Z ostatniej chwili

Tu piszę na bieżąco jeśli dzieje się coś ciekawego. Taka moja prywatna wersja Twitter'a. :-)

97 postów polubień

F*ck You Money, czyli portfel JL Collinsa

Zapraszam do krótkiego filmu na YouTube prezentującego modelowy portfel zaproponowany przez JL Collinsa, autora książki „The Simple Path to Wealth”.

Generalnie samą książkę bardzo polecam, jest znakomita szczególnie w części o budowaniu własnego kapitału i dobrych nawykach. Wszyscy zwykle rozpływają się nad tą książką, więc tu wrzucę nieco dziegciu do tej beczki miodu. 🙂

JL Collins jest propagatorem pasywnego podejścia w inwestowaniu. Utrwalił przy okazji określenie „F*ck You Money”, oznaczające zbudowanie kapitału na poziomie umożliwiającym przejście na emeryturę. Jesteśmy wolni finansowo i do końca życia nie musimy pracować zarobkowo.

Zgadzam się, że dla osób szukających najprostszego sposobu na sensowne inwestowanie, podejście pasywne jest świetnym wyborem. JL Collins bardzo klarownie opisuje dlaczego tak właśnie jest. Choć o dziwo on sam wolność finansową uzyskał inwestując w akcje dobierane do portfela (stock-picking).

Osobiście nie jestem dogmatykiem, stojącym na stanowisku, że tylko podejście pasywne ma sens. To temat na inną historię, ale w każdym przypadku inwestor musi dobrać rozwiązanie skrojone do jego indywidualnych potrzeb. Bardzo proste rozwiązania wymagają wysiłku intelektualnego, aby te rozwiązania w pełni docenić, a przy okazji nie przecenić swoich możliwości odnośnie ryzyka (zmienności).

Mam jednak problem z portfelem proponowanym przez JL Collinsa. I to nie tylko z perspektywy inwestora z Polski, który w części obligacyjnej powinien pomyśleć o obligacjach również w PLN i być może EUR. Chodzi mi o część akcyjną – JL Collins przekonuje, że inwestowanie tylko w akcje amerykańskie jest wystarczające. Przytacza w książce wyniki sięgające lat 70. XX wieku i zapewnia, że za jego życia, jak i życia jego dzieci i wnuków to będzie wystarczające. Cóż – może tak, może nie. 🙂

Mówimy tu o pasywnym portfelu — gdyby się to odnosiło do portfela aktywnego byłbym skłonny się z tym zgodzić. Zapewnienia, że USA to największy rynek akcji na świecie są dla mnie mało przekonujące co do przyszłości tego rynku. Odpowiednik JL Collinsa z Japonii w latach 80. XX wieku mógł powiedzieć coś podobnego i… srogo się zawieść. Japonia od początku XX wieku, z tragiczną przerwą na II Wojnę Światową, rozwijała się znakomicie. Po wojnie rynek akcji w Japonii tak mocno rósł, że stał się największy na świecie. W roku 1990 rynek jednak runął w przepaść, na podium z pierwszym miejscem wskoczyło USA.

Gdyby ktoś w roku 1990 miał wszystko w akcjach japońskich (indeks NIKKEI-225), to uwzględniając inflację, do dziś roczna stopa zwrotu jest ujemna i wynosu -1.2% (wyrażona w jenie japońskim). Rynek japoński odbił (póki co) dopiero w roku 2009.

Jaki morał? Dla jasności – nie twierdzę, że to samo stanie się z rynkiem w USA. Ale osobiście skłaniałbym się w stronę portfela globalnego, z małym akcentem na lokalny rynek (przede wszystkim w części obligacyjnej). Faktory? — OK, ale to już zejście z drogi czysto pasywnej + do zadania domowego należy przyłożyć się jeszcze mocniej. 🙂

Napisz swój komentarz