieniu do tamtej sprzedaży w pierwszym wariancie byłby zdecydowanie inny. Tak że wielkie dzięki, Michał, za megaporadę.

Przede wszystkim uniknąłem jednego z największych błędów, jaki mi groził, że go popełnię – mianowicie krótkiej sprzedaży

Wykorzystane narzędzia

Chciałem jeszcze powiedzieć parę zdań o narzędziach, które wykorzystywałem w przedsprzedaży, skupię się na najważniejszych. Najważniejszym narzędziem, z mojego punktu widzenia jako sprzedawcy, był cały arsenał plug-inów WordPressa: Easy Digital Downloads. To jest taki pakiet plug-inów, gdzie można zrobić swój sklep, zorganizować fakturowanie, obsługę licencji, raporty do faktur Mini One Stop Shop (MOSS). Jako firma zagraniczna, sprzedająca coś do klientów detalicznych w Polsce, nie muszę w naszym kraju otwierać firmy, żeby móc im coś zaoferować, natomiast w Polsce muszę się rozliczyć z VAT-em – wtedy jest faktura MOSS. Przy takiej sprzedaży są też dodatkowe wymogi raportowe, więc Easy Digital Downloads w jednym ze swoich plug-inów wspiera coś takiego, to jest bardzo ważne. Jest to taki de facto „kombajn”.

Plus tego, że korzystałem z fakturowania MOSS jest taki, że od początku musiałem się zderzyć z wyzwaniem sprzedaży transgranicznej. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, ale każdy, kto to robił na szerszą skalę, wie, że to wcale proste i ani łatwe nie jest, przynajmniej na początku. Wiedziałem, że będę chciał sprzedawać oprogramowanie System Trader również poza Polską, na cały świat, co nastąpi w niedalekiej przyszłości, być może nawet w tym półroczu. Wiedziałem więc, że te rozwiązania też będą mi przydatne. To jest oczywiście tylko dla klientów z Europy, z Unii Europejskiej. Jeżeli będę sprzedawał do USA, to tam nie potrzeba faktury MOSS. Generalnie, ta sprzedaż zagraniczna czy wsparcie tej zagranicznej sprzedaży było dla mnie istotne od początku.

Jeżeli chodzi o bramkę płatności – czyli, że mogliście tu płacić kartą – tutaj korzystałem z usługi Strip. Każdy może ją sobie zobaczyć w Internecie, ja ją też podlinkuję. Nie jest to może najtańsze rozwiązanie, ale z mojego punktu widzenia było najprostsze w realizacji, jeżeli chodzi o integrację. Być może w kolejnym okienku sprzedażowym na Polskę będę miał również Przelewy24.

Plusy Easy Digital Downloads są przede wszystkim takie, że jest tam względnie prosto wszystko zintegrować i zwykle można to zrobić bez potrzeby dodatkowego oprogramowania. Nie jestem programistą PHP, więc dłubanie czegokolwiek w PHP dla mnie jest zawsze średnim pomysłem. Myślę jednak, że chyba w większości przypadków albo gdyby ktoś chciał się ograniczyć z programowaniem, to myślę, że ktoś jest w stanie to nawet wyklikać. To zależy oczywiście od konkretnej sytuacji, konkretnego przypadku, ale Easy Digital Downloads jest na tyle rozbudowany, o tyle też ma dobry support, że można też samemu, bez takich umiejętności z zakresu IT tematy ogarnąć.

Minus – Easy Digital Downloads jest taki, że jest to rozwiązanie na WordPressie, więc osobiście mam dość ograniczone zaufanie do tej platformy jako takiej. Tzn., jeżeli sobie na niej blogujemy, to spoko, ale z platformą sprzedażową… no cóż, tutaj mam nieco mniejsze zaufanie. Ja np. w trakcie sprzedaży nie robiłem żadnych aktualizacji, żeby nie było takiej sytuacji, że zaktualizuję sobie jakiegoś plug-ina i wszystko mi wywali. Bałem się tego i tego po prostu nie robiłem. Na chwilę – przy mojej skali – jest to jeszcze OK, natomiast gdy docelowo biznes będzie się rozwijał, być może będę szukał jakichś alternatyw.

