[vlog #8] Co to jest ETF?
Co to jest ETF? Dlaczego tak wiele o nich się mówi? Czy to dobre rozwiązanie dla inwestorów?
Tu piszę na bieżąco jeśli dzieje się coś ciekawego. Taka moja prywatna wersja Twitter'a. :-)
Co to jest ETF? Dlaczego tak wiele o nich się mówi? Czy to dobre rozwiązanie dla inwestorów?
Jak to się stało, że będąc programistą robię vloga o inwestowaniu na rynkach kapitałowych?
Czym jest pornografia finansowa? Jak ją rozpoznać i jak się przed nią chronić?
Zapraszam do nowego odcinka vloga.
Dziś porozmawiamy o realiach inwestowania w spółki indywidualnie dobierane do portfela. Warto aby każdy miał świadomość czego się podejmuje ZANIM zacznie inwestować realne pieniądze.
Opisuję pewną historię narodzin pasywnej rewolucji. 🙂
Polecam znakomity tekst Mikhaila Samonova (jak i cały blog!) o wskaźniku CAPE: Lessons From The Very-Long-Run CAPE Ratio – A Warning Sign is Not an Action Plan.
Ponieważ wskaźnik CAPE jest często cytowany przez inwestorów, zebrałem kilka kluczowych uwag, co może okazać się pomocne przed naiwnym podejmowaniem decyzji inwestycyjnych na jego podstawie.
Na początek, dla mniej obeznanych – CAPE (Cyclical Adjusted Price Earnings) to wyniki podzielenia indeksu cenowego (czyli po prostu ceny) przez średni zysk spółek wchodzących w skład tego indeksu z ostatnich 10 lat skorygowany o inflację. Wielu uważa, że odczyt na poziomie 20 to bańka spekulacyjna.
Problem z CAPE polega na tym, że choć mówi o tym, że przed nami niebezpieczeństwo krachu rośnie, to nie mówi KIEDY to nastąpi, albo co robić już teraz. Mówiąc krótko – stosowanie CAPE jako wskaźnika do timingu rynkowego skazane jest na porażkę.
Obecnie akcje amerykańskie mają odczyt na poziomie 38.7. Jest drogo, nic więcej się nie dowiemy po tym odczycie. OK, jeszcze jedno: przyszłe wyniki raczej będą niższe od tego co widzieliśmy w ostatnich latach. Czyli efekt powrotu do średniej.
Zawsze powtarzam: w inwestowaniu trzeba mieć zweryfikowany PLAN działania.
Powiedzenie sobie, że obecny odczyt jest drugim najwyższym odczytem od roku 1800 oraz, że dzieli nas zaledwie 15% od tego, by rynek w USA był najdroższy w całej swojej historii to za mało. Oczywiście świetnie nadaje się to do podgrzewania emocji przez licznych guru. U jednego takiego guru czytam o wysokim CAPE w USA już od co najmniej 2014-2015 roku…
W czerwcu 2014 roku CAPE było na poziomie 25. Jeśli ktoś wtedy już opuściłby rynek, to do dziś stracił ponad 170%! Próby stosowania kalki typu „w 1929 przy CAPE na poziomie 35 runął w przepaść” na niewiele się zdają co pokazuje poniższa grafika.

Źródło: https://www.twocenturies.com/
Najprostsze rozwiązanie jakie podaje Samonov – to portfel 60/40 (60% akcje, 40% obligacje). Niestety oznaczać może to spadki w naszym portfelu przekraczające nawet 50%. Czyli klasyka – pasywny portfel i całkowite olanie wskaźnika CAPE. Jasne, łatwo się mówi… Ale jeśli ktoś nie ma w ręku POLICZALNEJ i WERYFIKOWALNEJ strategii aktywnej, to jest to najlepsze podejście.
Osobiście lubię aktywne rozwiązania reagujące na to co się dzieje w postaci strategii algorytmicznej. Obecnie mam dużą pozycję na ETF VOO na indeks S&P500 ze średnią ceną $324, a obecna jego cena to $426. To wynik ucieczki z rynku w lutym/marcu 2020 i powrót tego samego roku – nie na bazie czarów, a prostej odmiany tej strategii. No i proszę – wcale tu CAPE również nie jest uwzględniane.
Ale podobnie jak Samonov – śpię dobrze w nocy, pomimo drożyzny w USA, bo jak bal się będzie kończył w końcu padnie sygnał ucieczki z rynku. Nie musi być to 0-1 podejście – część portfela może reagować szybciej lub później w zależności od naszych preferencji. Ale jeśli spadki się nasilą, a rynek nie zawróci na północ, w końcu będę 100% w innym aktywie.
Na koniec: uważajcie na emocjonalne opowieści o końcu świata, wielkich resetach, i tak dalej – bo nawet jeśli w tym jest ziarno prawdy, to ciężko na bazie tego podejmować sensowne decyzje inwestycyjne. Poza tym jak to mawia klasyk: z obstawianiem końca świata jest ten problem, że ten zdarzy się tylko raz. Ciężko na tym zarobić. 🙂
Co tu pisać, zapraszam do oglądania. 🙂
Zapraszam do krótkiego materiału prezentującego kilka faktów związanych z długoterminowym inwestowaniem w koszyk towarów.
Dziś zapraszam do krótkiego materiału z kolejną propozycją na pasywny portfel. Tym razem coś dla szukających maksymalnej prostoty i z defensywną naturą.
Miłego dnia! 🙂
Czy z perspektywy inwestora warto inwestować w obligacje denominowane w obcej walucie? Zapytajmy o to dane.
Okolice połowy miesiąca to czas na aktualizację mojego konta IKZE. Tradycyjnie, jak przez większość tego roku – emocje jak na grzybach. Od poprzedniego miesiąca rynek nieznacznie się osunął, a za nim mój portfel.
Skład nowej transzy na kolejny kwartał przedstawia się następująco (rebalancing robiony był w piątek 12 listopada).

