Pobierz skondensowaną porcję wartościowej wiedzy o inwestowaniu!🙂

Inwestowanie jest proste, ale nie jest łatwe – to są moje ulubione słowa Warrena Buffetta, jednego z najbardziej uznanych inwestorów na świecie. Brzmią żartobliwie, wydają się być wewnętrznie sprzeczne, ale kryją w sobie prawdę o inwestowaniu. W tym odcinku pokażę, że faktycznie – zbudowanie własnego portfela inwestycyjnego nie wymaga tajemnej wiedzy. Jest bardzo proste – wystarczy do portfela włożyć kilka aktywów, które historycznie pozwalały zarobić więcej niż gotówka.

Jest jednak i część kłopotliwa: my sami, a konkretnie nasze emocje. To z ich powodu proces edukacji zajmuje więcej niż wynikałoby z samych aspektów czysto technicznych. Nie ma tu drogi na skróty – nawet jeśli opracujemy najlepszy portfel na świecie to nic z tego, jeśli nie będziemy potrafili prowadzić go z dyscypliną.

Zapraszam do materiału wprowadzającego w świat inwestowania. Bez trudnych terminów, bez zbędnej teorii. Temat staram podejmować się tak, by osoba niemająca żadnego doświadczenia w inwestowaniu nie tylko zrozumiała, że jest na nie skazane, ale też, że może być to bardzo proste – przynajmniej od strony technicznej.

W tym odcinku

  • Dlaczego z inwestowaniem jest jak z polityką?
  • Cztery fazy rozwoju inwestora
  • Trzy podstawowe filary inwestowania
  • Na czym polega filozofia inwestowania pasywnego
  • Przykładowa pasywna strategia inwestycyjna
  • Dyscyplina w inwestowaniu
  • Co mówią historyczne dane o rynkach finansowych?
  • Przykładowa symulacja budowy prywatnej emerytury
  • Typowe błędy w inwestowaniu
  • Wpływ ponoszonych opłat w inwestowaniu na końcowy wynik
  • Wpływ podatków na końcowy wynik
  • Ile czasu potrzeba na samodzielne inwestowanie?

Linki i materiały uzupełniające

Osoby wspomniane w tym odcinku

 

📖 TRANSKRYPT PODCASTU

Wstęp

Dzień dobry, witajcie w kolejnym odcinku podcastu System Trader. A dziś bardzo mięsisty i bardzo krwisty odcinek podcastu, w którym porozmawiamy sobie o prostym inwestowaniu dla każdego – o inwestowaniu pasywnym.

Mogę powiedzieć, że pomimo iż ten odcinek jest taki bardzo krwisty i mięsisty i pełen faktów i pełen wskazówek, jak podejść do inwestowania, nawet jeżeli nasz punkt startowy wynosi zero. Nawet jeżeli nic nie wiemy na ten temat to, pomimo że w tym materiale znajdziecie mnóstwo informacji, to uwierzcie mi, że to jest taka zaledwie wersja demo tego, co możecie znaleźć w projekcie edukacyjnym, nad którym właśnie teraz pracuję.

A właściwie pracujemy, ponieważ obok mnie jest tam Michał Szafrański z bloga Jak Oszczędzać Pieniądze. Jest również Artur Wiśniewski z bloga Stockbroker.pl, a nad wszystkim czuwa Maciej Aniserowicz z DevStyle.pl. To jest człowiek, który wydaje absolutnie świetne, klasy premium materiały edukacyjne, jeżeli chodzi o branżę IT. Ale tym razem udało się przekonać Macieja, żeby wspomógł nas w tym, żeby zrobić coś, jeżeli chodzi o kwestie finansowe inwestycyjne w Polsce. Żeby to był taki materiał, który będzie wyznaczał po prostu trendy jakości, transparentności i po prostu tego, jak powinno uczyć się uczciwie i rzetelnie w kwestiach dbania o swoje pieniądze. 

A za chwilę przekonacie się, że tak naprawdę, jeżeli chodzi o inwestowanie, to jesteśmy na nie wręcz skazani. Ale bynajmniej to nie musi oznaczać, że musimy być pasjonatami inwestowania, że musimy na to poświęcać mnóstwo czasu.

No to co? Jedziemy.

Jesteśmy skazani na inwestowanie

Dlaczego?

Zacznijmy od konkretu. 

Jak wyglądała wartość pieniądza w czasie? Jeżeli ktoś miał 100 $ w 1900 r. to żeby ta wartość nabywcza tych 100 $ była zachowana w czasie, to dziś te 100$ musiałoby być reprezentowane przez ponad 3000 $. Tzn. w 1900 r. za 100 $ mogliśmy kupić mniej więcej tyle, co dziś za ponad 3000 $. Albo jeszcze inaczej – jeżeli ktoś przez te ponad 120 lat nic nie robił ze swoimi pieniędzmi w Stanach Zjednoczonych i trzymał je np. pod materacem, czy w skarpecie to tak naprawdę wartość tych pieniędzy straciła ponad 30 razy. 

Inflacja to jest coś, przed czym, jeżeli nie będziemy inwestować swoich pieniędzy, po prostu się nie uchronimy. To jest coś, co nas znajdzie i zje nasze pieniądze. 

Więc dlatego inwestowanie to jest coś, na co jesteśmy skazani. I to nie tylko, żeby zachować wartość tego pieniądza, choć jest to na pewno pierwszy cel, jaki musimy tutaj zrealizować. Natomiast również długoterminowe inwestowanie to jest świetny sposób na to, żeby po prostu pomnażać nasze pieniądze, żeby nasze pieniądze ciężko zarobione mogły pracować na nas.

Natomiast z inwestowaniem jest tak, jak z polityką, jak z rozmowami o polityce. Każdy tutaj ma swoją wizję, swoją opinię, każdy wierzy też, że jego wizja jest najlepsza. W inwestowaniu jest podobnie – każdy wierzy, że jego sposób np. w tym przypadku inwestowania jest najlepszy. Te dyskusje bywają bardzo zacięte i np. ktoś jest inwestorem w wartość, wyszukuje spółki, które są fundamentalnie tanie. Ktoś inny jeszcze być może łączy to z inwestowaniem w dywidendy. Jeszcze ktoś inny być może jest krótkoterminowym spekulantem. A jeszcze być może ktoś inny np. jak ja, lubi inwestowanie z wykorzystaniem tzw. anomalii momentum. 

Tak naprawdę to nie chodzi o to, żeby tutaj wykazywać, co jest lepsze od drugiego, czy trzeciego sposobu na inwestowanie, tylko żeby wybrać coś, z czym my będziemy się dobrze czuć i coś, co przede wszystkim działa. 

Rozwój inwestora

Z tym inwestowaniem jest tak, że jak ktoś rozpoczyna swoją przygodę z inwestowaniem, bo już zrozumiał, że tak naprawdę musi inwestować po to, aby uchować wartość swojego pieniądza w czasie, to zwykle ten etap nauki ma takie 4 fazy. Ja sobie to zaczerpnąłem ze strony Ricka Ferriego, czyli człowieka, który jest taką wręcz ikoną, jeżeli o świat inwestowania pasywnego. Ze świata tzw. Bogleheads, czyli osób, które wyznają filozofię inwestowania pasywnego prezentowaną przez Jacka Bogle, czyli pierwszego twórcę na świecie, tzw. funduszu indeksowego, jeszcze w latach 70. w Stanach Zjednoczonych. 

Miałem zaszczyt gościć Ricka Ferriego w swoim podcaście. Bardzo polecam ten wywiad. To jest naprawdę człowiek, który w prosty sposób i przede wszystkim można powiedzieć, że to jest wiarygodna wiedza. Potrafi mówić o tym, jak powinno się podejść do inwestowania. I mówi tutaj naprawdę do mas. To nie jest jakieś inwestowanie skierowane do niewielkiego ułamka, procent osób, które być może faktycznie są skłonne poświęcić więcej czasu i środków na to, żeby inwestować te swoje pieniądze w bardziej wymyślny sposób. Natomiast wcale nie trzeba tutaj robić jakichś wielkich wygibasów, żeby sensownie zadbać o swoje pieniądze. W tym odcinku właśnie będę prezentował takie proste metody podejścia do inwestowania – właśnie inwestowania pasywnego.

Natomiast jak zaczynamy tę swoją przygodę z inwestowaniem to Rick Ferri tutaj powiedział, że są 4 takie etapy, przez które przechodzi większość inwestorów. Na początku, jak nietrudno się tutaj domyślić, mamy ciemność, bo nic nie wiemy, więc jest to dla nas ciemna magia. I prawdopodobnie, jeśli ktoś słucha tego podcastu i nigdy nie miał nic wspólnego z inwestowaniem, to jest właśnie na tym etapie totalnej ciemności. Wydaje się to wielce skomplikowane. Tutaj często padają jakieś mądre terminy, słówka, zwroty, a my nie mamy pojęcia, o co tutaj biega. 

Wreszcie jak przejdziemy przez ten pierwszy etap ciemności i jeżeli np. będziemy mieć to szczęście, że trafimy na odpowiednie osoby, odpowiednie źródła i zaufamy tym właściwym osobom (bo niestety w świecie inwestowania jest też bardzo dużo czarnych owiec, które mogą nas tutaj w swoje objęcia przyjąć, a my nawet nie będziemy na początku zupełnie świadomi tego, że podążyliśmy w złym kierunku). Więc załóżmy, że ktoś miał dużo szczęścia i zdrowego rozsądku zarazem, żeby trafić w dobre, wiarygodne, rzetelne miejsce, jeżeli chodzi o wiedzę o inwestowaniu. I załóżmy, że tym miejscem jest miejsce, w którym wyznaje się filozofię inwestowania pasywnego, czyli takiego inwestowania, w którym z góry mówimy, że nie będziemy kopać się z tym przysłowiowym bykiem, tylko po prostu pozwolimy wykonać robotę rynkowi, a my będziemy mogli w tym czasie zająć się po prostu życiem.