Jeżeli chodzi o narzędzia, to wspomnę tutaj o ConvertKit – Email Service Provider (ESP) – to jest po prostu obsługa mojego mailingu. Polecam przy okazji kurs Macieja Aniserowicza „Mailketing”, z którego czerpałem pełnymi garściami. Chociaż nie przerobiłem całego, bo w momencie nagrywania tego odcinka on wciąż trwa i nie wszystkie jego moduły są nawet dostępne, to ja na bieżąco korzystałem z niego na maksa. Polecam, megapraktyczny materiał. O ile na początku ja tam wiele dla siebie nie znalazłem, bo byłem w tym temacie wdrożony, to im głębiej w las, tym więcej znajdowałem dla siebie smaczków, smakowitych kęsów i będę na pewno do tego tematu jeszcze mocno wracał, sam dla siebie. To jest megapraktyczna wiedza, która jest warta konkretną kasę, bo jak ktoś myśli o biznesie i sprzedaży swojego produktu, to znajdzie tam naprawdę mnóstwo, mnóstwo złota.

Jeżeli chodzi o ConvertKit, to cała automatyzacja mejli, od momentu zapisania się na newsletter do pobrania wersji demo mojego oprogramowania po proces sprzedaży, po obsługę klienta – to wszystko właśnie przy ConvertKit.

Wymienię tu na koniec ostatnim tchem jeszcze jedno rozwiązanie – Bonjoro. To jest takie narzędzie, którym możemy stworzyć w formie wideo osobistą wiadomość, podziękowanie, za choćby zakup naszego oprogramowania. Nagrywamy telefonem krótkie wideo, trwające kilkanaście, kilkadziesiąt sekund i idzie to jako wiadomość mejlowa do danej osoby. Jest to mocno zautomatyzowane, ale to zarazem bardzo spersonalizowana wiadomość do tej konkretnej osoby, gdzie z imienia i nazwiska możemy się z taką osobą przywitać. To jest coś, co robi wrażenie.

Siłą rzeczy korzystałem z tego w ograniczonym zakresie, bo brakowało mi niestety czasu. To Bonjoro działa niesamowicie, bo w większości przypadków otrzymywałem wiadomość zwrotną, że „Wow, dzięki za takie przywitanie, podziękowanie, to jest coś niesamowitego”. Robi to wrażenie na drugiej stronie, natomiast jest to niestety ciężkie do zrealizowania w momencie, kiedy miałem na głowie tysiąc innych rzeczy, żeby móc zrobić to dla każdego klienta. Mówię to z dużym bólem serca. Być może w kolejnej sprzedaży będę na tyle lepiej zorganizowany, że będę mógł znaczącemu procentowi klientów odpowiedzieć wiadomością stworzoną w Bonjoro.

Plany na przyszłość

Mam jeszcze jeden temat, który chciałem poruszyć, a później będziemy już powoli zmierzać ku końcowi. Mianowicie chciałem przedstawić tu kilka planów i przemyśleń na swoją bliższą i zarazem dalszą przyszłość, nie tylko co do tego projektu, ale szerzej mojej działalności. Otóż zrobienie tej przedsprzedaży otworzyło pewne zapadki w mojej głowie, bo dostałem namacalny dowód na to, że coś jestem jednak w stanie sprzedać, że jestem w stanie coś zrobić. Poza takim wymiarem czysto finansowym jeszcze większą wartość miał dla mnie wymiar ambicjonalny, że coś byłem w stanie osiągnąć w tym temacie, coś, co jest mierzalne i namacalne. Ale po kolei.

Po pierwsze, jeżeli chodzi o moje plany, to chcę dopracować swój produkt, czyli System Trader. Tym zajmuję się i będę się zajmował przez najbliższe miesiące i być może nawet lata, bo gdzieś w tle będzie to sobie tam działać, już robione czyimiś rękami, że tak powiem nieładnie. Będę się starał – i robię to właściwie – jak najbardziej uwzględniać feedback od użytkowników – żeby ten produkt był dla użytkownika. Nie żeby była realizowana moja wizja produktu, tylko żeby to był produkt, który rzeczywiście jest robiony na każdym kroku z myślą o użytkowniku.

Kolejna rzecz to jest kolejna przedsprzedaż – konkretnie planuję ją na koniec marca 2021 r. Póki co myślę generalnie o sprzedaży okienkowej, czyli organizowaniu okienek 2-3 razy w roku. Nie myślę na razie o sprzedaży ciągłej, otwartej, ale nigdy nie mów nigdy – tak to przynajmniej wygląda w chwili, w której nagrywam ten podcast. Myślę też, jak już wspominałem, o sprzedaży System Trader na świat, może jeszcze w tym półroczu.

Kolejna sprawa – będę chciał poprawić komunikację z użytkownikami, robić tzw. onboarding, czyli opiekować się czy to potencjalnym klientem, który pobierze wersję demo, czy też klientem, który już zapłacił za licencję na moje oprogramowanie. Tu jest sporo roboty przede mną, żeby to zrobić sensownie i się tym klientem czy potencjalnym klientem lepiej zająć i zaopiekować.