To te spółki według strategii mają interesujące momentum. Co pokaże rzeczywistość – przekonamy się za kwartał, bo wówczas ta transza będzie poddana kolejnemu rebalancingowi.
Stan rachunku na koniec sesji dnia 16 listopada wygląda jak poniżej.

Oznacza to, że od początku, czyli od 29 stycznia tego roku, portfel urósł o +40.57% (szeroki indeks WIG w tym samym czasie urósł o +25.58%).
W grudniu planuję zrobić obszerniejsze podsumowanie niemal całego roku moich publicznych zmagań na koncie IKZE. Będzie to najpewniej w formie pisanej i podcastowej. Przybliżę raz jeszcze stosowaną strategię. Pokuszę się też o pierwsze wnioski i przemyślenia zebrane na rynku. Zapowiem też wstępnie kolejny projekt, czyli moje publiczne konto IKE.
Do następnego rebalancingu! 🙂
PS. Pełny opis strategii jest w tym artykule. Oprogramowanie #ST z którego korzystam przy realizacji tej strategii jest do pobrania pod tym linkiem.
No dobra, tyle było jęków i krzyków, że mówię tylko o przeszłości. To dziś w końcu prezentuję źródło danych z… przyszłości. 😀
W czwartek opublikuję krótki film o ciekawym narzędziu firmy Research Affiliates – Asset Allocation.
Co to takiego? To taki System Trader z modułem szklanej kuli. 😀 Są tam modele estymujące rynki na 10 lat do przodu. 😉 Zamiast czytać guru od przyszłości, możecie sobie poklikać na ekranie. Do tego za free. 🙂
Żarty żartami, ale Research Affiliates to jednak poważna firma (ponad 170 mld USD AuM) i choć z przymrużeniem oka należy spoglądać na wszelkie prognozy, to mimo wszystko ciekawy to może być eksperyment. Tym bardziej, że opisują też metodologię stosowaną w swoich modelach.
To teraz mała próbka tego narzędzia w praktyce: globalny portfel 80/20. Vanguard LifeStrategy cieszy się sporym powodzeniem. Kto by nie chciał wiedzieć, ile można na nim zarobić? 😊
Jeśli Research Afiiliates się nie pomyli, to niestety nie mam dobrych wieści: według ich modeli taki portfel zarobi średniorocznie 3.8%. Słabo?
No to niestety mam jeszcze gorszą wiadomość: realnie po inflacji ma być to zaledwie 1.4%.
Obraz jeszcze gorzej wygląda jeśli uwzględnimy, że przez ostatnie 10 lat taki portfel realnie zarabiał 8.3% rocznie.
Co robić? Jak żyć? Ano właśnie – całkiem dobre perspektywy mają akcje Emerging Markets. Ostatnia dekada należała do rynków rozwiniętych, więc to nawet by się zgadzało. 😉
Teraz pytanie: czy wierzyć Research Affiliates i stawiać na rynki EM? No i ile to wtedy ma wspólnego z pasywnym portfelem?
Dla mnie to problem, nie ukrywam tego. I dlatego choćby lubię strategie momentum i podejście aktywne (wiem, grzeszę teraz w oczach Bogleheads). Jeśli na EM będzie dobre momentum, to ląduje w portfelu według ustalonej strategii.
Więcej o praktycznych rozkminach w tym temacie będzie też przy okazji mojego publicznego portfela IKE w przyszłym roku (orientacyjnie styczeń/luty). Będzie fun! 🙂
Miłego wieczoru! 🙂
PS. A tu mój wywiad z Vitali Kalesnikiem z Research Affiliates w Londynie.
Na Waszą prośbę nagrałem krótki materiał prezentujący wpływ dodania niewielkiej ilości Bitcoina do portfela. Proszę zwróćcie jednak uwagę na kilka kwestii:
Pokazuję jak wygląda światowa struktura rynku akcji oraz jej przełożenie na indeksy. Materiał szczególnie pomocny inwestorom wykorzystującym fundusze ETF.
Każdy portfel pasywny należy co pewien czas przywrócić do tzw. modelowych wag, czyli zrobić rebalancing. Przykładowo, jeśli mamy w portfelu 2 ETFy, każdy po 50%, to po pewnym czasie te wagi mogą się „rozjechać”. Musimy je przywrócić do początkowych wartości, aby portfel nadal zachowywał się według naszych założeń.
W tym filmie pokazuję jakie są sposoby na przeprowadzenie rebalancingu i pokrótce opisuję każdy z nich. Zachęcam też każdego do samodzielnego eksperymentowania, tym bardziej, że można tu zaoszczędzić na podatkach i opłatach transakcyjnych. Jest się o co bić.
Jeszcze pół roku temu Polska była klasyfikowana jako najtańszy rynek akcji na świecie. Ale i my doczekaliśmy się wzrostów nad Wisłą. Poszło nam na tyle dobrze, że obecnie w rankingu jesteśmy na miejscu numer 7.