Więc jeżeli w końcu dopracujemy, czy dojdziemy do momentu, w którym mamy już pewną filozofię inwestowania, wiemy,  w którą stronę chcemy podążać to mamy ten etap oświecenia. Nagle wszystko staje się jaśniejsze. 

Ale po oświeceniu przychodzi faza komplikowania, tzn. jak my już widzimy, że to inwestowanie może być bardzo proste, ale my już też więcej nieco wiemy na ten temat, to wydaje nam się, w taki naturalny zupełnie sposób, że jak sobie nieco tutaj skomplikujemy to i owo to będziemy mogli robić to jeszcze lepiej. I to jest bardzo zwodnicze, iluzoryczne i bardzo też takie momentami niebezpieczne, bo pomimo iż nam się wydaje, że takie skomplikowane rozwiązania, które mają więcej takich „ruchomych części”, to nam się wydaje, że ta finalna konstrukcja jest lepsza, od czegoś prostego to zwykle tak nie jest. Trzeba czasami sporo czasu i sporo też nabitych guzów, żeby dojść do wniosku, że warto to wszystko jeszcze uprościć. Że pomimo iż byliśmy już w „kurniku i witaliśmy się z gąską” i generalnie weszliśmy do dobrego pokoju, gdzie wyznają właściwą filozofię, to wciąż niestety zbłądziliśmy. Natomiast, jak już dojdziemy do tego etapu, gdzie mówimy sobie: „Ok, teraz jest ten moment, żeby uprościć to nasze inwestowanie”, to wtedy zwykle już później mamy z górki. I tak naprawdę – prosty portfel – może być bardzo efektywny, ale tak to bywa, że prostota wymaga sporego wysiłku i edukacji, żeby to proste rozwiązanie móc docenić. 

Trzy fundamenty inwestowania

Rick Ferri wspomniał też o tym, że to inwestowanie opiera się na 3 fundamentach. Ja już wspomniałem tutaj o filozofii, czyli np. inwestowania pasywnego, czyli takiego, w którym my nie staramy się pobijać rynków. Ale jak już mamy filozofię to musimy ją przelać w strategię. I o strategii też nieco powiedziałem, że mamy te etapy ciemności, później oświecenia, fazę komplikowania i wreszcie prostoty to jeżeli znów uda nam się trafić w odpowiednie miejsce to powinniśmy starać się robić tak, żeby ta nasza strategia po prostu była prosta i efektywna.

 Ale strategia to nie wszystko. Nawet jak będziemy mieć najlepszą strategię na podorędziu, to musimy jeszcze w tym wszystkim mieć dyscyplinę. Dyscyplinę, która pozwoli nam zrealizować tę strategię. A to nie jest tak, że wszystko jest proste. Proste jest jak portfel zarabia, ale naturalnym procesem inwestowania są również okresowe straty w portfelu. Paradoksalnie to właśnie dlatego portfel np. akcji może długoterminowo zarabiać, ponieważ przychodzi taki okres słabszy, w którym to te słabe ręce oddają ten kapitał i trzeba wtedy naprawdę wiele zrozumienia i dyscypliny w sobie, aby podążać za obraną strategią z dyscypliną.

To się wydaje być może dla osoby zupełnie bez doświadczenia inwestycyjnego, jako coś prostego. Bo zwykle nam się wydaje, że jak tylko będziemy mieć tę zwycięską strategię w kieszeni, to reszta jest tylko formalnością. No niestety. Paradoks tej całej sytuacji jest taki, że mieć dobrą strategię jest całkiem prosto i właściwie jest ich mnóstwo podanych na tacy. Oczywiście sztuką jest wybrać to, co ma sens, bo niestety mamy też np. w Internecie wiele śmieci, wiele źródeł, które są niewiarygodne. Ale nawet jak już mamy tę strategię i wiemy, że to jest dobra strategia, to naprawdę ciężko jest z tą strategią nam przetrwać w wielu podbramkowych momentach i też o tym sobie jeszcze nieco powiemy więcej. 

Filozofia inwestowania pasywnego

To jeszcze tak chwilę wrócę do tej filozofii i rozwinę tę koncepcję tego, o czym będę tak naprawdę najwięcej mówił w tym odcinku, czyli filozofii inwestowania pasywnego. To jest taka filozofia, w której mówimy sobie, że inwestujemy szeroko, najlepiej najszerzej jak się da, czyli np. wręcz w globalny koszyk np. akcji.

Czyli zamiast wybierać pojedyncze spółki do portfela i tutaj podniecać się tym, że mamy kolejnego Netflixa, Amazona, czy Google w portfelu. Czy nie daj Boże, jak ostatnio słyszałem w Internetach, wielu zawiedzionych inwestorów, którzy mieli akurat Gazprom, który spadł kilkadziesiąt procent w przeciągu 2-3 dni to tak naprawdę tutaj my nie wybieramy żadnej spółki w pasywnym portfelu. My kupujemy cały rynek.

Jak to mówił Jack Bogle: „Zamiast szukać igły w stogu siana, po prostu kupujemy cały stóg” – cały rynek. I to samo w sobie już jest strategią. Jeżeli cały rynek globalny nie będzie zarabiał w długim okresie, czyli gdyby zrealizował się najczarniejszy z możliwych scenariuszy. Taki, gdzie załamuje się cały światowy system, nie tylko finansowy, ale po prostu załamuje się cały świat na wielu różnych płaszczyznach geopolitycznych, ekonomicznych to wtedy ten nasz portfel inwestycyjny jest najmniejszym problemem, jaki byśmy mieli.

Dlatego też to podejście pasywne jest bardzo sensowne, bo ono nie niesie w sobie tego ryzyka, że nagle my mamy w portfelu ulokowane pieniądze w jednej spółce i ta spółka stanowi większość naszego portfela i akurat tą spółką jest np. Gazprom i w przeciągu 2-3 dni tracimy 70-80% swojego kapitału. I co gorsza – nie wiemy co dalej. No więc my mamy tutaj globalną dywersyfikację. 

Na dzień dobry to już mówimy sobie w filozofii pasywnego inwestowania, że rezygnujemy z prób pobijania rynku, tzn. nie staramy się tutaj dobierać tak różnych składowych do portfela, żeby być lepszym niż ten rynek, tylko mówimy sobie: „Ok, kochany rynku, ja biorę to co dajesz i nie będę tutaj wybrzydzał”.

Tu znów, paradoks tej całej sytuacji polega na tym, że tak naprawdę, choć z pozoru nie brzmi to jakoś nadzwyczajnie, żebyśmy świadomie chcieli być przeciętnym inwestorem, czyli zarabiali tyle, co rynek, bo każdy chciałby zarabiać więcej to paradoks tej całej sytuacji polega na tym, że tak naprawdę większość inwestorów (ponad 90%) chcąc podbijać rynek, przegrywa z tym rynkiem – jest sama pobita przez ten rynek.

Dlatego też to pasywne inwestowanie ma sens dla większości inwestorów. Ja nie mówię, że dla wszystkich, że każdy tylko i wyłącznie powinien inwestować pasywnie. Sam inwestuje w sposób aktywny, mam do tego konkretne przesłanki. Natomiast ja jestem pasjonatem inwestowania, rynków finansowych i spędzam nad tym bardzo dużo czasu. Mniej już w taki sposób aktywny, że śledzę rynki, ale wciąż dużą frajdę sprawia mi np. poszukiwanie różnych nieefektywności rynkowych, różnych strategii inwestycyjnych. Ale większość ludzi tego nie będzie robiła. Większość ludzi po prostu ma swoje życie, swój zawód, swoją karierę, swoją rodzinę i chce przede wszystkim po prostu żyć, a nie spędzać czas na to, żeby wybierać jakieś tutaj „rodzynki” do portfela i co też ważne – wcale nie daje to gwarancji, że pobijemy rynkiem, że można być wręcz pobitym przez ten rynek. Dlatego też większość osób powinna po prostu inwestować w sposób pasywny, a i tak ma gwarancję, że będzie miała wyniki lepsze od większości inwestorów na rynku.

Kolejnym takim bardzo ważnym elementem inwestowania pasywnego jest to, że staramy się od razu minimalizować koszty i optymalizować podatki. Bo o ile, my nie możemy kontrolować rynków, nie wiemy, czy będą one rosły, czy spadały w krótkim okresie. Oczywiście wiemy, że w długim okresie np. rynek akcji idzie tylko i wyłącznie pięknie w górę i naprawdę jest maszynką do zarabiania pieniędzy, a jeżeli kiedyś tak się nie stanie to, to jest ten moment, w którym mamy ten przysłowiowy koniec świata i wtedy mamy naprawdę większe problemy na świecie niż nasz rachunek brokerski.

To to, co możemy z kolei jednak kontrolować, to jest np. minimalizacja kosztów w naszym portfelu. I to, co nam się wydaje niewielką opłatą tu i teraz, tak naprawdę na przestrzeni lat, dekad wręcz, może się kumulować do ogromnych kwot. Tutaj ten procent składany, którego z jednej strony się często przywołuje, że jest takim cudownym narzędziem do pomnażania kapitału to procent składany również działa na naszą niekorzyść, jeżeli chodzi o kumulację np. kosztów. Bo to, co mogłoby na nas pracować, na naszym portfelu, dla nas to niestety w pewnym momencie, jeżeli my ponosimy zbyt duże koszty, okazuje się, że ten nasz procent składany działa przeciwko nam, jeżeli chodzi o te koszty. Bo te koszty po prostu nadgryzają nasz portfel w czasie. 

