Z ostatniej chwili

Tu piszę na bieżąco jeśli dzieje się coś ciekawego. Taka moja prywatna wersja Twitter'a. :-)

317 Posts Likes

CAPE to nie szklana kula

Polecam znakomity tekst Mikhaila Samonova (jak i cały blog!) o wskaźniku CAPE: Lessons From The Very-Long-Run CAPE Ratio – A Warning Sign is Not an Action Plan.

Ponieważ wskaźnik CAPE jest często cytowany przez inwestorów, zebrałem kilka kluczowych uwag, co może okazać się pomocne przed naiwnym podejmowaniem decyzji inwestycyjnych na jego podstawie.

Na początek, dla mniej obeznanych – CAPE (Cyclical Adjusted Price Earnings) to wyniki podzielenia indeksu cenowego (czyli po prostu ceny) przez średni zysk spółek wchodzących w skład tego indeksu z ostatnich 10 lat skorygowany o inflację. Wielu uważa, że odczyt na poziomie 20 to bańka spekulacyjna.

Problem z CAPE polega na tym, że choć mówi o tym, że przed nami niebezpieczeństwo krachu rośnie, to nie mówi KIEDY to nastąpi, albo co robić już teraz. Mówiąc krótko – stosowanie CAPE jako wskaźnika do timingu rynkowego skazane jest na porażkę.

Obecnie akcje amerykańskie mają odczyt na poziomie 38.7. Jest drogo, nic więcej się nie dowiemy po tym odczycie. OK, jeszcze jedno: przyszłe wyniki raczej będą niższe od tego co widzieliśmy w ostatnich latach. Czyli efekt powrotu do średniej.

Zawsze powtarzam: w inwestowaniu trzeba mieć zweryfikowany PLAN działania.

Powiedzenie sobie, że obecny odczyt jest drugim najwyższym odczytem od roku 1800 oraz, że dzieli nas zaledwie 15% od tego, by rynek w USA był najdroższy w całej swojej historii to za mało. Oczywiście świetnie nadaje się to do podgrzewania emocji przez licznych guru. U jednego takiego guru czytam o wysokim CAPE w USA już od co najmniej 2014-2015 roku…

W czerwcu 2014 roku CAPE było na poziomie 25. Jeśli ktoś wtedy już opuściłby rynek, to do dziś stracił ponad 170%! Próby stosowania kalki typu „w 1929 przy CAPE na poziomie 35 runął w przepaść” na niewiele się zdają co pokazuje poniższa grafika.

Źródło: https://www.twocenturies.com/

Najprostsze rozwiązanie jakie podaje Samonov – to portfel 60/40 (60% akcje, 40% obligacje). Niestety oznaczać może to spadki w naszym portfelu przekraczające nawet 50%. Czyli klasyka – pasywny portfel i całkowite olanie wskaźnika CAPE. Jasne, łatwo się mówi… Ale jeśli ktoś nie ma w ręku POLICZALNEJ i WERYFIKOWALNEJ strategii aktywnej, to jest to najlepsze podejście.

Osobiście lubię aktywne rozwiązania reagujące na to co się dzieje w postaci strategii algorytmicznej. Obecnie mam dużą pozycję na ETF VOO na indeks S&P500 ze średnią ceną $324, a obecna jego cena to $426. To wynik ucieczki z rynku w lutym/marcu 2020 i powrót tego samego roku – nie na bazie czarów, a prostej odmiany tej strategii. No i proszę – wcale tu CAPE również nie jest uwzględniane.

Ale podobnie jak Samonov – śpię dobrze w nocy, pomimo drożyzny w USA, bo jak bal się będzie kończył w końcu padnie sygnał ucieczki z rynku. Nie musi być to 0-1 podejście – część portfela może reagować szybciej lub później w zależności od naszych preferencji. Ale jeśli spadki się nasilą, a rynek nie zawróci na północ, w końcu będę 100% w innym aktywie.

Na koniec: uważajcie na emocjonalne opowieści o końcu świata, wielkich resetach, i tak dalej – bo nawet jeśli w tym jest ziarno prawdy, to ciężko na bazie tego podejmować sensowne decyzje inwestycyjne. Poza tym jak to mawia klasyk: z obstawianiem końca świata jest ten problem, że ten zdarzy się tylko raz. Ciężko na tym zarobić. 🙂

Napisz swój komentarz

🚀 Ruszył polski portal ETF-ów - Atlas ETF!