Przy okazji przypominam, że jeśli chcesz rzetelnie podejść do inwestowania, to teraz masz kilka ostatnich dni, aby móc skorzystać z atrakcyjnej oferty oprogramowania #ST.
Czasami niektórzy się obruszają, jak mówię o długim horyzoncie inwestycyjnym: przecież ja nie zamierzam inwestować przez 20-30 lat!
Prawda jest taka, że nawet jak ktoś jest w wieku emerytalnym to dobrze by było, aby zgromadzony kapitał pracował efektywnie. A jak ktoś jest przed emeryturą to jego horyzont może oznaczać wiele dekad, jeśli połączymy okres akumulacji kapitału, a później jego konsumpcji.
W krótkim filmie pokazuję jak z pozoru niewielka różnica w stopie zwrotu może na przestrzeni dekad robić ogromną różnicę w wypracowanym kapitale. Dla jasności: to nie materiał mający przekonać do takiej czy innej strategii. Ale podbijając stopę zwrotu nawet o ułamki punktu procentowego rocznie w perspektywie dekad możemy zdziałać cuda. I wcale nie musi to oznaczać, że będziemy zmuszeni poświęcać na prowadzenie naszego portfela więcej czasu.
Poprawę naszej inwestycji można czasami osiągnąć nawet w portfelu pasywnym prostymi sposobami: optymalizacja podatków, przemyślany rebalancing, niższe koszty transakcyjne czy dobór optymalnych instrumentów. Warto być świadomym inwestorem.
Kończąc: stoję na stanowisku, że warto efektywnie wykorzystywać gromadzony kapitał, tak by pracował na nas jak najlepiej. Żal nie wykorzystać jego potencjału, zwłaszcza jeśli można to osiągnąć prostymi metodami. Wymaga to pewnego wysiłku na początku, ale może on oznaczać dosłownie extra miliony złotych na przestrzeni lat.
Przy okazji przypominam, że jeśli chcesz rzetelnie podejść do inwestowania, to teraz masz kilka ostatnich dni, aby móc skorzystać z atrakcyjnej oferty oprogramowania #ST.
Zapraszam do krótkiego materiału prezentującego propozycję pasywnego portfela. W prosty sposób można zbudować go wykorzystując do tego ETF-y. Pytanie: czy warto? Mam pewne wątpliwości…
Dajcie znać, co Wy myślicie o tym pomyśle. Zapraszam! 🙂
Przy okazji przypominam, że jeśli chcesz rzetelnie podejść do inwestowania, to teraz trwa okienko sprzedażowe mojego flagowego produktu – oprogramowania #ST. Zbuduj WŁASNY portfel. 🙂
Niektórzy latami zaniedbują swoje finanse i budzą się dopiero po latach, gdy stracilil s. Być może są zmuszeni pracować zarobkowo do zaawansowanego wieku, żeby być w stanie uregulować rachunki i godnie żyć.
Inni poszukują cudownych metod inwestycyjnych, które mają uczynić ich szybko bogatymi. Traktują rynek jak bankomat, drogę na skróty w zarabianiu pieniędzy. Nie mają realnych oczekiwań i ignorują fakt, że większość inwestorów osiąga wyniki poniżej średniej rynkowej.
Niestety nasza ludzka natura powoduje, że przeceniamy to co możemy osiągnąć w krótkim czasie, a mocno nie doceniamy co możemy osiągnąć w długim horyzoncie czasu.
Zapraszam do krótkiego filmu pokazującego jak rozpoczynając inwestowanie wcześniej może pozwolić nam na mniej wyrzeczeń w ciągu życia.
Przy okazji przypominam, że jeśli chcesz rzetelnie podejść do inwestowania, to teraz trwa okienko sprzedażowe mojego flagowego produktu – oprogramowania #ST
Dziś musiałem zaktualizować „czerwcową” transzę w portfeliku IKZE. Bez wchodzenia w wielkie dywagacje – nadal emocje jak na grzybach. Choć w końcu nadejdzie ten sądny dzień, gdzie i tą łupinką na pewno wstrząśnie wzburzone morze. Ale i wtedy od strony czysto decyzyjnej będzie nudno.
Z kronikarskiego obowiązku podaje najnowsze odczyty:

A tak wygląda nowa transza:

Więcej szczegółów o strategii jaką wykorzystuję na swoim IKZE przeczytasz w tym obszernym artykule.
Dla jasności: wszystko co podaję NIE JEST REKOMENDACJĄ. Przestrzegam przed ślepym naśladowaniem! Rachunek IKZE to mała cząstka większego portfela i jestem skłonny tutaj brać na siebie większe ryzyko.
Przy okazji donoszę, że obecnie otwarte jest okienko sprzedażowe mojego autorskiego oprogramowania #ST. Tylko do 14 października można je kupić na atrakcyjnych warunkach (tzn. kolejna okazja będzie za około pół roku i będzie drożej).
Stay tuned! 🙂
Dla inwestorów, którzy szukają sposobu na „polską” część portfela mam dziś pewien pomysł na prostą strategię. To bardzo praktyczny materiał – tym bardziej zachęcam do zapoznania się z nim.
OK, nie będzie to nic odkrywczego dla osób śledzących mojego bloga – ale też w inwestowaniu nie chodzi o to, by odkrywać Amerykę. Proste rozwiązania dopasowane do naszego profilu ryzyka + dyscyplina to wszystko co nam potrzeba. Prezentowany pomysł opiera się o wielokrotnie przewijającą się u mnie na blogu anomalię momentum.
Strategia wykorzystuje dwa ETF-y notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych: na indeks WIG20TR i indeks mWIG40TR. Cel? Poświęcać rynkom nie więcej niż 5 minut w miesiącu i stawiać przede wszystkim na ochronę kapitału. Oczywiście jeśli uda się pobić rynek stopą zwrotu – super! Ale jeszcze bardziej strategia skupia się na defensywie redukując zmienność i obsunięcia wartości portfela, czyli to co boli inwestora najbardziej.
Miłego dnia! 🙂
Wraz z popularyzacją funduszy ETF, kojarzonych z inwestowaniem pasywnym bazującym na naśladowaniu prostych indeksów, popularność zaczęły zdobywać ETF-y faktorowe (zwane też smart/strategic beta).
Stało się to niejako w odpowiedzi na to, że inwestorzy nie chcą być „przeciętni” – zarabiać tyle co szeroki rynek, ale nadal chcą korzystać z ETF-ów. Dlatego po bessie z lat 2007-2009 takie ETF-y zaczęły wyrastać niczym grzyby po deszczu. ETF-y faktorowe, w teorii, mają być remedium na to, aby zarabiać więcej niż szeroki rynek, zachowując nadal pozory pasywności – inwestor kupuje ETF i trzyma go w portfelu jak „stare” dobre ETF-y.
Czym są te tak zwane faktory (czynniki)? Jakie faktory są wykorzystywane w ETF-ach? Jak one działają? O tym wszystkim mówię w materiale wprowadzającym w świat faktorów. Kolejne planowane materiały będą wchodzić w tematykę głębiej, zwracając szczególną uwagę na ryzyka związane z tego typu instrumentami.
Żeby nie było jednak nudno, to będę tę tematykę przeplatać z innymi materiałami. 🙂
Przy okazji przypominam, że do dwóch tygodni planuję uruchomienie sprzedaży nowej wersji oprogramowania #ST (a jeśli już masz licencję, to otrzymasz linka do pobrania nowej wersji). Już teraz polecam to oprogramowanie każdemu kto chce w sposób świadomy i odpowiedzialny podejść do inwestowania.
Miłego dnia! 🙂
To, że cena akcji dowolnej spółki może stopnieć o 50 i więcej procent nie powinno dziwić nawet początkujących inwestorów. Ale spadki mogą być o wiele bardziej dotkliwe, bo mogą dotyczyć całych rynków (indeksów), a nie tylko pojedynczych firm. Ba – bywało i tak, że całe rynki były zamykane, a inwestorzy tracili dosłownie wszystko.
W krótkim materiale filmowym przedstawiłem zestawienie największych krachów giełdowych w historii od roku 1900. Taka perspektywa pokazuje, że choć otoczka wokół rynku zmienia się (za każdym razem obowiązuje inna narracja), to emocje ludzi są niezmienne.
Materiał ten ma nie tyle przewidywać przyszłość na bazie przeszłości, co pozwolić urealnić nasze inwestycyjne oczekiwania. Dlatego poza suchymi faktami przedstawiam też propozycję wniosków, nad którymi warto się pochylić, by być lepszym i bardziej świadomym inwestorem. 🙂
Zapraszam do krótkiego filmu na YouTube prezentującego modelowy portfel zaproponowany przez JL Collinsa, autora książki „The Simple Path to Wealth”.
Generalnie samą książkę bardzo polecam, jest znakomita szczególnie w części o budowaniu własnego kapitału i dobrych nawykach. Wszyscy zwykle rozpływają się nad tą książką, więc tu wrzucę nieco dziegciu do tej beczki miodu. 🙂
JL Collins jest propagatorem pasywnego podejścia w inwestowaniu. Utrwalił przy okazji określenie „F*ck You Money”, oznaczające zbudowanie kapitału na poziomie umożliwiającym przejście na emeryturę. Jesteśmy wolni finansowo i do końca życia nie musimy pracować zarobkowo.
Zgadzam się, że dla osób szukających najprostszego sposobu na sensowne inwestowanie, podejście pasywne jest świetnym wyborem. JL Collins bardzo klarownie opisuje dlaczego tak właśnie jest. Choć o dziwo on sam wolność finansową uzyskał inwestując w akcje dobierane do portfela (stock-picking).
Osobiście nie jestem dogmatykiem, stojącym na stanowisku, że tylko podejście pasywne ma sens. To temat na inną historię, ale w każdym przypadku inwestor musi dobrać rozwiązanie skrojone do jego indywidualnych potrzeb. Bardzo proste rozwiązania wymagają wysiłku intelektualnego, aby te rozwiązania w pełni docenić, a przy okazji nie przecenić swoich możliwości odnośnie ryzyka (zmienności).
Mam jednak problem z portfelem proponowanym przez JL Collinsa. I to nie tylko z perspektywy inwestora z Polski, który w części obligacyjnej powinien pomyśleć o obligacjach również w PLN i być może EUR. Chodzi mi o część akcyjną – JL Collins przekonuje, że inwestowanie tylko w akcje amerykańskie jest wystarczające. Przytacza w książce wyniki sięgające lat 70. XX wieku i zapewnia, że za jego życia, jak i życia jego dzieci i wnuków to będzie wystarczające. Cóż – może tak, może nie. 🙂
Mówimy tu o pasywnym portfelu — gdyby się to odnosiło do portfela aktywnego byłbym skłonny się z tym zgodzić. Zapewnienia, że USA to największy rynek akcji na świecie są dla mnie mało przekonujące co do przyszłości tego rynku. Odpowiednik JL Collinsa z Japonii w latach 80. XX wieku mógł powiedzieć coś podobnego i… srogo się zawieść. Japonia od początku XX wieku, z tragiczną przerwą na II Wojnę Światową, rozwijała się znakomicie. Po wojnie rynek akcji w Japonii tak mocno rósł, że stał się największy na świecie. W roku 1990 rynek jednak runął w przepaść, na podium z pierwszym miejscem wskoczyło USA.
Gdyby ktoś w roku 1990 miał wszystko w akcjach japońskich (indeks NIKKEI-225), to uwzględniając inflację, do dziś roczna stopa zwrotu jest ujemna i wynosu -1.2% (wyrażona w jenie japońskim). Rynek japoński odbił (póki co) dopiero w roku 2009.
Jaki morał? Dla jasności – nie twierdzę, że to samo stanie się z rynkiem w USA. Ale osobiście skłaniałbym się w stronę portfela globalnego, z małym akcentem na lokalny rynek (przede wszystkim w części obligacyjnej). Faktory? — OK, ale to już zejście z drogi czysto pasywnej + do zadania domowego należy przyłożyć się jeszcze mocniej. 🙂
Zapraszam do krótkiego materiału przedstawiającego dwa główne nurty inwestowania: pasywne i aktywne.
Miłego dnia!
Wakacje w pełni i do końca miesiąca na blogu u mnie będzie również wakacyjnie. Co nie znaczy, że nie dzieje się zupełnie nic. Prace nad oprogramowaniem #ST powoli idą do przodu (nowa wersja we wrześniu), planowane są kolejne wpisy i podcasty, a na YouTube pojawiają się regularnie materiały edukacyjne.
Dziś krótko na temat, do którego jeszcze wrócę jesienią – prognozowane stopy zwrotu rynków akcji, w tym przypadku firmy Research Affiliates (RA), na najbliższe 10 lat. Na początek jednak zerknijmy, jak wyglądało ostatnie 10 lat.