Z podatkami jest podobnie, tzn. tam, gdzie jest to tylko możliwe, starajmy się optymalizować te podatki. Dla jasności – mówimy tutaj o legalnej optymalizacji podatków, wykorzystując do tego celu np. dedykowane konta emerytalne -> link do materiału, gdzie więcej na ten temat mówię. 

Strategia inwestowania pasywnego

Jak mamy już tę filozofię to później musimy, jak to mówił Jack Bogle: „Stay the course”, czyli trzymać kurs. Ale oczywiście, żeby trzymać kurs, to musimy mieć strategię inwestowania, bo to, że mamy filozofię i mówimy sobie, że chcemy inwestować pasywnie to jedno, ale musimy też mieć konkretną strategię. I tak naprawdę strategia, jeżeli chodzi o inwestowanie pasywne to jest coś bardzo, bardzo prostego i można by to właściwie sprowadzić do odpowiedzi na pytanie: ile procent chcemy mieć w portfelu akcji, a ile procent chcemy mieć obligacji? To są takie 2 podstawowe składy większości portfeli pasywnych.

Akcje to jest ten gaz, to co pozwoli nam jak najszybciej pomnażać kapitał i w długim okresie liczonym więc w wiekach to właśnie ta klasa aktywów – akcje, zarabiały najwięcej. Z kolei obligacje to jest coś, co ma nieco tonować ten nasz portfel. Nie po to, żebyśmy zarabiali mnie, bo oczywiście, że każdy chciałby zarabiać jak najwięcej, ale po to, żebyśmy mogli zachować dyscyplinę w tym naszym portfelu. Obligacje mają właśnie za zadanie wprowadzić spokój do naszego portfela. I to jest wielką sztuką umieć w odpowiedzialny sposób określić sobie, jakie są to proporcje. Bo ktoś może powiedzieć, że będzie mógł mieć nawet 100% akcji w portfelu – i to są jakieś naprawdę wyjątkowe jednostki. Ale większość z nas będzie potrzebowała mniej lub więcej tych obligacji w portfelu. Ktoś może być dość agresywnym inwestorem i będzie miał 80% akcji w portfelu, a ktoś może stwierdzić, że jednak ceni przede wszystkim spokojny i będzie miał mieć w tym portfelu nie więcej niż np. 30% akcji.

Oczywiście ten wybór ma konkretne konsekwencje, jeżeli chodzi o stopę zwrotu, natomiast, jeżeli ktoś sobie powie: „Najlepiej bym się czuł z 30% akcji w portfelu, ale niestety przy mojej stopie odkładania kapitału to by mi życia zabrało, żeby zbudować kapitał, jaki mnie interesuje, więc muszę mieć np. 50% akcji w portfelu”, to nie jest chyba zawsze szczęśliwy pomysł, żeby po prostu sobie tylko zwiększyć te akcje i starać się przymknąć oko na to, że my tego ryzyka nie zniesiemy. Bo przyjdzie chwila prawdy i wtedy my możemy być sparaliżowani i może być gorzej niż gdybyśmy byli z tymi 30% akcji w portfelu. Więc jeżeli mamy taki dylemat to lepiej zastanawiajmy się, w jaki sposób podnieść stopę oszczędzania, odkładania nowego kapitału, a nie to, jak zwiększyć ryzyko, bo na końcu być może stwierdzimy, że za mało byśmy mieli pieniędzy.

To, co jest bardzo ważne przy budowaniu strategii, to im prościej tym zwykle jest lepiej. A cała reszta: czy chcemy mieć akcje amerykańskie, czy chcemy mieć akcje europejskie, może chińskie, a może jeszcze chcemy jakieś tzw. czynniki. To jest, jak to nazwał Rick Ferri w wywiadzie ze mną – tak naprawdę taki lukier na tym torcie i to można sobie zostawić 10% na takie szaleństwa, a tak naprawdę skupmy się na tym, co jest dla nas najważniejsze, żeby mieć po prostu solidną porcję, jeżeli chodzi o ten tort – czyli co najmniej te 90% – opartą o prosty, globalny indeks akcji i obligacji.

Dyscyplina w inwestowaniu (pasywnym)

No i dyscyplina inwestowania pasywnego – gdy portfel rośnie, to oczywiście wszyscy są odważni, ale kwestią czasu są ostre spadki. A tak naprawdę, to nie jest tylko tak, jak sobie nawet spojrzymy historycznie, że my powiemy sobie: „Ok, portfel stracił w międzyczasie 30%, może nawet 50%, ale my byśmy sobie dali z tym radę”. Tak naprawdę, emocje nie wynikają tylko z tych spadków, ale same spadki na giełdach mają jakiś konkretny powód. I tu są różne powody: może być powód czysto ekonomiczny, może być zła sytuacja geopolityczna, jak np. w momencie, kiedy teraz to nagrywam – sytuacja na linii Ukraina-Rosja. To są momenty, w których naprawdę może komuś zadrżeć ręka, gdzie emocje mogą tutaj dojść do głosu i gdzie wtedy my nagle możemy sobie powiedzieć, że tym razem jest inaczej. Bo nikt wcześniej nie groził nam np. bronią nuklearną albo nikt wcześniej nie mówił o tym, że cały znany nam dzisiaj rynek finansowy być może po prostu zbankrutuje (przynajmniej taki jaki znamy). 

Problem z tymi sytuacjami jest taki, że zawsze jest inaczej, że zawsze jest jakiś powód, tego co się dzieje na rynku, że są duże spadki. Być może ludzie tracą pracę, być może my straciliśmy pracę, być może naprawdę jest ogromna niepewność i wszyscy tutaj wieszczą, że nie będzie jutra, a my musimy inwestować. Tutaj prosta jest taka zasada, że nie warto naprawdę obstawiać końca świata, bo jak koniec świata nastąpi to już i tak nie będzie problem inwestycyjny, tylko na zupełnie innym poziomie.

Ale jak też budujemy strategię albo w ogóle myślimy o rynkach, czy uczymy się rynków i słyszymy wiele różnych opinii, to warto zwrócić uwagę na to, że o ile opinię może mieć każdy i to jest ok, bo każdy ma prawo do swojej opinii, to my nie powinniśmy być łatwowierni. Powinniśmy weryfikować te opinie. I jak weryfikujemy te opinie, jeżeli chodzi o rynki finansowe i ktoś nam powie np., że złoto jest świetne, bo na pewno nas ochroni przed inflacją albo że akcje są świetne, bo przez ostatnie 5-10 lat tak pięknie rosły, to my powinniśmy weryfikować zawsze te wszystkie informacje. I nie za ostatnie 5-10 lat, ale w bardzo długim horyzoncie. Horyzoncie, który obejmuje właśnie wiele różnych nadzwyczajnych sytuacji i taka sytuacja, jaka ma dziś np. miejsce na linii Rosja-Ukraina, sytuacja geopolityczna, oczywiście za każdym razem może być inna, dotyczyć innej sytuacji, innych państwa, ale jeżeli chodzi o skutki na rynkach, to zwykle to wygląda tak samo – są po prostu spadki, jest dużo zmienności, panika, później jest euforia i po prostu te emocje mamy wymieszane.

Żebyśmy mogli to zobaczyć, bo takie rzeczy nie dzieją się na co dzień, to musimy sięgnąć często o wiele więcej lat wstecz. I to nie tylko po to, żeby zobaczyć takie sytuacje geopolityczne, ale też np. zobaczyć takie długoterminowe trendy, jak chociażby odnośnie stóp procentowych. I gdybyśmy sobie zerknęli tylko za ostatnie 30-40 lat jak wyglądały stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych, to możemy dojść do wniosku, że obligacje to tak naprawdę są świetne i być może nawet te akcje nam nie są potrzebne w portfelu. Ale gdybyśmy się cofnęli jeszcze kolejne 40 lat wstecz do roku np. 1940 i później prześledzili kolejne lata, co się działo z obligacjami to moglibyśmy nagle się zdziwić, że to jest zupełnie inny instrument, nie ten, który znamy od nawet 40 lat. 

A historię warto znać i tutaj jest często wiele zarzutów: „Ale po cóż mi znać historię, jeżeli ja będę i tak inwestował tu i teraz i w przyszłości? Bardziej by mnie interesowało co będzie w przyszłości”. Mam złą wiadomość – przyszłości nie zna nikt. Natomiast jak to mawiał Mark Twain: historia być może nie powtarza się, ale z pewnością się rymuje i tak jest. Dlatego też warto być studentem historii. 

Co mówi historia?

Akcje spośród klas aktywów to jest właśnie ta klasa aktywów, która zarabiała historycznie najwięcej. Tutaj można różne wartości powiedzieć, ile to jest, ile zarabiały te akcje. Dla przykładu: akcje amerykańskie S&P 500 za ostatnie 100 lat zarabiały nominalnie (czyli przed inflacją) ponad 10%, ale po urealnieniu, czyli po nałożeniu inflacji to było 7,5%.

Ale to nie oznacza, że wszystkie akcje zawsze zarabiają 7,5% powyżej inflacji. Pomyślcie sobie o tym. Macie takie np. obecnie marne lokaty w bankach, gdzie tak naprawdę te lokaty nie są w stanie zwyciężyć nawet inflacji, nie żeby zarobiły cokolwiek powyżej inflacji. Tak naprawdę tracą nasze pieniądze. Nie nominalnie, bo nominalnie jak włożymy 100 zł, to wyjmiemy to 100 zł + jakieś grosze z tej lokaty, jeżeli chodzi o wypłacone nam jeszcze w międzyczasie odsetki, natomiast tak naprawdę realnie to ze 100 zł po roku będziemy mieć np. w tym momencie już 92-93 zł, jeżeli na to nałożymy panującą inflację, jeżeli jeszcze zapłacimy w ogóle podatki od tych marnych odsetek, jakie nam tam zostały wypłacone. 