Mam też pomysły na kolejne produkty. Nie będę o tym w tym momencie mówił: 1. Nie chcę przedłużać tego odcinka; 2. Naprawdę zasycha mi mocno w gardle; 3. Jak to się wyklaruje, to będę o tym mówił w przyszłości.

Mówiąc o tym, że pewne zapadki w głowie gdzieś się tam odblokowały po tej przedsprzedaży, to mam na myśli temat coraz większego „przechodzenia na swoje”. To jest coś, co coraz mocniej zaprząta mi głowę. Dla jasności, dla osób, które mnie jeszcze na tyle nie znają czy słuchają mnie po raz pierwszy: w tym momencie pracuję jako programista. Nie jest to może klasyczny etat, gdzie pracuję w firmie od – do, ale jednak gdzieś sprzedaję swój czas. Chociaż jestem za to bardzo dobrze wynagradzany, to nie jest to skalowalne. Ja nie zreplikuję siebie razy trzy i muszę pracować – bądź co bądź – w cudzym projekcie. Dlatego coraz częściej myślę o przechodzeniu na swoje, natomiast nie chcę tego robić pochopnie. Nie wiem czy albo kiedy to się uda, natomiast jest tutaj efekt złotej klatki. To, że zarabiam bardzo dobrze, powoduje, że trzeba bardzo mocno sobą wstrząsnąć, żeby wyskoczyć z tej złotej klatki i żeby faktycznie przejść na swoje.

Trzeba bardzo mocno sobą wstrząsnąć, żeby wyskoczyć ze złotej klatki i żeby faktycznie przejść na swoje

To, co ja robię, to każdego dnia dokładam taką małą cegiełkę do tego, żeby ten proces się udał, żeby być bliżej tego przejścia na swoje. Będę robił wszystko, żeby tak się finalnie to stało. Godzę się z tym, że być może nawet przestanę już pracować jako programista, co się wiąże z taką pewną obawą u programistów, że jak przez rok, dwa, trzy przestanę programować, to ja się tego oduczę, zapomnę, jak to się robi. Nie chcę się tu nad tym rozwodzić. Myślę, że jeśli słuchają mnie tu programiści, to wiedzą, o czy mówię. Jest tu we mnie pewna taka obawa, ale jest mi też coraz lepiej z taką wizją, że przestaję być programistą i zajmuję się w życiu czymś innym.

Jeżeli chodzi o System Trader, to nawet w tym momencie, w tej chwili, pełnię w tym projekcie funkcję głównie, powiedziałbym, zarządczą. Do tematu pewnie wrócę, bo jak sądzę, dotyczy to wielu osób, nie tylko w IT, ale też w innych branżach, które chcą przejść na swoje.

Już od długiego czasu mam swoje przemyślenia co do tego, jak ja bym widział to bycie na swoim garnuszku, a nie cudzym. Fajny taki przypadek na Twitterze, kilka dni temu to zauważyłem, przytoczył James Clear, autor książki Atomic Habits. Przyznam, że jej nie czytałem, chociaż czytałem dużo dobrych opinii o niej. Często czytuję natomiast tweety Jamesa Cleara na Twitterze i on tam podsumowywał bodajże 10-lecie pracy na swoim czy w swoim biznesie. Nie będę tego tutaj czytał, ale to, co tam napisał, bardzo mocno rezonuje z tym, jak ja to postrzegam, do czego ja też dążę.

Pewne rzeczy sobie wynotowałem, jak ja bym widział swoją pracę na swoim. Otóż po pierwsze chciałbym zawsze robić coś, co jest przydatne dla odbiorców. Poza kwestią czysto ekonomiczną mamy wtedy poczucie, że coś, co robimy, jest przydatne. Ja mam dostarczać wartość. Co istotne – robię to z otwartą przyłbicą. Nie chcę się wstydzić tego, co robię. Robię to najlepiej, jak potrafię, robię to uczciwie, transparentnie i po prostu staram się realnie rozwiązywać jakieś problemy moich odbiorców. Chcę też realizować rzeczy, które są – powiedziałbym – ponadczasowe. Dlatego też moje wpisy rzadko odnoszą się do bieżącej sytuacji na rynku czy do opisywania konkretnych ETF-ów, jeżeli mówimy o ETF-ach. Staram się dostarczać takie narzędzia, które są uniwersalne, ponadczasowe, które mogą służyć latami. I nawet jeżeli ktoś będzie takie wpisy czytał za 5-10 lat, to nadal będzie w tym duża wartość. To nie będzie tak, że ja dzisiaj się rozpiszę o sytuacji gospodarki po COVID-19, poświęcę na to tydzień, co za 10 lat będzie być może bardzo mało przydatne lub bardzo mało interesujące dla czytelnika.