Realne roczne stopy zwrotu za ostatnie 10 lat (źródło: Research Affiliates)
To co widać na powyższej grafice to realne średnie roczne stopy zwrotu (czyli po uwzględnieniu inflacji) oraz ich zmienność. Oczywiście im wyższa stopa zwrotu, a zmienność mniejsza, tym lepiej.
W tej konkurencji w ostatnich 10-latach liderem na rynku akcji był indeks S&P 500 (na grafice oznaczone jako US Large). Uśredniając, każdego roku można było zarobić na nim realnie 13.2%. Nominalnie zaś S&P 500 pomnożyło kwotę początkową ponad 4-krotnie.
Najgorzej wypadły akcje krajów gospodarek wschodzących – realna średnia roczna stopa zwrotu na poziomie 2%. Do tego inwestor musiał znieść większą zmienność niż w przypadku S&P 500.
Ale to już historia. Przyszłości rzecz jasna nikt nie zna, ale i tak ciekawe jest spoglądnięcie na to co mówią o niej tu i ówdzie. Research Affiliates robi to na bazie swojego modelu o którym też więcej niebawem porozmawiam z nimi w ramach podcastu. I co mówi szklana kula?

Realne prognozowane roczne stopy zwrotu w najbższychy 10 latach (źródło: Research Affiliates)
Po pierwsze S&P 500 z pozycji lidera spada na ostatnie miejsce. Oczekiwana realna roczna stopa zwrotu na najbliższe 10 lat to -0.8%. Tak – jest ujemna. Przyszłość najlepiej wygląda dla maruderów ostatniej dekady, czyli rynków rozwijających się – tu realna roczna stopa zwrotu to 5.4%. Globalny koszyk akcji (indeks MSCI ACWI) ma prognozowaną stopę zwrotu 1.5%.
Co z tego wszystkiego wynika? Według mnie nic nowego – w każdym przypadku inwestor musi działać w oparciu o obrany przez siebie plan, a nie dorywczo przeczytane cudze prognozy.
Na prognozy osobiście spoglądam z przymrużeniem oka i na ich bazie nie podejmuję żadnych decyzji inwestycyjnych. W moim portfelu póki co przeważa nadal indeks S&P 500 – choć tu zastrzegam, że nie jestem inwestorem pasywnym i prędzej czy później przyjdzie moment opuszczenia tego statku. Do tego mam też inwestycje na kontach emerytalnych, gdzie przeważa udział akcji z GPW.
Jeśli byłbym zatwardziałym inwestorem pasywnym, to pewnie chciałbym oprzeć portfel o globalny koszyk akcji (np. indeks MSCI ACWI). Nieco mniej zatwardziały pasywny inwestor mógłby pokusić się o oddanie nieco swojej cnoty na rzecz aktywnego podejścia – choćby w formie np. momentum i value. W każdym przypadku jednak należy solidnie odrobić zadanie domowe i nie działać pod wpływem chwilowo przeżywanych emocji rynkowych.
To tyle tytułem wstępu. Do tematu będę powracał wielokrotnie.
Tymczasem do usłyszenia! 🙂
Sezon ogórkowy w pełni, ale nie zdejmuje to ze mnie obowiązku zaraportowania wyników konta IKZE.
Oto najważniejsze punkty:
Skład portfela na koniec sesji w piątek 16 lipca wygląda jak poniżej.

Dla porządku pokazuję też skład transzy „lipcowej” – te papiery będą w portfelu przez 3 kolejne miesiące.