Dla uproszczenia możemy przyjąć sobie, że akcje globalnie na świecie zarabiały, powiedzmy 5% powyżej inflacji. Tyle można powiedzieć, w długim okresie zarabiają akcje. Ale nic za darmo. W międzyczasie musimy liczyć się z tym, że rynek akcji może spadać o 50% – jeżeli chodzi o rynek globalny, to było ponad 60%. Jeżeli chodzi o rynek amerykańskich akcji, to on w najgorszym momencie tracił ponad 80%. Dlatego też właśnie potrzebujemy obligacji, czyli tego stabilizatora w portfelu. I obligacje, tak to jest w świecie finansów, nic za darmo – nie ma tutaj darmowych obiadów. No, ok, może kilka jest, ale jakoś tak się składa, że jak są darmowe, to niewielu z nich chce naprawdę korzystać.

Ale obligacje mają stabilizować ten portfel, ale nic za darmo. To jest niestety cena tego, że jeżeli chcemy mieć nieco spokoju w portfelu i wkładamy tam te obligacje, to musimy zrobić to kosztem stopy zwrotu. No i tak jak akcje zarabiały powyżej 5% powyżej inflacji, tak obligacje zarabiają 2% powyżej inflacji, i to można powiedzieć, w takim bardzo długim okresie – 100-letnim. A tak naprawdę bywały okresy (i to długie okresy) liczone w dekadach, gdzie realnie obligacje po prostu traciły, czyli nie były w stanie zwyciężyć inflacji. I mówimy tu dla jasności o obligacjach skarbowych, czyli obligacjach, które są emitowane przez Skarb różnych państw. W tym przypadku ja tutaj posiłkuję się danymi dla obligacji amerykańskich, czyli emitowanych przez rząd Stanów Zjednoczonych, ponieważ jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone, to historia rynków finansowych jest tam długa i można mieć tutaj dane dla bardzo długiego okresu.

No więc obligacje zarabiają ponad 2 razy mniej, jeżeli chodzi o roczną, uśrednioną, realną stopę zwrotu. I to się wydaje, że być może jest niewiele, ale tak naprawdę to jest bardzo dużo, bo ten nasz portfel napędza, jeżeli chodzi o jego stopę zwrotu, przede wszystkim ta część akcyjna. A te obligacje to jest niezbędny dla większości komponent portfela. I to nie tylko po to, żeby stabilizować przy okazji, ale jest też np. jeszcze druga rola obligacji, że jak dla przykładu jesteśmy w fazie konsumowania tego naszego kapitału, który zbudowaliśmy i np. jest spadek na rynku akcji to, zamiast wyciągać pieniądze z tych dołujących akcji, to my możemy po prostu sięgnąć do części obligacyjnej. 

Mamy też gotówkę oczywiście. To jest taka kolejna klasa aktywów. Tutaj przez gotówkę ja rozumiem w tym przypadku amerykańskie bony skarbowe, czyli taki odpowiednik lokaty w banku. I okazuje się, że realnie bony skarbowe, czy lokaty bankowe w Stanach Zjednoczonych były w stanie pokonać inflację o 0,8%. Ale dla jasności: to jest dla bardzo długiego okresu 100-letniego. Bywały okresy, gdzie również bony skarbowe nie były w stanie pokonać inflacji. 

Złoto? Oczywiście złoto kocha każdy, przynajmniej większość. Tutaj nie będę wchodził w szczegóły, tylko tak dla ciekawostki podam, że od roku 1970 (chociaż to nawet jest za wcześnie, bo realnie powinno się liczyć od roku 1975, czyli od momentu, kiedy legalnie można znów było handlować złotem w Stanach Zjednoczonych po uwolnieniu cen złota to złoto zarabiało średniorocznie przez 50 lat – 4,1% powyżej inflacji. Ale niestety miało całkiem sporą zmienność i całkiem duże też obsunięcia na poziomie 65%. A jak w ogóle powiem, że od 1980 r. do dziś złoto ma ujemną stopę zwrotu, to być może niektórzy się wręcz zezłoszczą, że manipuluje danymi, więc ja już tutaj może na tym zakończę swoje dywagacje o złocie.

Towary to jest też taki komponent, który w portfelach się może pojawić. Towary zarabiały średniorocznie powyżej inflacji na poziomie 2%, ale ich zmienność jest jeszcze większa nawet niż złoto. Zresztą złoto też jest towarem, ale tutaj mówiąc o towarach, ja mam na myśli koszyk towarów i w tym przypadku Index Goldman Sachs Commodity Index GSCI i to jest taki koszyk różnych towarów i on za ostatnie 50 lat zarabiał średniorocznie 2% powyżej inflacji, ale przy spadkach sięgających niemalże 90% w międzyczasie (cały koszyk) i zmienność też była bardzo, bardzo duża, właściwie największa. 

Ale akcje i obligacje są w zupełności wystarczające, żeby zbudować sensowny portfel. 

Okazuje się, że akcje i obligacje w zupełności wystarczają, żeby mieć sensowny portfel. I tutaj podaję kilka konkretnych przykładów. 

Taki najprostszy portfel, klasyczny 60/40, czyli 60% mamy tutaj S&P 500, czyli 500 największych spółek amerykańskich, czyli mówiąc krótko – akcje amerykańskie i 40% obligacji 10-letnich to taki portfel za ostatnie 50 lat zarabiał na poziomie 10% przed inflacją i 6% z hakiem powyżej inflacji. A międzyczasie tracił nieco ponad 30%. Najprostszy z możliwych portfeli. 

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że tych akcji jest za dużo albo za mało, albo że są tylko i wyłącznie akcje amerykańskie i ktoś wolałby globalny i to jest akurat bardzo dobry argument. Natomiast nie to jest kluczowe. Kluczowe jest to, że taka prosta koncepcja po prostu w długim terminie zarabia.

All Seasons (Ray Dalio) – bardziej rozbudowany portfel, też pięknie zarabiał około 10%, nominalnie ponad 5% realnie powyżej inflacji przy 2 razy mniejszej zmienności, obsunięciach niż ten portfel 60/40. I takich portfeli można mnożyć. 

Ja w swoim oprogramowaniu System Trader mam takich portfeli ponad 40 i wszystkie te portfele możecie sobie przetestować za okres 50, a nawet ponad 100 lat. I tak naprawdę dojdziecie do wniosku, że jakkolwiek byście sobie tutaj nie poskładali te różne komponenty to o ile macie wszystko w portfelu, co macie mieć, czyli jako minimum akcje i obligacje to zawsze wyjdziecie na swoje.

Oczywiście na koniec taki prowokacyjny przykład Global Equities Momentum, czyli strategia aktywna, która faktycznie tutaj wybija się na tle tych pasywnych portfeli, bo zarabia więcej. Ale ona po pierwsze: nie ma gwarancji, że tak będzie zarabiała więcej w przyszłości, bo tego nikt nie wie. Ja głęboko wierzę, że będzie nadal miała swoją przewagę, ale nie to jest najbardziej kluczowe, żeby podbijać za wszelką cenę rynek. Bardziej kluczowe jest to, że taka strategia aktywna wymaga większego zrozumienia tematu. Jeżeli ktoś tylko i wyłącznie połasi się większą potencjalnie stopą zwrotu, ale nie ma zrozumienia, na czym to polega, to niestety najprawdopodobniej będzie musiał zapłacić wysoką cenę w postaci tego, że w podbramkowej sytuacji emocje dojdą do głosu i ktoś po prostu porzuci na placu boju tę strategię i ucieknie z podkulonym ogonem, co po prostu źle się kończy, bo po prostu wtedy realizujemy tę stratę i nie pozostawiamy sobie szansy na to, żeby odrobić tę stratę. Bo dla jasności: to, że obsunięcia w portfelach się pojawiają, to jest coś absolutnie normalnego i naturalnego.

Jakie wnioski można wyciągnąć z historii?

Otóż każda klasa aktywów przechodzi przez dobre i słabe okresy. Paradoksalnie właśnie dzięki temu możemy zarabiać, bo dzięki temu te słabe ręce rynek wyrzuca i pozostają na rynku te silne ręce, które mogą skorzystać z premii za to ryzyko i po prostu zarobić.

Kolejna lekcja z historii jest taka, że nie warto obstawiać końca świata, chociaż bardzo wiele osób stara się usilnie robić to cały czas. Czy to już będzie koniec świata, bo np. Vladimir Putin sięgnie po broń nuklearną? Oczywiście, że to jest przerażająca wizja i oczywiście, że każdy może czuć niepokój na myśl o czymś takim, natomiast prawda jest taka, że my nie mamy wpływu na to co zrobi Putin. Oczywiście mają na to pewien wpływ państwa i dyplomaci itd., natomiast my jako zwykli Kowalscy nie mamy. Może w tym sensie mamy, że powinniśmy starać się rzetelnie i odpowiedzialnie podchodzić do kwestii wyborów, żebyśmy wybierali takich ludzi, którzy mają równo pod sufitem. Natomiast tak naprawdę, jeżeli my będziemy sparaliżowani inwestowaniem, bo zakładamy, że będzie koniec świata to co my zyskujemy? Przede wszystkim na pewno tracimy potencjalną możliwość zarobku, bo jeżeli się to nie ziści i ten koniec świata nie nastąpił, to my zostaliśmy z boku i nie zarobiliśmy pieniędzy. Natomiast, gdyby ten koniec świata się ziścił to cóż… To sorry, kiedyś i tak nastąpi ten koniec świata, ale miejmy nadzieję, że nie teraz i warto jednak być optymistą. 

