Portfel +38%, rynek +9%. Moja strategia IKZE
W lutym 2021 roku mój rachunek IKZE miał wartość niemal 35 tys. zł. Wtedy też postanowiłem upublicznić ten portfel, by pokazać konkretny proces inwestowania, pokazując miesiąc po miesiącu co się w nim dzieje (zmiany dokonywane są tylko raz w miesiącu).
Dziś portfel ma wartość niemal 80 tys. zł, wliczając w to dopłaty w kwocie 23 tys. zł. W tym okresie rynek, z którego dobieram spółki do portfela, urósł o +9,6%, a portfel IKZE o +38,4% (pomijając oczywiście dopłaty).
Niewielka kwota startowa odbiera argument tym co mówią, że potrzeba od razu milionów do inwestowania. Przy okazji chciałem też pokazać, że inwestowanie wcale nie polega na przewidywaniu przyszłości czy poświęcaniu na niego godzin dziennie codziennie (co zwłaszcza przy tak niewielkim portfelu byłoby wątpliwe). Tak naprawdę prowadzenie tego portfela zajmuje mi jakieś 20 minut raz w miesiącu, z czego większość tego czasu to po prostu składanie zleceń na rynek.
Na czym polega strategia? W dużym skrócie: każdego miesiąca ze spółek wchodzących w skład indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 (czyli de facto niemal indeks WIG) wybierane są te, które w ostatnich miesiącach są w trendzie wzrostowym. Jeśli takich spółek brakuje, portfel może być częściowo, a nawet w całości w gotówce. Nic odkrywczego, to szeroko opisywane w literaturze momentum. Dodatkowo procentowy udział każdej spółki w portfelu dobierany jest w oparciu o tzw. parytet ryzyka. Im spółka bardziej ryzykowana (zmienna), tym jej udział w portfelu jest mniejszy. Chodzi o to, aby każda spółka w portfelu odpowiadała za podobny poziom ryzyka.
Zero zgadywania. Zero mędrkowania. Jednoznaczne reguły działania. Strategię można stosować na dowolnym rynku akcji, nie tylko polskim. Co więcej – nie trzeba naśladować KOGOŚ – można po prostu „skonfigurować” ją pod siebie i stosować niezależnie.
Zdaję sobie sprawę, że wynik portfela obejmuje ZALEDWIE nieco ponad 2 lata (choć można spokojnie ją zweryfikować za lata ubiegłe). Sensowne wnioski będzie można wyciągnąć za 1-2 dekady. Ale bez względu na to, czy uda się finalnie pokonać rynek ważne jest to, by inwestować w oparciu o ZWERYFIKOWANY plan, a nie skakać po rynku po omacku. Jeśli przy tym można poświęcić minimum czasu – tym lepiej! Warto korygować stopę zwrotu inwestycji o poświęcony nań czas. Bo być może więcej (i pewniej) możemy zarobić w innym miejscu niż rynek (tu po prostu angażujmy nadwyżki z domowego budżetu, aby nie pożarła ich inflacja, ale przy minimalnym naszym zaangażowaniu, zwłaszcza przy niewielkim kapitale).
Dla jasności, gdyby się już ktoś rozemocjonował myśląc, że oto pokazuję maszynkę do produkcji pieniędzy. Taka strategia, z takimi „nastawami” jak moja, może mieć obsunięcia kapitału rzędu 50 i więcej procent (szeroki rynek akcji zresztą również)! Warto o tym pamiętać.
Przy okazji…
W ostatnich tygodniach i miesiącach sporo mówiłem na blogu o pasywnym inwestowaniu. Uważam, że ono prawdopodobnie jest najlepszą opcją dla większości: jest proste, tanie, nieangażujące czasowo, a co najważniejsze – działa!
Regularnie jednak podkreślam, że nie ma sensu być dogmatykiem. Jedni uważają, że tylko inwestowanie pasywne ma sens, jeszcze inni, że tylko aktywne. Moim zdaniem takie stawianie sprawy jest pozbawione sensu. Przy czym w każdym przypadku kluczowa jest według mnie jasno określona strategia działania. Osobiście stosuję zarówno aktywne jak i pasywne strategie.
Zainteresowanych zapraszam do obszernego artykułu, gdzie opisuję moją strategię na IKZE. Poniżej wpisu znajduje się też pełna historia rachunku – jego wartość i skład (aktualizowane raz w miesiącu).
Miłej majówki!