Uwaga: Wielton pozostaje w portfelu z transzy „majowej”, więc ceny zakupu są z maja.
To jeszcze kilka zdań komentarza.
Od maja, przez dwa miesiące, wartość portfela spadła, pomimo, że szeroki indeks urósł. W portfelu może być maksymalnie 15 spółek, choć w praktyce zwykle będzie to mniej, ponieważ mamy 3 transze składające się z 5 spółek, które mogą się powtarzać w kilku transzach. Obecnie na przykład jest w portfelu 11 spółek. Czyli to mocno skoncentrowany portfel, którym może (i będzie) mocno bujać.
Pojawia się często pytanie: czy warto inwestować aktywnie? Osobiście uważam, że większość faktycznie powinna robić to pasywnie, choć po skrupulatnym doborze poziomu ryzyka (zmienności) w portfelu.
Nie jestem jednak dogmatykiem, który kategorycznie odrzuca inwestowanie aktywne. Tak naprawdę granica pomiędzy tymi formami inwestowania nie zawsze jest oczywista. Inwestowanie pasywne też jest po części aktywne, bo indeksy zmieniają swoje składy wg. określonych (bardziej lub mniej) reguł, a cała jego konstrukcja to też szereg założeń. De facto mamy portfel, który ciągle zmienia swój skład i wagi.
Przyszłość może przynieść zaskoczenie zarazem dla inwestorów pasywnych jak i aktywnych, bo wszyscy bazują na historii (choć nie każdy lubi o tym mówić). 🙂
Jeśli idzie o ten konkretny portfel IKZE i strategię, to na większe podsumowanie przyjdzie jeszcze czas. Nie jestem fanem momentum na spółkach indywidulanie dobieranych do portfela, ponieważ to komplikuje wszystko i generuje koszty. Natomiast IKZE jest dobrym miejscem na takie ćwiczenia, bo nie mamy obciążeń podatkowych każdego roku. Poza tym mamy to co lubię: weryfikowalną, skwantyfikowaną strategię.
Na większym koncie, IKE, planuję uruchomić strategię momentum opartą na indeksach. Mam też jeszcze na podorędziu 2 inne konta (IKE i IKZE) w rodzinie, które są obecnie 100% pasywne i takie prawdopodobnie pozostaną. Też więcej o tym napiszę pewnie w przyszłości. Fajne byłoby ich porównanie po 10-20 latach – takie porównanie aktywne vs. pasywne w praktyce.
Na koniec link do artykułu opisującego założenia portfela IKZE.
Często pojawia się pytanie: zainwestować cały kapitał, czy może rozłożyć kupowanie w czasie? Za tym pytaniem często pada jeszcze argument: jest drogo na rynku akcji. Może by tak w ogóle poczekać aż będzie korekta: jak zrobi się taniej, to kupimy pod korek. Proste. 😊
Dla jasności: mówimy tu o długoterminowym PASYWNYM portfelu (opartym o ETFy, fundusze indeksowe), w którym z definicji nie robimy zakładów z rynkiem. A przynajmniej nie powinniśmy – w przeciwnym razie oszukujemy samych siebie i nasz pasywny portfel jest tylko z nazwy.
Jeśli potrafilibyśmy skutecznie odgadnąć, kiedy rynek będzie spadał, to po co w ogóle nam portfel pasywny? – lepiej wyjdziemy na aktywnym inwestowaniu. Kupując na korektach, sprzedając na… balonach. Brzmi atrakcyjnie. Bardzo łatwo, zwłaszcza początkującym, uwierzyć w coś takiego.
W tym materiale pokazuję co mówią dane. Oczywiście prawdziwi twardziele niczym Chuck Norris nie zważają na historię, bo to jak spoglądanie we wsteczne lusterko. Niemniej jednak pozostałym śmiertelnikom bez dostępu do danych z przyszłości nie pozostaje wiele do wyboru.
Zapraszam! 🙂
Zapraszam do krótkiego filmu przedstawiającego nowości w oprogramowaniu #ST 1.1.
Szybki update z pola walki. Słabszy miesiąc na minusie -3.5% względem poprzedniego odczytu w maju. WIG urósł w tym czasie, choć póki co strategia od początku generuje zysk 22.3%, versus 14.8% dla WIG.
Przy okazji 2 słowa komentarza. Każda próba aktywnego zarządzania portfelem powoduje, że ten portfel będzie wyglądał „inaczej”, niekoniecznie lepiej. Nic dziwnego – w tym konkretnym przypadku w portfelu jest obecnie 10 spółek, a WIG ma ich ponad 350. To też zarazem może generować dyskomfort i chęć zmiany podejścia, zwłaszcza jeśli taki stan rzeczy utrzymuje się nawet kilka lat (vide Warren Buffett od roku 2009 do dziś względem indeksu S&P 500). Dlatego decydując się na daną strategię musimy mieć świadomość na co się piszemy.
Dla porządku — skład transzy na ten miesiąc.

I jeszcze zrzut ekranu z rachunku.