Staram się też optymalizować pracę pod kątem czasu. Coraz bardziej zwracam uwagę na mijający czas, na to, że czas to jest taki zasób, którego już nigdy nie odzyskam, mam go ograniczoną ilość. O ile mogę zarobić pieniędzy bądź wie ile, tutaj nie ma ograniczeń, to czasu, który stracę w ten czy inny sposób, nigdy nie odzyskam. Dlatego ten aspekt jest dla mnie istotny i istotniejszy nawet niż kwestia pieniędzy.

A jak już mówimy o pieniądzach, no to pieniądze nie są dla mnie najważniejsze. To znaczy one są dla mnie bardzo istotne, nie będę tutaj ściemniał. One są dla mnie pewnym miernikiem tego, na ile dobrze robię swoją robotę. Bo jak ktoś jest w stanie mi zapłacić i robię to rzetelnie, to jest to pewien wyznacznik tego, na ile robię to dobrze, na ile robię to skutecznie. Natomiast nie chcę zarabiać pieniędzy za wszelką cenę, czy jak to się mówi – wręcz po trupach.

Kolejna rzecz: w swojej pracy, i to od samego początku, jak założyłem tego bloga, ale też i wcześniej, na wcześniejszych etapach mojego życia, staram się być cierpliwy i przyjmować, biorąc pod uwagę moją już konkretną branżę blogową, podcastową, czy tworzenia produktów, taką jakby bardziej długoterminową perspektywę niż być może większość innych – nie konkurentów, a powiedzmy innych twórców. Nie staram się patrzeć bardzo krótkoterminowo, bo wiem, że np. tworząc oprogramowanie nie jestem w stanie zrobić tego w tydzień, miesiąc, dwa, trzy miesiące, tylko muszę tu zaangażować się wręcz na lata. I jestem w stanie to zrobić. Raz, że po prostu tak, bo mogę, bo mam ku temu możliwości, a dwa – chcę, bo widzę w tym sens i jestem skłonny to pewne ryzyko, że tak powiem podjąć. Natomiast staram się tę długoterminową perspektywę podzielić na takie małe kroczki, tak żeby dosłownie każdy dzień był właśnie takim małym kroczkiem w stronę osiągnięcia długoterminowego celu.

Staram się długoterminową perspektywę podzielić na takie małe kroczki, tak żeby dosłownie każdy dzień był właśnie takim małym kroczkiem w stronę osiągnięcia długoterminowego celu

Kolejna rzecz: jakość, a nie ilość. Naprawdę chciałbym tworzyć więcej treści, czy to blogowych, czy podcastowych i czasami sobie zarzucam, że robię tego za mało, ale z drugiej strony, jak miałbym zwiększyć ilość swoich materiałów na stronie czy w podcaście kosztem jakości, to ja tego nie chcę robić. Nawet, jeżeli to nie wpływa dobrze na moje statystyki, bo regularność i częstotliwość sprzyja osobom, które robią to właśnie w ten sposób, tak ja po prostu nie będę tego robił. Być może potrzebuję więcej czasu, żeby dojść do pewnych rzeczy niż inne osoby, ale to jest też kolejna rzecz: nie chcę cały czas porównywać się z kimkolwiek innym, chcę się skupić na swoim podwórku i robić swoją robotę. Nie chcę po prostu, to jest mój świadomy wybór, przycinać jakości, nawet jeśli ma to być kosztem właśnie ilości. Mam nadzieję, że tak długoterminowo, długofalowo to właśnie jakość będzie takim moim znakiem rozpoznawczym, mnie jako powiedzmy marki osobistej.

Staram się pracować z najlepszymi osobami i to być może brzmi górnolotnie. Nie będę tutaj mówił o nazwiskach, o osobach itd. Natomiast generalnie, jeżeli pracuje się z osobami najlepszymi, czy wręcz lepszymi niż my, to to motywuje do pracy, nie spoczywamy na laurach. Pracowanie z najlepszymi pomaga też w docieraniu do kolejnych najlepszych osób, to jest taki samonapędzający się mechanizm.