Dywersyfikacja klas aktywów ma sens, bo różne klasy aktywów mają lepsze i gorsze okresy, ale nie zawsze one są w tym samym momencie, więc im bardziej zdywersyfikujemy i mamy w portfelu akcje i obligacje, a do tego mamy być może jeszcze jakieś inne klasy aktywów np. towary to może nam pomóc ładnie w wygładzeniu linii kapitału, czyli będzie po prostu ten portfel w bardziej stabilny sposób przyrastał w czasie.

I tak naprawdę nie ma już znaczenia, ile procent będziemy mieć danego aktywa w portfelu: ile złota, ile akcji, ile obligacji. Czasami ludzie wręcz „dzielą włos na czworo”, a tak naprawdę pomijają najważniejszy aspekt – aspekt dyscypliny, emocji, behawioralny, że to jest najtrudniejsze. I że jeżeli już myślimy o tym, ile procent akcji, obligacji to owszem, to jest bardzo ważny aspekt do rozwiązania, ale pod kątem ryzyka, emocji, tego czy my będziemy w stanie z tym portfelem przetrwać na lata, najlepiej na dekady, najlepiej do końca naszego życia. Natomiast to, czy my sobie włożymy 3%, czy 5% złota do tego portfela, a może 10% to naprawdę jest drugorzędne.

Oczywiście, ktoś będzie prognozował, że złoto ma mieć super okres, a może wręcz odwrotnie – tak naprawdę nikt tego nie wie. Więc nie ma sensu zakładać się tutaj z rynkiem. I to jest o tyle ważne, że mówimy tutaj o inwestowaniu pasywnym, więc ja osobiście wiem, że nie jestem inwestorem pasywnym, to nie muszę tego robić, ale mam inną strategię, którą zweryfikowałem. Ale jeżeli mówisz sobie: „Jestem inwestorem pasywnym” to bądź tym inwestorem pasywnym, a nie mówisz, że jesteś inwestorem pasywnym, ale tak naprawdę starasz się być cały czas aktywnym i zakładać się z rynkiem o to i owo. No nie. Ja jestem np. inwestorem aktywnym i z otwartą przyłbicą mówię: jestem inwestorem aktywnym. Nawet więcej – nie muszę wygrywać z tym rynkiem. Z innych powodów to robię. To nie jest odcinek poświęcony akurat temu, ale mówię to z otwartą przyłbicą. Natomiast nie ma sensu oszukiwać. To nawet nie chodzi o to, że kogoś innego, ale przede wszystkim siebie. 

Co jest też bardzo kluczowe, nie warto wejść w taki kanał pogoni za tym co najlepiej zarabiało w ostatnich 5-10 latach. Wielu pasywnych inwestorów właśnie wpada w coś takiego. Zobaczyli, że za ostatnie 5-10 lat, np. indeks na akcje amerykańskie oparty o momentum zarabiał więcej, niż prosty indeks S&P 500 to już będziemy szli w taki indeks, bo nam się wydaje, że to jest takie proste, że tak prosto można pobić S&P 500 i skoro S&P 500 miało gorszy wynik, to my sobie to wybierzemy i to tak będzie dlatego, że przez 5-10 lat tak było. Trzeba więcej zrozumienia w temacie. Jeżeli nie wiemy, dlaczego coś się dzieje albo coś wygląda zbyt pięknie niż mogłoby to się wydawać, to zwykle to jest coś, co powinno zwrócić naszą baczną uwagę.

Przykład budowy kapitału

Konkretny przykład budowy kapitału, czyli jest jakaś osoba, która faktycznie sobie powie: „Dobra, dość gadania, chcę faktycznie zacząć inwestować. Buduję sobie portfel, robię to systematycznie, mam np. 30 lat i do 60 chcę budować sobie portfel, a później po prostu z tych pieniędzy wypłacić sobie prywatną emeryturę”. Ja tutaj zrobiłem taką symulację. Za 30 lat fazy tej akumulacji, czyli fazy, w której my cały czas regularnie dopłacamy kapitał i to jest portfel Raya Dalio. Portfel All Weather, czyli taki portfel, który ma spełniać swoją rolę w każdych warunkach.

I zarazem hossy i bessy na rynku akcji, ale wtedy mają pozwolić w portfelu zarabiać np. jak rynek akcji się wali to np. mamy tutaj jeszcze towary, złoto, obligacje. Nie będę tutaj wchodził w szczegóły konstrukcji tego portfela. To nie jest naprawdę kluczowe. Mógłby być to również portfel 60/40 najprostszy. To nie jest kluczowe i dlatego nie będę tutaj więcej w te szczegóły wchodził. 

Tutaj taką konkretną symulację przeprowadziłem.

Od roku 1970 inwestujemy przez 30 lat. Startujemy z kapitałem 1000 $ i każdego kolejnego roku dopłacamy kolejne 1000 $, ale robimy to też w ten sposób, że każdego kolejnego roku powiększamy to 1000 $ o 5%, żeby inflację pokonać. +/- inflację, bo oczywiście czasami będzie to powyżej inflacji, czasami poniżej. Ale oczywiste jest, że 1000 $ dziś, a 30-50 lat to nie jest to samo 1000 $. Dla jasności, 1000 $ w roku 1970 to, żebyśmy mieli odpowiednik tych 1000 $, jeżeli chodzi o siłę nabywczą, to dziś musielibyśmy mieć ponad 7000 $, czyli mniej więcej ponad 7 razy dolar stracił na wartości. Jeszcze założyłem tutaj opłaty transakcyjne – 0,2%, bo musimy kupować te elementy do tego portfela, a tutaj w tym przypadku najlepiej robić to przy pomocy ETF’ów. 

Ale nie to jest istotne. Mamy pasywny portfel, w którym mamy akcje, obligacje, w tym przypadku mamy jeszcze towary – złoto. I chcemy sobie spokojnie inwestować przez 30 lat – z kapitału startowego 1000 $ dopłacamy 1000 $ i co się dzieje? Widzimy linię kapitału, która pięknie przyrasta przez 30 lat. Na początku tej linii kapitału widać bardzo silny wpływ tych dopłat kolejnych corocznych, bo one stanowią na początku duży udział całości portfela. Ale im dalej w las, tym kolejne te dopłaty roczne do portfela, już mają coraz mniejszy wpływ na wartość tego portfela dlatego, że sam portfel już jak ta kula śniegowa jest coraz większy, napędziliśmy już tę kulę i naprawdę z roku na rok ona przybiera coraz więcej masy. I ile nabrała tej masy?

Z 1000 $ po 30 latach, na koniec roku 1999 mamy ponad 347 000 $. To jest coś pięknego. My wpłacamy w sumie 30 000 $ na przestrzeni 30 lat, a na końcu mamy 347 000 $. I oczywiście ktoś może powiedzieć, że 1000 $, że 1970 r. To nie o to chodzi. Ja tu wybieram przykład sięgający do roku 1970 i dolary dlatego, że w Polsce nie mieliśmy jeszcze wtedy rynku kapitałowego. Rynek amerykański po prostu pozwala na takie rzeczy, ale dziś my mamy dostęp do tego, do czego mają Amerykanie, więc to tylko i wyłącznie chodzi o zwizualizowanie siły procentu składanego w czasie i siły inwestowania prostymi metodami. Więc można sobie te 1000 $ przełożyć np. na 1000 zł i na współczesne czasy, ale żeby uzmysłowić sobie, że taki prosty portfel średniorocznie potrafił zarabiać około 6% powyżej inflacji. Czyli dziś większość lokat traci, a tu mamy prostą metodą, prostym portfelem ponad 6% powyżej inflacji. I dopłacając do takiego portfela 1000 $ przez 30 lat, mamy ponad 10 razy więcej tego kapitału niż wpłaciliśmy.

No dobrze, ale 30 lat oszczędzania, wcale być może niezaciskania pasa, bo być może to był jakiś niewielki wyczyn dla danej osoby. To już musi sobie każdy sam tutaj odpowiedzieć na to pytanie, ile chce odkładać. To też nie chodzi o to, żeby żyć jak pustelnik przez 30 lat, żeby później żyć jak król na emeryturze, której być może nie dożyje ktoś nawet. Nie chcę, żeby to źle brzmiało, bo oczywiście życzę każdemu i sobie również, żebyśmy żyli jak najdłużej, ale to nie o to chodzi, żeby odkładać życie na później, ale to też nie chodzi o to, żebyśmy żyli dziś, tak jakby jutra miało już nie być. Czyli jak to zwykle bywa, warto wypośrodkować te argumenty. I jeżeli ktoś naprawdę regularnie przede wszystkim odkłada – to wcale nie musi odkładać wielkich pieniędzy, wcale nie musi zaniżać jakoś swojego poziomu życia, żeby później cieszyć się większym kapitałem w okresie jesieni życia dla przykładu. 

Po tych 30 latach ktoś mógłby sobie powiedzieć: „Ok, to mam 60 lat, przez 30 lat odkładałem, to teraz chciałbym skorzystać z tego kapitału”. I możemy przyjąć sobie taką regułę 4%, która mówi, że można wypłacać sobie 4% każdego roku z tego kapitału. Tam jest jeszcze to powiększane o inflację, ale my przyjmiemy proste założenie, że wypłacamy sobie każdego roku od 2000 r. do teraz – 4% z tego kapitału, czyli jeżeli mieliśmy 347 000 $ na koniec 1999 r. to pierwsza nasza roczna emerytura wynosi prawie 14 000 $, czyli ponad 1000 $ miesięcznie. Czyli startując od 2000 r., do końca 2021 r. możemy sobie wybierać każdego roku 4% i co się okazuje – na koniec 2021 r. pomimo, że wybraliśmy w tym czasie prawie cały ten kapitał, który mieliśmy na rachunku w momencie przejścia na emeryturę, to my po tych ponad 20 latach wybierania każdego roku 4% z tego wypracowanego kapitału, ale ten kapitał nie zdjęliśmy całkowicie z rynku, tylko wyciągamy sobie te 4% każdego roku to po tych 22 latach mamy na rachunku jeszcze 733 000 $. Dwa razy więcej niż w momencie, kiedy przechodziliśmy na tą emeryturę. A więc zauważcie, jak te rynki pięknie działają. Podwajamy kapitał na emeryturze dwukrotnie. 