Raz w roku wrzucę też wyciąg z wszystkich zleceń.
Do następnego rebalancingu! 🙂
Dwa dni temu na konferencji WallStreet mówiłem o tym, dlaczego prognozowanie rynków przez ludzi jest mega trudne i jak temu zaradzić. Miałem od początku świadomość, że to temat z serii wkładania kija w mrowisko. Większość chętniej posłucha o tym jakie spółki kupować do portfela w najbliższym roku, a nie to, że prognozowanie to ciężkie zajęcie. 🙂
Dziś jeszcze jeden przykład. Joel Greenblatt to znany profesor i inwestor propagujący inwestowanie w wartość, współzałożyciel znanego w USA klubu inwestorów w wartość Value Investors Club. Stosuje on w swojej firmie autorski algorytm (opisany w książce „The Little Book that Beats the Market”), który buduje ranking spółek według kryteriów wartości (szukając „tanich” spółek) i jakości. Firma zarządza kontami klientów (tzw. konta SMA), dając im wybór:
Greenblatt zebrał dane za okres 2 lat (2009-2011) z wynikami swoich klientów, chcąc sprawdzić czy dodanie do tego co mówi algorytm doświadczenia i intuicji klientów pomaga. Oto wyniki:
Więcej o eksperymencie można przeczytać tutaj.
Miłej niedzieli! 🙂
Sporo się mówi o tym jak podejść do inwestowania. Obserwować można skrajne oceny: od hiper ultra krótkiego tradingu, po inwestowanie zupełnie pasywne w którym kupujemy cały rynek do portfela bez próby jego pokonania.
O ile nikomu nie polecam krótkoterminowego tradingu jako formy inwestowania (bo to codzienne rzemiosło, nie inwestowanie), tak nie widzę powodu by być totalnym dogmatykiem stojącym na stanowisku, że inwestując aktywnie na pewno stracimy.
Przede wszystkim większość osób tracących przy próbie aktywnego zarządzania portfelem traci z prostego powodu: nie są do tego w żaden sposób przygotowani. Nie mają żadnego zweryfikowanego planu działania. W takim przypadku oczywiście poza chwilowym szczęściem nie ma co liczyć na sukces.
Są jednak strategie, które pobijają rynek – generują wyższe stopy zwrotu niż szeroki rynek, przy mniejszym ryzyku. Dogmatycy się obruszą, ale to są fakty (i o dziwo nawet twórcy hipotezy rynku efektywnego tego nie negują).
Dla jasności – jak wskazują badania nawet inwestorzy pasywni przegrywają z rynkiem. Z dokładnie tych samych powodów co aktywni inwestorzy – brak realnego planu działania i pominięcie aspektów psychologicznych. Choć uważam, że inwestowanie pasywne jest świetnym rozwiązaniem prawdopodobnie dla większości, to jednak powiedzenie sobie, że kupimy globalny koszyk akcji, bez zrozumienia co i dlaczego robimy najpewniej skończy się źle. Dlatego chociażby warto być studentem historii rynków by w bardziej świadomy sposób projektować swój portfel.
Taki cel przyświecał mi tworząc projekt System Trader.
Historia Magistra Vitae Est. 🙂
Choć sam nie jestem na rynku crypto, to i tam widzę ogromne zalety podejścia quant do inwestowania. Nie trzeba główkować czy to koniec BTC, czy to górka, czy dołek albo co powiedział jakiś guru. Ludzie na tym rynku mają te same emocje co na każdym innym – nic nowego. Momentum działa tam tak samo dobrze.
Poniżej prosta strategia GEM żywcem przeszczepiona z oryginału dla rynku akcji i obligacji. Właściwie jedyna zmiana to wyrzucenie ETF na indeks MSCI ACWI ex US i wstawienie tam BTC.
Raz w miesiącu zaglądamy na rachunek i sprawdzamy co miało wyższą stopę zwrotu (w ostatnich 3-12 miesięcy): BTC, czy SPY. Jeśli stopa zwrotu jest powyżej stopy wolnej od ryzyka w portfelu mamy mieć to aktywo. Jak wszystko spada (akcje amerykańskie i BTC), to w portfelu lądują obligacje (tu BND).
Piękne jest to, że ta bardzo prosta strategia działa bez względu na ustawienie parametrów (choć nieco lepiej dla momentum liczonego z okresu 3 miesięcy, co nie powinno dziwić przy zmienności BTC).
Te same dane, te same decyzje.
Czy to maszynka do robienia pieniędzy? No cóż – zmienność BTC jest tak ogromna, że tego zniwelować zupełnie nie sposób. Obsunięcia są ogromne i większość będzie miała mega wielki problem z dyscypliną.
Ale też każdy wyznawca podejścia HODL na tym rynku musiał przejść przez obsunięcia przekraczające 90%. Do tego z nadzieją, że będzie odbicie. W przypadku strategii GEM, jeśli BTC kiedyś nie odbije się po spadku, to nie problem – my będziemy poza tym rynkiem.
Testy zrobione w moim autorskim oprogramowaniu #ST.
Stay tuned! 😀


Połowa maja za nami, zatem czas na roszady w moim portfeliku IKZE. Dziś krócej niż zwykle, choć pewnie raz na kilka miesięcy napiszę coś więcej.
W tym miesiąca rebalancingowi poddałem pierwszą transzę portfela, która do niego trafiła w lutym. Oto spółki, które będą w portfelu przez najbliższe trzy miesiące.

Spółki wchodzące w skład „majowej” transzy.
Tradycyjnie – nie mam żadnego urzekającego story, dlaczego TE SPÓŁKI. Po prostu – one mają pozytywne momentum – to dla mnie znaczy więcej niż wypociny analityków o tym co im się wydaje. Cena to najlepszy wskaźnik – cała reszta to tylko jej pochodne.
A tak wygląda cały portfel (z pozostałymi dwiema transzami). Niestety w piątek, gdy robiłem rebalancing, omyłkowo sprzedałem całą pozycję spółki Mercator oraz OAT, które wpadły do portfela w ramach I i II transzy (miałem sprzedać tylko część z I transzy). Błąd naprawiałem tylko dla OAT, a Mercator po prostu już nie wrócił. Dlaczego? Bo udział spółki jest niewielki, a nie chcę przepłacać na prowizjach.