I już dosłownie ostatnia rzecz, już chyba wspomniałem o tym w tym odcinku: staram się cały czas niejako na nowo odkrywać sam siebie poprzez kolejne challenge. Stwarzam sobie zadania, które są dla mnie pewnym wyzwaniem, są wymagające, czy wręcz w pewnym stopniu mnie przerastają. Po to, żeby generować w sobie pokłady dodatkowej energii, żeby wchodzić na nierozpoznane jeszcze terytoria, żeby móc się odkrywać niejako na nowo i żeby po prostu nie robić się coraz bardziej zdziadziałym i żeby nie umierać w sensie działania w tej konkretnej branży, żeby nie było stagnacji. Tak to widzę, jeżeli chodzi o moją działalność na swoim poletku.

Zakończenie

To już naprawdę wszystko z mojej strony, jeżeli chodzi o ten podcast. Mam nadzieję, że się podobało. Mam jeszcze kilka ogłoszeń parafialnych. Na samym początku obiecywałem, że jeżeli ktoś wytrwa ze mną do końca, to będzie czekała na niego niespodzianka, a być może nawet nagroda. Otóż tak: 20 marca tego roku, 2021, będę prelegentem na konferencji Boiling Frogs. To jest konferencja dla osób z branży IT, ale wiem, że wśród moich słuchaczy również sporo osób jest z tej branży. Tak że po pierwsze będzie możliwość posłuchania czy zobaczenia mnie na tej konferencji, natomiast pierwsze dwie osoby, które prześlą mi maila na adres jacek@systemtrader.pl otrzymają darmowe wejściówki na konferencję Boiling Frogs, tak że śpieszcie się! Pierwsze dwie osoby, które napiszą, że chcą darmową wejściówkę na Boiling Frogs, będą obdarowane właśnie darmowym wejściem na tę konferencję.

Będą też nagrody pocieszenia na stronie st.boilingfrogs.pl i nie bójcie się, jak nie wiecie jak to zapisać, ponieważ na stronie do tego odcinka podcastu, czyli systemtrader.pl/060 będzie wszystko dokładnie opisane. To tam przez tydzień, czyli wstępnie, jak ten podcast wyjdzie 12 lutego, to do 19 lutego będzie można na tej stronie kupić sobie też wejściówkę na tę konferencję z 20-procentowym rabatem. I w ogóle więcej informacji o całej konferencji będzie zamieszczone na mojej stronie, tak że serdecznie zapraszam.

To jest pierwsza konferencja, ponieważ będę też prelegentem na kolejnej konferencji. Mianowicie 6 marca, czyli nieco wcześniej, będę prelegentem na konferencji Buy The Financial Dip BTFD.TV – też wszelkie informacje będą na mojej stronie. Buy The Financial Dip, czyli kupowanie na dołkach. Natomiast ja będę robił coś innego, będę mówił o momentum, czyli o czymś wręcz przeciwnym. Będzie to o tyle ciekawa konferencja, że to konferencja finansowa w takim klimacie cyberpunkowym. Poza treściami finansowymi będzie też taka powiedzmy otoczka, oprawa wręcz w formie przedstawienia, tak że będzie ciekawie. Zapraszam na stronę tego odcinka podcastu po więcej informacji.

I kolejna rzecz: od kilku dni mój podcast jest też dostępny w usłudze czy na platformie Empik Go. To jest taka platforma, powiedzmy coś jak Netflix, tylko że chodzi o treści audio, audiobooków czy też e-booków. Poza treściami płatnymi czy też w formie subskrypcji jest tam szereg darmowych podcastów. Mój podcast jest darmowy, więc również będzie dostępny na platformie czy w usłudze Empik Go. Dla jasności: nie jestem użytkownikiem tej usługi, natomiast informuję, że jeżeli ktoś korzysta z Empik Go, no to w ten sposób będzie mi łatwiej do niego i do nowych słuchaczy dotrzeć. Być może ktoś właśnie odszuka mnie w Empiku.

I to właściwie tyle z mojej strony. Będę wdzięczny za podzielenie się tym materiałem z kimkolwiek, jeśli myślisz, że może być on komuś przydatny, czy może być dla kogoś interesujący. Będę jak zawsze wdzięczny za ocenę w Apple Podcasts, bo to też pozwala mi dotrzeć do szerszej grupy odbiorców. Wszelkie komentarze, opinie bardzo, bardzo mile widziane. Piszcie mi też, co bardzo wam się podoba, co wam się nie podoba, czy macie jakieś sugestie do kolejnych odcinków, kolejnych materiałów. A już niebawem kolejny mięsisty wywiad z wyjątkowym gościem zza wielkiej wody. Tymczasem serdecznie pozdrawiam, do usłyszenia. Bye-bye!

Subskrybuj
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Ruszyła sprzedaż oprogramowania #ST

Kilkadziesiąt gotowców inwestycyjnych!