Linia kapitału w fazie konsumpcji (jak jesteśmy na emeryturze) nie wygląda tak łagodnie, jak w momencie akumulacji, gdzie my przede wszystkim dopłacamy i pomnażamy kapitał, a w fazie już konsumpcji wyciągamy te pieniądze z rachunku, ale mimo wszystko to, co pozostaje na rachunku, cały czas pracuje na rynku, to ta linia kapitału jest nieco bardziej poszatkowana, ale można zauważyć, że w długim horyzoncie czasu (ponad 2 dekady) wciąż ten nasz kapitał zarabia. I skąd te 4%? Dlatego, że ktoś kiedyś stworzył takie prawo 4%. Niektórzy mówią, że być może 4% obecnie to jest za dużo, że powinno być 2-3%. To już jest kwestia wtórna, tak naprawdę nikt tego nie wie. Mi chodziło o to, żeby pokazać konkretny przykład tego, jak można budować kapitał, a później jak można z tego kapitału korzystać i czerpać latami. 

Ok to podsumujmy sobie ten nasz portfel emerytalny, czyli tę fazę akumulacji i fazę konsumpcji. Otóż przez 30 lat odkładamy 1000 $ rocznie i 1000 $ w 1970 r. to jest mniej więcej odpowiednik dzisiejszych 7000 $ na 2022 r. I mamy po 30 latach 347 000 $, czyli wpłacając 30 000 $ przez 30 lat, tak naprawdę pomnażamy kapitał nominalnie ponad 10-krotnie. Ale to, co jest ciekawe to, że po 30 latach budowania tego kapitału, do końca życia możemy wypłacać sobie 4% – najprawdopodobniej nigdy ten kapitał nam się nie wyczerpie. Ale nie chcę tutaj wchodzić głęboko w temat. Tak bywało historycznie, czy tak będzie tego nie wiadomo. Jeżeli ktoś się boi, może zamiast 4% wypłacać sobie np. 2-3%. Nie jest to takie w tym momencie kluczowe. Chodzi mi przede wszystkim o zwizualizowanie procesu inwestowania w długim horyzoncie czasu.

Czyli można powiedzieć, że roczna wpłata przez 30 lat równa się później miesięczną wypłatą. Czyli jeżeli rocznie przez 30 lat wpłacaliśmy sobie 1000 $ to później dożywotnio każdego miesiąca możemy po 30 latach wypłacać sobie 1000 $. To jest z dużym przybliżeniem, natomiast tu chodzi przede wszystkim o zwizualizowanie siły procentu składanego w czasie.

Ale żeby nie było tak cudownie, to też powiedzmy sobie o kilku problemach z inwestowaniem.

W inwestowaniu najważniejsze są 3 kwestie:

  • psychologia,
  • opłaty,
  • podatki.

I o praktycznie każdym z tych elementów już coś powiedziałem w tym odcinku podcastu. Ale przejdźmy sobie jeszcze raz po tych aspektach inwestowania i przytoczmy konkretne przykłady.

Psychologia

Zacznijmy od psychologii. Otóż jak wiecie, bo mówiłem to już wielokrotnie, inwestowanie pasywne jest dlatego dobre, ponieważ wcale nie jest tak łatwo pokonywać rynek. Inwestorzy, zwłaszcza bez przygotowania, są naprawdę bardzo słabi w stosowaniu tzw. timingu rynkowego, czyli nam się wydaje, że kupimy sobie wtedy, kiedy jest tanio, a sprzedamy, kiedy jest drogo. Tak jakby cały świat był głupi, nagle my wchodzimy cali na biało i powiemy: „No, teraz jest moment na kupno, bo jest tanio.

Oczywiście cały świat był głupi, bo cały czas kupował, jak było drogo, ale my widzimy – teraz jest tanio, a później sobie sprzedamy na górce, jak będzie drogo”. Jakby ktoś nie wiedział, to są wręcz miliardy ludzi na świecie, którzy chcieliby, żeby to tak prosto było, a jakoś się tak składa, że Warren Buffett, najwybitniejszy inwestor jest jeden i jakoś tak, non stop nie mamy tutaj jak na pęczki kolejnych Warrenów Buffettów, którzy cały czas pobijają te rynki. No więc pokora jest ważna. Niestety w praktyce to pokonywanie rynków przez niedoświadczonych, nieprzygotowanych inwestorów wygląda w ten sposób, że robią dokładnie na odwrót, niż zamierzają, czyli kupują właśnie na szczytach, a sprzedają na dnie. Często też podążają w tym wszystkim ślepo za tłumem, bo to tłum tak robi. 

Efekt nieudanego timingu jest taki, że jak podają różne badania, np. firma Vanguard, czyli dostawca funduszy pasywnych, ETF’ów, czy też DALBAR w Stanach Zjednoczonych to te 2 instytucje mówią, że przez nieumiejętny timing inwestorzy, którzy mieli podbijać te rynki, zwykle są o 1-2 punkty procentowe poniżej tego rynku. Tyle kosztuje próba pobijania rynku przeciętnego inwestora. To oznacza, że jeżeli np. powiedziałem, że przeciętnie rynek akcji w długim okresie zarabiał 5% powyżej inflacji to jeżeli ktoś próbował robić nieumiejętny timing (czyli większość) to tak naprawdę większość tych przeciętnych inwestorów zamiast 5%, zarabia 3-4% powyżej inflacji. 1 do 2 punktów procentowych mniej niż szeroki rynek. Co gorsza, czasami te błędy behawioralne, czy ten nietrafiony timing jest bardzo spektakularny. 

Ja tutaj podam przykład, jaki znalazłem na stronie i słyszałem w podcaście u Meba Fabera. Swoją drogą, polecam bardzo Mega Fabera i bardzo duży wpływ ma Meb Faber na ten odcinek podcastu. Bardzo mocno się tym inspirowałem też. Meb Faber to jest człowiek, który jest inwestorem ze Stanów Zjednoczonych, który jest dostawcą również swoich własnych ETF’ów i miałem również przyjemność rozmawiać z Mebem Faberem u siebie w ramach podcastu.

Meb Faber przytoczył taki przykład funduszu Kena Heebnera ze Stanów Zjednocznych, który w początku XXI w. zarabiał przez kilka lat bardzo dobrze – miał średnioroczną stopę zwrotu na poziomie 14%. I, pomimo że miał taką świetną stopę zwrotu, co oczywiście przyciągało do niego nowych klientów, to średnio inwestorzy zarabiali połowę tego – zamiast 14% to 7%. A dlaczego tak się działo? Otóż jak sobie można wyobrazić, te 14% średniorocznie to nie oznaczało, że było od linijki, że każdego roku po 14%, tylko bywały lata tłuściejsze i chudsze. Jak np. fundusz miał rekordowy rok i pomnożył kapitał, aż o 70% to jak nie ciężko się pewnie domyślić, wszyscy się rzucili na ten fundusz i chcieli inwestować w tym funduszu, natomiast oczywiście co się stało w kolejnym roku? Po takim rekordowym roku wyniki były dużo gorsze, więc ludzie uciekali z tego funduszu, a później znów wracali. Robili dokładnie odwrotnie. Gdyby ktoś kupił i trzymał ten fundusz przez te lata, to miałby te 14%.  A przez to, że ludzie próbowali robić ten nieudany timing, to okazało się, że inwestorzy w ten fundusz zarabiali przeciętnie 2 razy mniej. 

Ciekawym jest też (i to też znalazłem u Meba Fabera) artykuł: „The Selection and Termination of Investment Management Firms by Plan Sponsors”. Tytuł jest bardzo nudny i nie oddaje tego, co tak naprawdę ma w sobie ciekawego. 

Otóż zbadano tam przypadki kilku tysięcy sytuacji, w których zwalniano zarządzających funduszami inwestycyjnymi. Jak się można domyślić, zwalnia się takiego zarządzającego zwykle dlatego, że ma słabe wyniki. Sprawdzono, jakie te wyniki miał przed zwolnieniem za ostatnie 3 lata, taki zwalniany zarządzający tym funduszem. I sprawdzono, jakie miał wyniki w kolejnych 3 latach, już w innym funduszu. Ale sprawdzono też wyniki tego nowozatrudnionego zarządzającego w tym funduszu, który opuścił ten pierwszy zarządzający. 

Co tutaj wyszło z tego?

Oczywiście możecie się już domyśleć, że ten nowozatrudniony menadżer był oczywiście zatrudniony do tego funduszu w miejsce innego menedżera dlatego, że ostatnie 3 lata miał świetne, a ten, który był zwalniany, miał słabe wyniki. Ale w kolejnych 3 latach zwykle sytuacja się odwracała. Ten, kto miał świetne wyniki, w kolejnych latach miał słabe wyniki i na odwrót. Czyli ten zwalniany zwykle menedżer z funduszu inwestycyjnego wykręcał później świetne wyniki w innym miejscu. A ta gwiazda inwestowania zatrudniona do funduszu, która przez 3 lata ostatnie miała świetne wyniki, okazało się, że kolejne 3 lata były już całkiem przeciętne. I mówimy tutaj o profesjonalistach w instytucjach, czyli widzimy, że inwestorzy nie tylko indywidualni popełniają błędy, ale również profesjonalni, instytucjonalni – że tutaj jest tzw. ryzyko kariery, czyli 3 lata słabe wyniki i od razu jest ktoś zwalniany. A dla jasności: 3 lata w długoterminowym inwestowaniu, czy inwestowaniu pasywnym to jest nic. Przez 3 lata możecie być na minusie. Możecie być na minusie nawet przez 5-10 lat. A nawet rynek amerykański kiedyś był na minusie przez 15 lat. Także takie rzeczy się zdarzają.

Wpływ opłat

Kolejny bardzo ważny aspekt. Nam się wydaje, że te opłaty to niezbyt poruszający temat. To ja zadam takie pytanie: załóżmy, że mamy portfel 80/20, czyli 80% akcji, 20% obligacji i inwestujemy przez 40 lat. Tutaj pierwszy zarzut, jaki ktoś może wytoczyć to powiedzieć: „Przecież ja nie będę inwestował 40 lat”. Otóż większość z nas będzie inwestowała 40 i więcej lat dlatego, że to nie jest tak, że inwestujemy tylko do emerytury, ale również będąc na emeryturze i daj Boże, żeby jak najdłużej każdy z nas mógł żyć na tej emeryturze to również te pieniądze nie będziemy raczej wyciągać w dniu przechodzenia na emeryturę i wszystkie pieniądze spieniężymy i włożymy sobie pod materac, tylko będziemy je trzymać w rynku, a wypłacać regularnie tylko tyle, ile potrzebujemy. 

Siłą rzeczy, większość z nas, nawet jak jest w wieku przedemerytalnym to i tak będzie nawet wtedy inwestowała 40 lat, a jak ktoś w ogóle ma lat 20 to jego perspektywa inwestycyjna może sięgać 60 i więcej lat. 

Przykładowy portfel 80/20 i mamy kapitał startowy 10 000 $. Zakładamy też, że każdego kolejnego roku dopłacamy kolejne 10 000 $. Otóż portfel taki po tych 40 latach z opłatą roczną na poziomie 1% ma 3 mln $. Czyli jeżeli ktoś średniorocznie musiał uiszczać 1% tytułem prowadzenia takiego portfela to miał po 40 latach 3 mln $. Ale portfel, gdyby nie miał opłaty 1%, to po 40 latach miałby 4,5 mln $. 1% opłaty rocznie powoduje, że ktoś na emeryturze ma o 50% więcej kapitału. To jest tylko i wyłącznie wydawałoby się 1% opłaty. W Polsce często mamy opłaty na o wiele wyższych poziomach niż 1%. W przypadku TFI to 2-2,5% co jest w ogóle wręcz chorą wartością.

Teraz wyobraźcie sobie: ten sam portfel, to samo ryzyko, a ktoś ma 50% więcej kapitału po 40 latach tylko dlatego, że nie musiał ponosić opłaty albo mógł ponosić o wiele mniejszą opłatę. A mówimy tu tylko o 1% opłacie. Także mam nadzieję, że to już w tym momencie otwiera oczy komuś, że jeżeli ktoś sobie powie: „Ok, co tam 1% płacić średniorocznie”. To tak jakby sobie powiedział i myślę, że tak powinien sobie w ogóle zadać pytanie: „A co mi tam, że będę miał o 50% więcej kapitału na emeryturze? Jestem w stanie się poświęcić”. Jeżeli ktoś ma takie dobre serce, robi to świadomie, jest ok, natomiast większość osób prawdopodobnie nie ma zupełnie świadomości wpływu opłat w długim terminie.

Problem z opłatami jest też taki, że temat jest po prostu nudny. Dyskusje jak się toczą na temat inwestowania, to zwykle mówimy o jakichś gorących spółkach, prognozach rynkowych, geopolityce, teraz mamy Ukrainę, czy jakichś super strategiach inwestycyjnych i to naprawdę rozgrzewa dyskusje, choć mało niestety w nich jest rzeczy, które mogą później być realnie przeniesione na jakieś praktyczne ruchy w naszych portfelach i w tym, żebyśmy byli lepszymi inwestorami. 

Natomiast bardzo ciężko jest pobudzić dyskusję, mówiąc o wpływie, jak to 1% opłaty rocznie wpływa na nasz portfel. To będziemy prawdopodobnie największymi nudziarzami na spotkaniu, jeżeli wyskoczymy z takim tematem. Tymczasem to jest coś, co jest bardzo ważne i to jest coś, gdzie jeżeli jesteśmy w stanie zredukować opłatę, daje nam gwarantowany zysk. To, czy strategia zadziała, czy nie zadziała, czy zadziała lepiej, gorzej, czy rynki będą zarabiały lepiej lub gorzej – tego nikt nie wie. Ale to, że redukując opłatę, mamy gwarantowany zysk, wynikający z tej redukcji to jest pewne. 

Meb Faber powiedział w swojej książce „Global Asset Allocation”, gdzie właśnie przytacza wiele różnych portfeli inwestycyjnych, gdzie badał właśnie kilkadziesiąt portfeli pasywnych za ostatnie chyba 40 lat, to powiedział, że najlepszy historycznie portfel Mohameda El-Eriana, po nałożeniu na niego opłaty 1,25%, stawia ten najlepszy portfel w gronie najsłabiej zachowujących się portfeli w okresie 40 lat. Czyli mamy tam kilkadziesiąt różnych portfeli, są lepsze, gorsze. Bierzemy najlepszy portfel, nakładamy na niego opłatę 1,25% w skali roku i okazuje się, że nagle ten najlepszy portfel jest jednym z najsłabszych portfeli. 

Raz jeszcze przypomnę, że w Polsce są fundusze, które biorą 2% i nawet więcej opłaty średniorocznie, więc wniosek jest taki: skupmy się bardziej na opłatach, niż na idealnym portfelu.

Jaka jest zatem akceptowalna opłata roczna?

Zasada jest taka: im taniej, tym lepiej.

Mówimy tutaj przede wszystkim o portfelach pasywnych, gdzie taniej, wcale nie musi oznaczać i nie oznacza zwykle – gorzej. W życiu nie zawsze taniej to znaczy lepiej. W przypadku pasywnego portfela – im taniej tym jest lepiej. Obecnie ETF’y, czyli instrumenty, na których bazie możemy budować takie pasywne portfele, bardzo łatwo znaleźć takie ETF’y, które mają koszty roczne znacznie poniżej 0,5%. Natomiast jeżeli godzimy się płacić więcej to powinniśmy mieć świadomość tego co robimy. Powinniśmy wiedzieć, jakie są konsekwencje płacenia więcej. To nie musi oznaczać, że ktoś będzie wtedy musiał zrezygnować z opcji, która kosztuje więcej, bo być może z innych, obiektywnych powodów, ktoś chce inwestować w droższy produkt, np. na początku, bo jest zupełnie początkujący i skorzysta z innych, gotowych produktów, o których ja w tym momencie nie będę tutaj mówił, bo to nie jest moment na to. Natomiast to, o co apeluję to, żeby to robić wtedy w sposób świadomy, ale jednak docelowo starać się redukować koszty za zarządzanie, czy opłaty na prowadzeniu swojego portfela, bo to jest coś, co będzie się kumulowało w czasie i działało na naszą niekorzyść.

Z kolei koszty transakcyjne, czyli to, co płacimy brokerowi, gdy kupujemy lub sprzedajemy ETF’y plus ewentualne tzw. poślizgi cenowy to zwykle w portfelach pasywnych nie ma wielkiego wpływu. O ile jakoś bardzo mocno nie przepłacamy na tych prowizjach, bo niektórzy brokerzy mają prowizje tzw. minimalne, więc jeżeli ktoś wpłaca, kupuje 1 jednostkę ETF’a za np. 1000 zł i będzie musiał np. zapłacić 100 zł, czy więcej prowizji to oznacza, że 10% zapłacił od tej kwoty, którą inwestuje. To wtedy może być dyskusyjne.

Natomiast generalnie, jeżeli te opłaty są normalne, to tutaj nie ma znaczenia, czy ktoś płaci 0,1, 0,2 czy 0,3%. Zwykle będzie OK – w długim okresie przy pasywnym, leniwym portfelu nie będzie to takie kluczowe.

Podatki

Podatki to jest kolejny element, który daje nam gwarantowany zysk.

Rob Arnott z Research Affiliates i generalnie Research Affiliates to jest firma, która zarządza ponad 160 mld $. Ja miałem przyjemność rozmawiać z jedną z osób z Research Affiliates – z Vitali Kalesnikiem z Londynu, który jest szefem Researchu na Europę w Research Affiliates. Rob Arnott, czyli szef Research Affiliates użył takiego określenia, jak „tax alpha”. Możemy mieć przewagę nad rynkiem, dzięki podatkom. Bo wszyscy te podatki zwykle jakieś płacą, mniejsze lub większe. Jeżeli będziemy płacić mniejsze niż inny to możemy w ten sposób wypracować sobie alphe. I to dlatego, że to nie jest tylko zapłacony podatek mniejszy tu i teraz, ale podobnie jak z opłatami, to co my urwiemy na tym podatku, to my możemy dzięki temu operować większym kapitałem i ta kula śniegowa może szybciej przybierać tej masy dzięki temu, że my nie musieliśmy zapłacić podatku albo zapłaciliśmy ten podatek mniejszy.

Przykład takiego efektywnego podatkowo ETF’a to jest np. Vanguard LifeStrategy. Ja opisywałem coś takiego u siebie na blogu, również nagrywałem film wideo. To jest taki bardzo fajny ETF dlatego, że jest to taki ETF „wszystkomający”, czyli ma zarazem akcje i obligacje i właściwie kupując jednego ETF’a mamy gotową strategię. Ale to co jest fajne, że tam tzw. rebalancing jest przeprowadzany wewnątrz funduszu, czyli to, żeby np. modelowa waga akcji i obligacji była zachowana w czasie i trzeba czasami kupić lub sprzedać akcji, lub obligacji to normalnie, gdybyśmy to robili na koncie opodatkowanym, mogłoby to generować zobowiązania, czy zdarzenia podatkowe. Natomiast w przypadku takiego funduszu ETF, tak naprawdę jest taki parasol podatkowy otworzony przed nami i nawet jeżeli tam dochodzi do tego rebalancingu to my nie płacimy podatku tytułem tego rebalancingu. 

Ale inny przykład, gdzie możemy mieć korzyści podatkowe, to są konta IKE, IKZE. Roczna wpłata np. ponad 20 000 zł przez małżeństwo, czy nawet małżeństwo średniorocznie na IKE, IKZE łącznie może wpłacać w Polsce już około 50 000 zł. Czyli daj Boże, żeby każda rodzina w Polsce odkładała 50 000 zł każdego roku przez 10-30 lat i mielibyśmy bardzo bogatych emerytów. Po 30 latach wpłacania 50 000 zł, mamy samego wpłaconego kapitału 1,5 mln zł. Oszczędności na samych podatkach mogą być liczone w setkach tysięcy zł, a nawet w milionach zł. Jeżeli ktoś wpłacił 1,5 mln zł przez 30 lat i jeszcze pomnażał ten kapitał, to my możemy mieć po 30 latach naprawdę całkiem grube miliony zł, wypracowane na takim koncie IKE, IKZE. Tytułem samych podatków możemy tutaj naprawdę mieć duże oszczędności.

Wnioski

Warto wypracować prosty portfel, strategię i następnie się jej trzymać. Zaimplementować ją najtaniej jak się da, czyli im taniej, tym lepiej. I gdzie to jest możliwe, powinniśmy optymalizować nasze podatki. To wszystko razem jest bardziej istotne niż to, jak ten nasz portfel będzie tak naprawdę wyglądał. Tu nawet już nie chcę wchodzić w tę dyskusję czy inwestować aktywnie, czy pasywnie. Akurat ten odcinek jest poświęcony przede wszystkim inwestowaniu pasywnemu, bo to jest coś, czym powinno zainteresować się 99% osób. 

Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze, żebyśmy mieli prostą strategię, żeby ona była zaimplementowana w tani sposób i żeby była, gdzie to jest tylko możliwe, zoptymalizowana podatkowo. 

Warto też spoglądać na czas, bo to jest zasób, który mamy ograniczony w naszym życiu. Pieniądze można zarobić zawsze i wszędzie. Natomiast rozważmy sobie 2 takich inwestorów. Inwestor A poświęca na inwestowanie 10 godzin w tygodniu. Mamy też inwestora B, który poświęca na inwestowanie 1 godzinę w roku. A 1 godzina w roku to jest w zupełności coś, co powinno wystarczyć (nawet z górką) na inwestowanie pasywne. Po 30 latach inwestowania inwestor A poświęcił ponad 15 000 godzin, co oznacza niemal 2 lata jego życia. A inwestor B poświęcił 30 godzin, czyli ponad 500 razy mniej od inwestora A. Warto sobie zadać pewne pytania i niech te pytania brzmią np. w ten sposób:

Po pierwsze: czy jak sobie przeliczymy to na stawki godzinowe, to czy faktycznie warto było poświęcić 2 lata życia na nasze inwestowanie? Bo może się okazać tak, że ktoś nawet poświęcając te 2 lata życia, zarobił i tak mniej, niż ten inwestor pasywny. I statystycznie tak się zwykle zdarza. To są po prostu twarde dane. Można sięgnąć sobie tutaj do raportów, które pokazują, jak profesjonalni inwestorzy, instytucjonalni, fundusze, przegrywają z pasywnym portfelami.

Warto sobie też zadać jeszcze inne pytanie: czy nie lepiej skupić się np. na życiu, na karierze i pozwolić rynkowi po prostu wykonać robotę, a później cieszyć się życiem?

Ok, to tyle ode mnie na dziś w tym odcinku podcastu. Serdecznie dziękuję za uwagę. Mam nadzieję, że się podobało. To jest materiał, który ma być przede wszystkim skierowany do osób początkujących, poszukujących, osób, które być może mają już jakieś doświadczenia inwestycyjne, ale są zagubione. Ale też jeżeli ktoś jest zupełnie początkujący i nawet wręcz niemający żadnych doświadczeń z inwestowaniem to mam nadzieję, że w tym odcinku mógł odnaleźć sporo ciekawych informacji. 

Atlas Pasywnego Inwestora

To wszystko, co ja tutaj przedstawiłem, to jest taka wersja demo tego, nad czym pracujemy tutaj z chłopakami: Arturem Wiśniewskim, Michałem Szafrańskim, Maciejem Aniserowiczem w ramach Atlasu Pasywnego Inwestora. To docelowo ma być płatne szkolenie, ale naprawdę wartości premium. Tylko dająca to, że będziecie mieć tam naprawdę w jednym miejscu wszystko opracowane w bardzo przystępnej formie.

Warto zająć się inwestowaniem w sposób odpowiedzialny, rzetelny i warto po prostu czerpać wiedzę z rzetelnych źródeł.

A co znajdziecie w Atlasie?

Po pierwsze, jak się zapiszecie już teraz, wejdziecie sobie na stronę atlaspasywnegoinwestora.pl, to Maciej zarzuci Was serią świetnych materiałów, zupełnie darmowych materiałów edukacyjnych. Tak, żebyście mogli mieć jeszcze więcej informacji. A być może po prostu stwierdzicie, że macie już tyle informacji, że nic Wam więcej nie będzie potrzebne do szczęścia.

Natomiast, jak ktoś będzie chciał naprawdę jeszcze więcej to w ramach Atlasu poza tym, że powiedziałem, że to będzie projekt klasy premium, to znajdziecie wiele gotowych rozwiązań. One będą podane w takie bardzo fajny sposób – od ogółu do szczegółu. Nie zarzucimy Was tam od razu gradem szczegółów tak, żeby każdy się wystraszył, tylko pokażemy na początek proste rozwiązanie, wręcz gotowe produkty i wejdziemy w ich środek, żeby każdy mógł zrozumieć, jak one działają. Jeżeli ktoś nie będzie miał więcej w sobie determinacji i woli, żeby wchodzić jeszcze dalej, to może stwierdzić: „Ja to biorę, wystarcza mi to”. Ale ktoś może jednak stwierdzić, że: „Ok, ja chcę sobie dopracować coś, co będzie bliższe mojej osobowości, moim wymaganiom, mojej sytuacji”. I wtedy też będzie mógł sobie wejść jeszcze dalej w to szkolenie i więcej takich informacji tam zaczerpnąć.

W świadomy sposób będziesz mógł wybrać rozwiązanie optymalne właśnie dla Ciebie. Bo to jest bardzo, bardzo ważne: każdy jest z nas inny. Co jest też bardzo ważne: my omawiamy tam realne przykłady. To szkolenie jest nakierowane na praktykę. To nie ma być wykład akademicki, w którym my będziemy pokazywać, jacy jesteśmy mądrzy, tylko to ma być coś, co Wy jesteście w stanie zrozumieć, a zarazem jest to jak najbardziej rzetelne i jak najbardziej obiektywna forma wiedzy, jaką przekazujemy.

Bazujemy dlatego na twardych danych, w dużej mierze korzystając z oprogramowania, które tworzę – System Trader. Pokazujemy też rozwiązania, co jest bardzo kluczowe, z perspektywy inwestora w Polsce. Więc ja pokazywałem tutaj coś z perspektywy inwestora w Stanach Zjednoczonych dlatego, że chciałem sięgnąć daleko w historię. Ale pokażemy też, oczywiście dla krótszej historii, jak to wygląda z perspektywy kogoś, kto mieszka w Polsce, kto zarabia w polskim złotym, kto wydaje w polskim złotym, kto będzie żył być może na emeryturze w polskim złotym lub żyje już. I jak to wygląda to inwestowanie takie globalne, jak wygląda to ryzyko walutowe dla takiej osoby.

To są naprawdę unikatowe materiały, ponieważ większość opracowań, jakie możecie znaleźć w Internecie poza tym, że ciężko jest stwierdzić, czy to jest rzetelne, czy nie to jest większość tych opracowań takich odtwórczych, czy wręcz cytujących, jakieś inne opracowania. A my mamy tutaj naprawdę unikatowe narzędzie, unikatowe dane i po prostu ogrom wiedzy. Nie tylko jednej osoby, ale trzech osób, bo Macieja w tym momencie nie liczę, bo Maciej jest bardziej koordynatorem tego projektu. To razem ma zrobić taką robotę, że czegoś takiego w Polsce jeszcze nigdy nie było i nie podejrzewam, żeby się pojawiło. A poza tym, w Atlasie będą też liczne bonusy, tutoriale, materiały uzupełniające, np. portfele nas prowadzących to szkolenie, liczne sesje pytań i odpowiedzi. Będzie też zamknięta społeczność, gdzie będzie można porozmawiać o tych różnych problemach inwestorów. Więc to jest coś, co razem jak się połączy, tworzy naprawdę coś wspaniałego i uważam, że bardzo wartościowego. Wręcz uważam, że to jest coś, co powinno po prostu uczyć się w szkołach każdą osobę, żeby w dorosłość mogła być uzbrojona w taką wiedzę. 

Mam nadzieję, że się podobał ten odcinek. Ja ze swojej strony serdecznie dziękuję za uwagę. Zapraszam do komentowania, odwiedzenia strony atlaspasywnegoinwestora.pl. Wszystkiego dobrego, pozdrawiam serdecznie, bye bye.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

22 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Ruszyła sprzedaż oprogramowania #ST

Kilkadziesiąt gotowców inwestycyjnych!