Skład portfela IKZE na dzień 14/05/2021.
Więcej o wykorzystywanej strategii można przeczytać w tym artykule. Znajduje się tam również pełna historia portfela.
No i formalność na koniec: od początku inwestycji (12 lutego 2021) portfel urósł o 26.94%, podczas gdy szeroki indeks WIG o 8.14%.
Nie zachęcam nikogo do kopiowania tego co robię. Celowo też nie ułatwiam tego zadania.
Stay tuned!
Podczas mojego wystąpienia w ten czwartek na konferencji online „Jak inwestować na giełdzie” (do czwartku darmowa rejestracja!), poruszę temat tak zwanych ETF „smart-beta”.
Nie będzie to bardzo dokładna analiza „faktorów”, a raczej próba spoglądnięcia na zagadnienie z lotu ptaka, by zrozumieć co to w ogóle jest. To bardzo ważne, bo wiele mamy przekłamań na linii.
I tak na przykład postaram się wyjaśnić, czy kupując ETF „smart-beta” nadal możemy mówić o pasywnym portfelu? Otóż historia zatacza koło: na początku każdy inwestował aktywnie, aż pojawiły się pierwsze fundusze indeksowe w połowie lat 70. ubiegłego wieku w USA. Pojawiły się nie bez powodu – aktywne formy zarządzania portfelem bardzo zawodziły oczekiwania inwestorów.
Niespełna 20 lat później świat ujrzał pierwszego ETF-a i to była kluczowa faza „pasywnej rewolucji” stawiająca kropkę nad „i” (choć nad Wisłą przyszło nam czekać jeszcze niemal 3 dekady na pojawienie się pierwszego funduszu ETF).
Sęk w tym, że na fali popularności funduszy ETF pojawiły się odmiany nazwane przez marketingowców mianem „smart-beta”. Szczerze mówiąc ta nazwa zawsze mnie śmieszyła, bo rynek to rynek (beta). Nie ma „smart-rynku”, nie ma „dumb-rynku”. Jeśli kupujemy rynek (np. indeks S&P 500), to kupujemy betę. Jeśli staramy się rynek pobijać (np. indeks S&P 500), to szukamy alfy.
Tymczasem sprzedawcy wymyślili, że ponieważ fundusze aktywnie zarządzane zawiodły na całej linii, to teraz zrobią aktywne fundusze w opakowaniu ETF — wykorzystując do tego ich rosnącą popularność.
Część Czytelników może się oburzyć: ale to nie tak! „Faktory” to udokumentowane źródła zysków (value, momentum, quality, etc.), po które teraz sięgnąć może przeciętny Kowalski. To ukoronowanie dokonań naukowców, którzy w końcu po dekadach umieli wyjaśnić skąd pochodziła przewaga Warrena Buffetta i innych. Po części to racja, ale nachalny marketing powoduje, że wielu inwestorów czuje się zagubiona i ulega pokusie kupna czegoś, czego nie rozumie. Chcą zbudować portfel pasywny, tymczasem do portfela kupują ETF „smart-beta” nie mając świadomości, że de facto mają aktywnie zarządzany fundusz (nawet jeśli jest on oparty na ścisłych regułach).
To jednak zaledwie czubek góry lodowej.
Serdecznie raz jeszcze zapraszam na konferencję w czwartek! 🙂
Zapraszam do dwugodzinnego materiału dla początkujących o inwestowaniu w ETF-y. Moim gościem jest Artur Wiśniewski – czołowy propagator wiedzy w tym zakresie nad Wisłą. 🙂
Artur posiada licencję maklera, a na co dzień prowadzi blog stockbroker.pl oraz grupę Pasywna Rewolucja, poświęconą inwestowaniu pasywnemu.
Oto co znajdziesz w materiale:
📌 Akcje i obligacje bezpośrednio czy ETF – w co lepiej inwestować?
📌 ETF-y czy fundusze inwestycyjne – w które lepiej inwestować?
📌 ETF-y czy fundusze indeksowe – które narzędzie inwestowania pasywnego jest lepsze?
📌 Dywidenda, replikacja, hedging – które rodzaje ETF warto preferować?
📌 Czy z ETF-ów można zbudować cały portfel inwestycyjny? Jakie klasy aktywów warto mieć w portfelu – czy ETF jest w każdym przypadku najlepszym narzędziem?
📌 Ile ETF-ów warto mieć w portfelu?
📌 Ile kosztuje inwestowanie w ETF?
📌 Na jakich rynkach warto kupować ETF-y?
📌 Jak inwestować w ETF-y w ramach IKE/IKZE?
Zapraszam również w imieniu Artura na konferencję online „Jak inwestować na giełdzie?”, która odbędzie się 13 maja 2021. Rejestracja do 13 maja jest ZA DARMO. 🙂
Najkrócej rzecz ujmując, rebalancing w pasywnym w portfelu ma za zadanie kontrolować jego poziom ryzyka. W efekcie wynik z inwestycji jest bardziej przewidywalny, a wartość kapitału w czasie mniej zmienna. Jak zatem go robić? Zapraszam do mini wykładu jaki miałem okazję zaprezentować u Artura Wiśniewskiego z bloga stockbroker.pl.
P.S. Zapraszam w imieniu Artura na konferencję online „Jak inwestować na giełdzie„, która odbędzie się 13 maja (warto się pośpieszyć, bo póki co wstęp wolny). 😎
Lubię sobie zerknąć raz na kwartał na raport Meba Fabera (gość 49 odcinka mojego podcastu) podsumowujący wycenę rynków akcji na świecie. Zwłaszcza, że od lat w ścisłej czołówce znajduję się tam Polska. W rankingu Meb stosuje wypadkową z kilku wskaźników co jest pomocne w przypadku małych krajów jak Grecja czy Egipt, gdzie w zależności od wskaźnika można otrzymać skrajnie różne odczyty. Dla porządku stosowane w rankingu wskaźniki to:
Przykładowo wskaźnik CAPE (nazywany też Campbell-Shiller PE(10) lub Shiller-10) to wyniki podzielenia indeksu cenowego (czyli po prostu ceny) przez średni zysk spółek wchodzących w skład tego indeksu z ostatnich 10 lat skorygowany o inflację. Dzięki temu zredukowana jest wrażliwość wskaźnika ceny do zysku na cykliczne zmiany zysków.
No to bum!💥 – Polska mistrzem świata! USA bez zaskoczeń również, czyli w czołówce najdroższych rynków akcji na świecie. Co to oznacza dla polskich akcji? Nie wiem, mam nadzieję tylko, że to nie jest pułapka, tak zwane „value trap”. Mówiąc inaczej, że jest dobry powód, dla którego polski rynek akcji nie cieszy się braniem pośród inwestorów na świecie. Pomijając maleńki rynek czeski, nasuwa się pytanie – czy przypadkiem jest fakt, że tę ścisłą czołówkę najtańszych rynków świata stanowią od lat kraje takie jak Rosja czy Turcja.

Dokładnie 7 lat temu CAPE dla Polski wynosił 12.53, a najtańszej wówczas Grecji 4.54. Stany Zjednoczone już wówczas były w czołówce najdroższych rynków świata z odczytem na poziomie 25.44. Dla przypomnienia według wielu CAPE powyżej 20 to bańka spekulacyjna – można było zatem stracić z radaru największą hossę ostatnich dekad. Przy okazji – dlatego lubię momentum – tam ostatecznym wskaźnikiem jest cena, czyli najczystszy wskaźnik ever. 🙂
Inne polecane materiały: